Kółko miłośników Su-7
Moderatorzy: Sawicz, Xlem, Drzemi
- Przemo
- Aktywny!

- Posty: 302
- Rejestracja: 09 lis 2006, 13:04
- gadu: 6576553
- Lokalizacja: EPPO/EPKS/EPIR/EPIN
Kółko miłośników Su-7
Oto 2 wywiady z Gazety Pomorskiej http://www.pomorska.pl. Pojawiły się tam jako komentaż po katastrofie Su-27. Wspominają dawne czasy kiedy Su-7 latały, jak piszą autorzy, na lotniskach: Bydgoszcz, Powidz, Piła.
linki:
http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/ar ... /372205726
http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/ar ... /104488127
Pełny tekst.
Art. 1
Byli piloci odrzutowców o wypadkach w lotnictwie
Roman Laudański, roman.laudanski@pomorska.pl
- Wypadki w lotnictwie były, są i będą - mówią byli piloci samolotów odrzutowych. - A lotnictwo bez Air Show umrze.
- Samolot nie rozróżnia stopnia wojskowego i klasy pilota - mówi emerytowany podpułkownik i były pilot Edward Chećko z Bydgoszczy. - Pilot musi latać! Do samochodu można wsiąść po półrocznej przerwie i jeśli jazda nie idzie, to hamowanie i już. A w samolocie? W powietrzu nie ma czasu na wznowienie nawyków. Trzeba latać, trzeba się szkolić, a dziś mamy z tym problem!
Czas na katapultowanie
Byli piloci mówią, że w dzisiejszym szkoleniu zatracono ciągłość pokoleniową. Młody pilot nie uczy się od starszego. Dziś młodzi uczą młodych. A jeśli młodym brakuje respektu do latania...?
- Białoruscy piloci w Radomiu to były asiory i też popełnili błąd - kręci głową Chećko. - Na zdjęciach widać, że mieli za mało mocy, maszyna im "przepadała". W naszym pułku z winy techniki był chyba tylko jeden wypadek. Zatarł się silnik i koniec. Mylą się ludzie. Jeden z kolegów zginął pod Koronowem. Inny na poligonie w Nadarzycach popełnił podobny błąd co Białorusini. Samolot odwrócił się i spadł. Pilot zginął. Nie miał czasu na katapultowanie. Do dziś widzę ten obraz. Zginął też pilot, który w okolicach Kościerzyny "przeciągnął" samolot. Był także młody pilot, który zginął w strefie między Szubinem a Kcynią.
- Nie na darmo mówi się, że regulamin lotów jest pisany krwią. Tam wszystko jest. Czarno na białym, żeby tylko ludzie chcieli tego przestrzegać - dodaje były pilot Su-7, emerytowany podpułkownik Tadeusz Rzepka, dyrektor Aeroklubu Bydgoskiego.
Przypominają, że jeszcze w PRL-u były lata, w których ginęło wielu pilotów. Wtedy się o tym nie mówiło, ale to po prostu niebezpieczny zawód. Pod ziemią giną górnicy. W powietrzu - piloci.
- W Radomiu mogli się katapultować, dwukrotnie dostali taki rozkaz - przypominają byli piloci. - Dlaczego tego nie zrobili - trudno powiedzieć. Na pokazie w Paryżu Rosjanin wywalił się na takiej samej maszynie. Na pokazie we Lwowie samolot spadł na widzów. Zginęło ponad 80 osób. W Radomiu zginęli piloci, ale nikt z widzów nie ucierpiał.
Samoloty poszły na złom
Do końca lat 80. huk startujących na dopalaczach samolotów Su-7 słyszało pół Bydgoszczy. Szczególnie uciążliwe dla mieszkańców były nocne loty. Ale to przeszłość. Ilu byłych pilotów samolotów odrzutowych Su-7 mieszka dziś w Bydgoszczy? Może 30. 3 Pułk został rozformowany w 1991 roku, ich samoloty poszły na złom, a oni? Kilka dni temu spotkali się z okazji Święta Lotnictwa w Bydgoskim Aeroklubie. Jak to wśród pilotów - rozmawiali o lataniu.
- I niech pan napisze o tym, że z naszego pułku wyszło trzech generałów - dzwoni kilka godzin po spotkaniu Edward Chećko.
- I koniecznie o tym, jak po Czarnobylu lataliśmy na dużych wysokościach, a później liczniki Geigera wariowały przy naszych kombinezonach, a taśmy filmowe były prześwietlone - przypomina jego kolega Andrzej Sotomski.
- Pułk przestał istnieć, wiara się rozprysła - wspominają. Opowiadają, że jak Rosjanie przysłali do Polski szturmowo-myśliwskie Su-7, to stały one w hangarach, do których można się było zbliżyć tylko za okazaniem specjalnych przepustek. Dopiero później wszystko się "roztajniło". Tajemnica była uzasadniona: Su-7 mogły przenosić bomby jądrowe.
- Bardziej szturmowe niż myśliwskie - wspominają piloci. - Paliwożerne, szczególnie przy lotach na małych wysokościach, a tak się latało. Trudno było osiągnąć na nim założoną prędkość, a zresztą - śmieją się piloci - w Polsce nie było gdzie się rozpędzić. Oceniają, że był to samolot w miarę bezpieczny - wybaczający małe błędy. Kardynalnych nie wybaczał nigdy.
U góry święty spokój
Podczas ostatniego Air Show w Radomiu zginęło dwóch białoruskich pilotów. Samolot Su-27 runął z niewyjaśnionych przyczyn. - Nawet znajomi pytali mnie, dlaczego w lotnictwie ostatnio tak często zdarzają się wypadki? - komentuje Andrzej Sotomski, były pilot samolotów Su-7. Wojsko opuścił w stopniu majora. Dziś jest instruktorem jazdy. Narzeka na bydgoskie drogi. Żartuje, że napisze podanie do NBP-u, żeby wydrukowali banknoty o nominale 112 złotych, bo tyle płaci się za poprawkowy egzamin z prawa jazdy. Trochę społecznik. Wzdycha żartobliwie, że tam, u góry, kiedy tylko pilot wyłączył radio, to miał już święty spokój.
Emerytowany ppłk Edward Chećko chętnie angażuje się w życie wspólnoty mieszkaniowej. Wreszcie ma też więcej czasu dla rodziny, bo w czasie służby różnie z tym bywało.
Tadeusz Rzepka, to były podpułkownik, obecnie dyrektor Aeroklubu Bydgoskiego. Jeden z kilku ostatnich, którzy mają jeszcze kontakt z lataniem. Jako instruktor uczy latania kolejne pokolenia.
Piloci wspominają, że na "ich" Su-7 trzeba było latać bez tych wszystkich telewizorów, w które dziś wyposażone są samoloty. Wspominają historię radzieckiego lotnika, który "ciął" na Kołobrzeg, ale kiedy wysiadła mu elektronika - zabłądził nad Polską. Miał lądować w Kołobrzegu. Wziął Wisłę za Odrę i leciał na północ. Dopiero przechwycił go samolot z Bydgoszczy i doprowadził na właściwe lotnisko. Rosjanin "siadł" na oparach. Skończyło mu się paliwo.
Z czereśni widać lepiej
- Moją przygodę z lataniem mógł szybko przerwać lekarz wojskowy, który w szkole średniej stwierdził, że wyrósł mi podwójny ząb i to mi przeszkodzi w oddychaniu maską tlenową - wspomina Edward Chećko. - Ale jak nie było chętnych, to wzięli mnie z tym podwójnym zębem
Andrzej Sotomski w młodości mieszkał w Słupsku na przedłużeniu pasa startowego. To musiał latać. U niego lekarz wojskowy dopatrzył się krzywego kręgosłupa. - To następnym razem ominąłem jego gabinet - udało się. W Słupsku na środku byłego lotniska wybudowali fabrykę butów. To latał w Białymstoku.
Z dzieciństwa Tadeusz Rzepka zapamiętał taki obraz. Kilka kilometrów od domu latały samoloty. A on - żeby lepiej widzieć - wdrapał się na czereśnię.
- Nie spadłeś? - dopytują się z przekorą koledzy.
Później podrobił podpis rodziców, żeby tylko pojechać na szkolenie do Aeroklubu Podhalańskiego.
Trzeba dużo latać
Wtedy samoloty myśliwskie podlegały Obronie Powietrznej Kraju. Szturmowce - Dowództwu Wojsk Lotniczych. Rocznie spędzali w powietrzu ok. stu godzin. Piloci NATO i tak latali dwa razy więcej od nich. Trenowali, by najpierw nauczyć się rzemiosła, a później osiągali coraz wyższy kunszt. W każdej jednostce byli młodzi, średni i kilku starszych. Szkolenie na Su-7 trwało około sześciu lat. Zawsze było od kogo się uczyć.
- Mieliśmy po 25-30 lat, a koledzy w wieku 40-45 lat wydawali się wtedy starymi rupieciami - uśmiechają się do wspomnień.
Byli piloci przypominają podstawową zasadę: dobrze latasz, kiedy dużo latasz.
- To się zaczęło od czasów, w których strasznie mało płacili pilotom Mig-ów 29. Koledzy zaczęli uciekać do LOT-u - wspominają. Zerwała się ciągłość pokoleniowa.
Dziś tylko w nieoficjalnych rozmowach z wojskowymi można usłyszeć, że wojsko za mało lata, bo trzeba oszczędzać także na paliwie.
Piloci przypominają, że w ich czasach były dwie szkoły: bydgoska i pilsko-powidzka. Ta pierwsza kładła duży nacisk na wyszkolenie.
Czas wylądować
- Nie chciałem latać na "Iskrach", zrezygnowałem - mówi Tadeusz Rzepka.
- Latanie odrzutowcami przez dwadzieścia lat, to był duży wysiłek - wspomina Edward Chećko. - Uciążliwa była dyspozycyjność. Może jeszcze z pięć lat mógłbym latać, ale nie było sensu. Czy śni mi się latanie? Czasem człowiekowi przyśni się dziewczyna z młodości... Latanie także.
Art. 2
Su-7 - samolot do ataku atomowego
Roman Laudański
Rozmowa z Robertem Senkowskim, autorem monografii na temat bydgoskich pilotów Su-7
- Jak to się stało, że torunianin zainteresował się historią bydgoskich pilotów Su-7?
- Kiedyś jako fotoreporter pracowałem w "Lotnictwie", jestem pasjonatem od ponad dwudziestu lat. Z grupą kolegów z Wydawnictwa LAF doszliśmy do wniosku, że warto zająć się tematem Su-7. W Bydgoszczy było ponad trzydzieści samolotów, pilotów - w latach 1964-1991 - około stu. Z Torunia do Bydgoszczy daleko nie mam, poznałem pilotów i dobrze się wśród nich czuję.
- Byli piloci mówią, że wie pan o nich dużo więcej niż oni sami o sobie.
- Nie zaprzeczę. Rzeczywiście przez trzy lata zgromadziłem dużo materiału, na podstawie którego precyzyjnie przygotuję monografię. Pamięć ludzka jest wybiórcza. Ja rzetelnie muszę trzymać się faktów. Unikam sytuacji wątpliwych. Jeden z pilotów opowiadał mi o zestrzeleniu radzieckiego samolotu nad Bałtykiem. Próbowałem to zweryfikować - nie znalazłem potwierdzenia.
- Do czego byli szkoleni piloci na tych maszynach?
- Samolot miał zadania myśliwskie i bombowe. Rosjanie uznali, że z tych pierwszych nie bardzo się wywiązuje i zakończyli jego produkcję. Następnie wymyślili małogabarytową bombę atomową i znaleźli nowe przeznaczenie dla Su-7. Samoloty miały dolatywać nad cel na małej wysokości i zrzucać bombę. Dlatego piloci z tego pułku byli elitą. Wyselekcjonowani.
- Komu podlegali?
- Przez długie lata byli pułkiem samodzielnym, podległym Dowództwu Wojsk Lotniczych, a raczej strukturom radzieckim w Układzie Warszawskim, bo byli nosicielami broni jądrowej. Dwie grupy pilotów były przeszkolone w Związku Radzieckim, zrzucali imitacje takich bomb. Rosjanie mieli jeszcze w Polsce drugi, identyczny pułk w Brzegu. Oba miały atakować Zachód. My mieliśmy uderzać na Danię, oni na Niemcy Zachodnie. Na terenie byłego NRD Rosjanie mieli lotnisko, z którego Polacy mieli przeprowadzić atak.
- Czy kiedykolwiek w Bydgoszczy była przechowywana bomba atomowa?
- Na terenie Polski Rosjanie mieli bomby do tych samolotów, ale nasi ich nigdy nie widzieli. Na pewno nie było ich w Bydgoszczy. Ćwiczyli wyłącznie z atrapami. Polacy mogli widzieć takie bomby na terenie ZSRR, gdy byli tam na szkoleniu. Trenowali podczepianie, ale na pewno nigdy na żadnym poligonie ich nie użyli.
- Te samoloty brały udział w konfliktach zbrojnych?
- W czasie walk w Egipcie. Spisywały się - nie najlepiej, choć z nazwy były myśliwcami. Dwa działka i niekierowane uzbrojenie strzeleckie nie dawały pola do popisu. Sprzęt radziecki ustępował parametrami maszynom zachodnim, dlatego Rosjanie nadrabiali ilością i wyszkoleniem. Piloci bydgoscy w latach 70., złotym okresie pułku, mieli bardzo dobre warunki do latania. Wszyscy inni mogli im tego pozazdrościć. W późniejszym okresie mniej liczyła się ideologia, a bardziej predyspozycje i wyszkolenie.
- Jaką konstrukcją były Su-7?
- Stosunkowo bezpieczną. Niewiele było na nich wypadków. Zginęło trzech pilotów i to nie z winy sprzętu. Su-7 nie był doskonały. W latach 60. był już konstrukcją w miarę dojrzałą. Po 20 latach użytkowania mogły jeszcze latać dalej, ale wycofano je jako najstarsze konstrukcje.
- Czyjaś historia szczególnie pana ujęła?
- Jest kilku takich, którzy już za życia zostali legendami. Bogdan Likus szkolił się w Bydgoszczy na Lim-ach. Zakwalifikowany na przeszkolenie w ZSRR na Su-7 w 1970 roku. Określany przez kolegów jako talent. Później szkolił się na Su-20 ze zmienną geometrią skrzydeł, by jako jeden z nielicznych przejść na Su-22. Nadal lata.
Mamy szczególny rok pod względem wypadków lotniczych?
- Prześledziliśmy od lat 40. do końca 90. wszystkie wypadki z czasów, kiedy dokumenty były bardzo tajne. W połowie lat 60. dochodziło do 60 wypadków śmiertelnych rocznie! Nie mówię o awariach, w których przeżyli piloci, a niszczył się sprzęt. Teraz również dochodzi do wypadków śmiertelnych, ale sprzęt jest bezpieczniejszy, a katapultowanie nie tak niebezpieczne jak kiedyś. W czasach PRL-u pilot miał do wyboru: katapultować się lub szukać miejsca do awaryjnego lądowania. Często wybierali to drugie i ginęli, bo katapulta wcale nie gwarantowała bezpieczeństwa, a pilot mógł się żegnać ze zdrowiem. Kręgosłup nie wytrzymywał, a Su-7 był pod tym względem szczególnie niebezpieczny.
Rozmawiał Roman Laudański
PS. W związku z przygotowywaną książką Robert Senkowski poszukuje kontaktu (studiolaf_rs@wp.pl) z technikami, inżynierami i pilotami, do których nie udało mu się jeszcze dotrzeć.
linki:
http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/ar ... /372205726
http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/ar ... /104488127
Pełny tekst.
Art. 1
Byli piloci odrzutowców o wypadkach w lotnictwie
Roman Laudański, roman.laudanski@pomorska.pl
- Wypadki w lotnictwie były, są i będą - mówią byli piloci samolotów odrzutowych. - A lotnictwo bez Air Show umrze.
- Samolot nie rozróżnia stopnia wojskowego i klasy pilota - mówi emerytowany podpułkownik i były pilot Edward Chećko z Bydgoszczy. - Pilot musi latać! Do samochodu można wsiąść po półrocznej przerwie i jeśli jazda nie idzie, to hamowanie i już. A w samolocie? W powietrzu nie ma czasu na wznowienie nawyków. Trzeba latać, trzeba się szkolić, a dziś mamy z tym problem!
Czas na katapultowanie
Byli piloci mówią, że w dzisiejszym szkoleniu zatracono ciągłość pokoleniową. Młody pilot nie uczy się od starszego. Dziś młodzi uczą młodych. A jeśli młodym brakuje respektu do latania...?
- Białoruscy piloci w Radomiu to były asiory i też popełnili błąd - kręci głową Chećko. - Na zdjęciach widać, że mieli za mało mocy, maszyna im "przepadała". W naszym pułku z winy techniki był chyba tylko jeden wypadek. Zatarł się silnik i koniec. Mylą się ludzie. Jeden z kolegów zginął pod Koronowem. Inny na poligonie w Nadarzycach popełnił podobny błąd co Białorusini. Samolot odwrócił się i spadł. Pilot zginął. Nie miał czasu na katapultowanie. Do dziś widzę ten obraz. Zginął też pilot, który w okolicach Kościerzyny "przeciągnął" samolot. Był także młody pilot, który zginął w strefie między Szubinem a Kcynią.
- Nie na darmo mówi się, że regulamin lotów jest pisany krwią. Tam wszystko jest. Czarno na białym, żeby tylko ludzie chcieli tego przestrzegać - dodaje były pilot Su-7, emerytowany podpułkownik Tadeusz Rzepka, dyrektor Aeroklubu Bydgoskiego.
Przypominają, że jeszcze w PRL-u były lata, w których ginęło wielu pilotów. Wtedy się o tym nie mówiło, ale to po prostu niebezpieczny zawód. Pod ziemią giną górnicy. W powietrzu - piloci.
- W Radomiu mogli się katapultować, dwukrotnie dostali taki rozkaz - przypominają byli piloci. - Dlaczego tego nie zrobili - trudno powiedzieć. Na pokazie w Paryżu Rosjanin wywalił się na takiej samej maszynie. Na pokazie we Lwowie samolot spadł na widzów. Zginęło ponad 80 osób. W Radomiu zginęli piloci, ale nikt z widzów nie ucierpiał.
Samoloty poszły na złom
Do końca lat 80. huk startujących na dopalaczach samolotów Su-7 słyszało pół Bydgoszczy. Szczególnie uciążliwe dla mieszkańców były nocne loty. Ale to przeszłość. Ilu byłych pilotów samolotów odrzutowych Su-7 mieszka dziś w Bydgoszczy? Może 30. 3 Pułk został rozformowany w 1991 roku, ich samoloty poszły na złom, a oni? Kilka dni temu spotkali się z okazji Święta Lotnictwa w Bydgoskim Aeroklubie. Jak to wśród pilotów - rozmawiali o lataniu.
- I niech pan napisze o tym, że z naszego pułku wyszło trzech generałów - dzwoni kilka godzin po spotkaniu Edward Chećko.
- I koniecznie o tym, jak po Czarnobylu lataliśmy na dużych wysokościach, a później liczniki Geigera wariowały przy naszych kombinezonach, a taśmy filmowe były prześwietlone - przypomina jego kolega Andrzej Sotomski.
- Pułk przestał istnieć, wiara się rozprysła - wspominają. Opowiadają, że jak Rosjanie przysłali do Polski szturmowo-myśliwskie Su-7, to stały one w hangarach, do których można się było zbliżyć tylko za okazaniem specjalnych przepustek. Dopiero później wszystko się "roztajniło". Tajemnica była uzasadniona: Su-7 mogły przenosić bomby jądrowe.
- Bardziej szturmowe niż myśliwskie - wspominają piloci. - Paliwożerne, szczególnie przy lotach na małych wysokościach, a tak się latało. Trudno było osiągnąć na nim założoną prędkość, a zresztą - śmieją się piloci - w Polsce nie było gdzie się rozpędzić. Oceniają, że był to samolot w miarę bezpieczny - wybaczający małe błędy. Kardynalnych nie wybaczał nigdy.
U góry święty spokój
Podczas ostatniego Air Show w Radomiu zginęło dwóch białoruskich pilotów. Samolot Su-27 runął z niewyjaśnionych przyczyn. - Nawet znajomi pytali mnie, dlaczego w lotnictwie ostatnio tak często zdarzają się wypadki? - komentuje Andrzej Sotomski, były pilot samolotów Su-7. Wojsko opuścił w stopniu majora. Dziś jest instruktorem jazdy. Narzeka na bydgoskie drogi. Żartuje, że napisze podanie do NBP-u, żeby wydrukowali banknoty o nominale 112 złotych, bo tyle płaci się za poprawkowy egzamin z prawa jazdy. Trochę społecznik. Wzdycha żartobliwie, że tam, u góry, kiedy tylko pilot wyłączył radio, to miał już święty spokój.
Emerytowany ppłk Edward Chećko chętnie angażuje się w życie wspólnoty mieszkaniowej. Wreszcie ma też więcej czasu dla rodziny, bo w czasie służby różnie z tym bywało.
Tadeusz Rzepka, to były podpułkownik, obecnie dyrektor Aeroklubu Bydgoskiego. Jeden z kilku ostatnich, którzy mają jeszcze kontakt z lataniem. Jako instruktor uczy latania kolejne pokolenia.
Piloci wspominają, że na "ich" Su-7 trzeba było latać bez tych wszystkich telewizorów, w które dziś wyposażone są samoloty. Wspominają historię radzieckiego lotnika, który "ciął" na Kołobrzeg, ale kiedy wysiadła mu elektronika - zabłądził nad Polską. Miał lądować w Kołobrzegu. Wziął Wisłę za Odrę i leciał na północ. Dopiero przechwycił go samolot z Bydgoszczy i doprowadził na właściwe lotnisko. Rosjanin "siadł" na oparach. Skończyło mu się paliwo.
Z czereśni widać lepiej
- Moją przygodę z lataniem mógł szybko przerwać lekarz wojskowy, który w szkole średniej stwierdził, że wyrósł mi podwójny ząb i to mi przeszkodzi w oddychaniu maską tlenową - wspomina Edward Chećko. - Ale jak nie było chętnych, to wzięli mnie z tym podwójnym zębem
Andrzej Sotomski w młodości mieszkał w Słupsku na przedłużeniu pasa startowego. To musiał latać. U niego lekarz wojskowy dopatrzył się krzywego kręgosłupa. - To następnym razem ominąłem jego gabinet - udało się. W Słupsku na środku byłego lotniska wybudowali fabrykę butów. To latał w Białymstoku.
Z dzieciństwa Tadeusz Rzepka zapamiętał taki obraz. Kilka kilometrów od domu latały samoloty. A on - żeby lepiej widzieć - wdrapał się na czereśnię.
- Nie spadłeś? - dopytują się z przekorą koledzy.
Później podrobił podpis rodziców, żeby tylko pojechać na szkolenie do Aeroklubu Podhalańskiego.
Trzeba dużo latać
Wtedy samoloty myśliwskie podlegały Obronie Powietrznej Kraju. Szturmowce - Dowództwu Wojsk Lotniczych. Rocznie spędzali w powietrzu ok. stu godzin. Piloci NATO i tak latali dwa razy więcej od nich. Trenowali, by najpierw nauczyć się rzemiosła, a później osiągali coraz wyższy kunszt. W każdej jednostce byli młodzi, średni i kilku starszych. Szkolenie na Su-7 trwało około sześciu lat. Zawsze było od kogo się uczyć.
- Mieliśmy po 25-30 lat, a koledzy w wieku 40-45 lat wydawali się wtedy starymi rupieciami - uśmiechają się do wspomnień.
Byli piloci przypominają podstawową zasadę: dobrze latasz, kiedy dużo latasz.
- To się zaczęło od czasów, w których strasznie mało płacili pilotom Mig-ów 29. Koledzy zaczęli uciekać do LOT-u - wspominają. Zerwała się ciągłość pokoleniowa.
Dziś tylko w nieoficjalnych rozmowach z wojskowymi można usłyszeć, że wojsko za mało lata, bo trzeba oszczędzać także na paliwie.
Piloci przypominają, że w ich czasach były dwie szkoły: bydgoska i pilsko-powidzka. Ta pierwsza kładła duży nacisk na wyszkolenie.
Czas wylądować
- Nie chciałem latać na "Iskrach", zrezygnowałem - mówi Tadeusz Rzepka.
- Latanie odrzutowcami przez dwadzieścia lat, to był duży wysiłek - wspomina Edward Chećko. - Uciążliwa była dyspozycyjność. Może jeszcze z pięć lat mógłbym latać, ale nie było sensu. Czy śni mi się latanie? Czasem człowiekowi przyśni się dziewczyna z młodości... Latanie także.
Art. 2
Su-7 - samolot do ataku atomowego
Roman Laudański
Rozmowa z Robertem Senkowskim, autorem monografii na temat bydgoskich pilotów Su-7
- Jak to się stało, że torunianin zainteresował się historią bydgoskich pilotów Su-7?
- Kiedyś jako fotoreporter pracowałem w "Lotnictwie", jestem pasjonatem od ponad dwudziestu lat. Z grupą kolegów z Wydawnictwa LAF doszliśmy do wniosku, że warto zająć się tematem Su-7. W Bydgoszczy było ponad trzydzieści samolotów, pilotów - w latach 1964-1991 - około stu. Z Torunia do Bydgoszczy daleko nie mam, poznałem pilotów i dobrze się wśród nich czuję.
- Byli piloci mówią, że wie pan o nich dużo więcej niż oni sami o sobie.
- Nie zaprzeczę. Rzeczywiście przez trzy lata zgromadziłem dużo materiału, na podstawie którego precyzyjnie przygotuję monografię. Pamięć ludzka jest wybiórcza. Ja rzetelnie muszę trzymać się faktów. Unikam sytuacji wątpliwych. Jeden z pilotów opowiadał mi o zestrzeleniu radzieckiego samolotu nad Bałtykiem. Próbowałem to zweryfikować - nie znalazłem potwierdzenia.
- Do czego byli szkoleni piloci na tych maszynach?
- Samolot miał zadania myśliwskie i bombowe. Rosjanie uznali, że z tych pierwszych nie bardzo się wywiązuje i zakończyli jego produkcję. Następnie wymyślili małogabarytową bombę atomową i znaleźli nowe przeznaczenie dla Su-7. Samoloty miały dolatywać nad cel na małej wysokości i zrzucać bombę. Dlatego piloci z tego pułku byli elitą. Wyselekcjonowani.
- Komu podlegali?
- Przez długie lata byli pułkiem samodzielnym, podległym Dowództwu Wojsk Lotniczych, a raczej strukturom radzieckim w Układzie Warszawskim, bo byli nosicielami broni jądrowej. Dwie grupy pilotów były przeszkolone w Związku Radzieckim, zrzucali imitacje takich bomb. Rosjanie mieli jeszcze w Polsce drugi, identyczny pułk w Brzegu. Oba miały atakować Zachód. My mieliśmy uderzać na Danię, oni na Niemcy Zachodnie. Na terenie byłego NRD Rosjanie mieli lotnisko, z którego Polacy mieli przeprowadzić atak.
- Czy kiedykolwiek w Bydgoszczy była przechowywana bomba atomowa?
- Na terenie Polski Rosjanie mieli bomby do tych samolotów, ale nasi ich nigdy nie widzieli. Na pewno nie było ich w Bydgoszczy. Ćwiczyli wyłącznie z atrapami. Polacy mogli widzieć takie bomby na terenie ZSRR, gdy byli tam na szkoleniu. Trenowali podczepianie, ale na pewno nigdy na żadnym poligonie ich nie użyli.
- Te samoloty brały udział w konfliktach zbrojnych?
- W czasie walk w Egipcie. Spisywały się - nie najlepiej, choć z nazwy były myśliwcami. Dwa działka i niekierowane uzbrojenie strzeleckie nie dawały pola do popisu. Sprzęt radziecki ustępował parametrami maszynom zachodnim, dlatego Rosjanie nadrabiali ilością i wyszkoleniem. Piloci bydgoscy w latach 70., złotym okresie pułku, mieli bardzo dobre warunki do latania. Wszyscy inni mogli im tego pozazdrościć. W późniejszym okresie mniej liczyła się ideologia, a bardziej predyspozycje i wyszkolenie.
- Jaką konstrukcją były Su-7?
- Stosunkowo bezpieczną. Niewiele było na nich wypadków. Zginęło trzech pilotów i to nie z winy sprzętu. Su-7 nie był doskonały. W latach 60. był już konstrukcją w miarę dojrzałą. Po 20 latach użytkowania mogły jeszcze latać dalej, ale wycofano je jako najstarsze konstrukcje.
- Czyjaś historia szczególnie pana ujęła?
- Jest kilku takich, którzy już za życia zostali legendami. Bogdan Likus szkolił się w Bydgoszczy na Lim-ach. Zakwalifikowany na przeszkolenie w ZSRR na Su-7 w 1970 roku. Określany przez kolegów jako talent. Później szkolił się na Su-20 ze zmienną geometrią skrzydeł, by jako jeden z nielicznych przejść na Su-22. Nadal lata.
Mamy szczególny rok pod względem wypadków lotniczych?
- Prześledziliśmy od lat 40. do końca 90. wszystkie wypadki z czasów, kiedy dokumenty były bardzo tajne. W połowie lat 60. dochodziło do 60 wypadków śmiertelnych rocznie! Nie mówię o awariach, w których przeżyli piloci, a niszczył się sprzęt. Teraz również dochodzi do wypadków śmiertelnych, ale sprzęt jest bezpieczniejszy, a katapultowanie nie tak niebezpieczne jak kiedyś. W czasach PRL-u pilot miał do wyboru: katapultować się lub szukać miejsca do awaryjnego lądowania. Często wybierali to drugie i ginęli, bo katapulta wcale nie gwarantowała bezpieczeństwa, a pilot mógł się żegnać ze zdrowiem. Kręgosłup nie wytrzymywał, a Su-7 był pod tym względem szczególnie niebezpieczny.
Rozmawiał Roman Laudański
PS. W związku z przygotowywaną książką Robert Senkowski poszukuje kontaktu (studiolaf_rs@wp.pl) z technikami, inżynierami i pilotami, do których nie udało mu się jeszcze dotrzeć.

EPKS - OŻAROWSKA, teraz to już tylko loty nocne...
- szturmowik
- Aktywny!

- Posty: 233
- Rejestracja: 04 cze 2009, 14:24
- Lokalizacja: EPLL
Re: Kółko miłośników Su-7.
Miło mi ,że w końcu taki temacik został u nas złożony
- sam darzę ten samolot niemałą sympatią. Ma w sobie coś nietuzinkowego, chociaż w porównaniu z maszynami zachodnimi z tego okresu to maszyna bardzo prosta,wręcz prostacka w budowie, a do tego podobno bardzo trudna w pilotażu. Na dobry początek kilka fotek - ekspozycja koło EPLL i MWP . Na pierwszym zdjęciu Su-7U, reszta Su-7BKŁ.












Ostatnio zmieniony 07 wrz 2009, 00:04 przez szturmowik, łącznie zmieniany 1 raz.
A fighter pilot is noted for intelligence, independence, integrity, courage, and patriotism. "Fighter Pilot" is a state of mind, not a job title.
- eNwings
- Prawie moderator!

- Posty: 5285
- Rejestracja: 27 sie 2007, 14:51
- gadu: 11935913
- skype: skysweeper52
- Lokalizacja: ACES II
Re: Kółko miłośników Su-7.
Daleki krewny MiGa-29 od zadymy...
(...)
- szturmowik
- Aktywny!

- Posty: 233
- Rejestracja: 04 cze 2009, 14:24
- Lokalizacja: EPLL
Re: Kółko miłośników Su-7.
A fighter pilot is noted for intelligence, independence, integrity, courage, and patriotism. "Fighter Pilot" is a state of mind, not a job title.
- eNwings
- Prawie moderator!

- Posty: 5285
- Rejestracja: 27 sie 2007, 14:51
- gadu: 11935913
- skype: skysweeper52
- Lokalizacja: ACES II
Re: Kółko miłośników Su-7
Sam nie wiem, które brzydsze... I pomyśleć, że toto ma wspólne korzenie z Su-2siedem
Dziwny jest ten świat...
- Grzes
- Prawie moderator!

- Posty: 3724
- Rejestracja: 05 gru 2005, 11:46
- gadu: 0
- Lokalizacja: Siedlce / Biała Podlaska
Re: Kółko miłośników Su-7
Jeśli można, prosiłbym o więcej takich wynurzeń intelektualnych.eNwings pisze:Sam nie wiem, które brzydsze...
Dzięki nim wszyscy będziemy lepiej i mądrzej postrzegać lotnictwo...

Robi się Su-7U... i 100 innych modeli
Re: Kółko miłośników Su-7
Szkoda, że Polacy nie zdecydowali się, kiedy jeszcze była ku temu możliwość, na wspólne zdjęcie Su-7 i Su-22, albo nawet Su-7, Su-20 i Su-22 w locie...
- Leszek.Sz.
- Super aktywny

- Posty: 844
- Rejestracja: 08 wrz 2008, 16:34
- gadu: 5452830
- Lokalizacja: Poznań
Re: Kółko miłośników Su-7
Migacze 21, 23 i 29 mają fotki wspólne w locie, szkoda że Su-7 u nas nie doczekał się jakiegoś fajnego kamuflażu. Jako szturman powinien mieć jakieś malowanie maskujace.
Re: Kółko miłośników Su-7
Szturmowe Su-20 również malowania kamuflażowego doczekały się dopiero podczas 2 remontu głównego w latach 89-92. Być może gdyby Su-7 przeszły razem z dwudziestkami remonty to i one doczekałyby się "łatek".
Re: Kółko miłośników Su-7
Ciągnie mnie do jego miniaturki w 1/48, zaczynają podobać mi się te maszyny gdy pilotowanie odbywało się bez fly-by-wire, a każdą reakcję samolotu dało się odczuć. I su-7 ma to coś, jak dodge charger rocznik 68 - jest wielki, brzydki i głośny, czyli wspaniały
Tylko jak przypomnę sobie, że czekałoby mnie przeprawianie się przez zestaw OEZu... którego mig-21 wylądował na półce czekając na lepsze czasy i więcej cierpliwości
Tylko jak przypomnę sobie, że czekałoby mnie przeprawianie się przez zestaw OEZu... którego mig-21 wylądował na półce czekając na lepsze czasy i więcej cierpliwości
- Grzes
- Prawie moderator!

- Posty: 3724
- Rejestracja: 05 gru 2005, 11:46
- gadu: 0
- Lokalizacja: Siedlce / Biała Podlaska
Re: Kółko miłośników Su-7
A mnie ciagnie do miniaturki 1:72....nawet mimo tego że przebrnąc bym musiał przez koszmarek z KP

Robi się Su-7U... i 100 innych modeli
Re: Kółko miłośników Su-7
Powód mojego zauroczenia tą maszyną. Film radziecki Dni lotne, w którym główną rolę odgrywa mig-21, ale pojawia się także su-7. Fragment ten jest tutaj
http://www.youtube.com/watch?v=NGmmptV5 ... re=related
od 6:44minuty. Niski przelot i świeca
Potem wysiada na oczach całego pułku przybyły generał, że tak powiem "właściwy człowiek z właściwego samolotu"
I tak najlepszy jest zaś pilot, który w następnej części zaraz podbiega do wylotu silnika i nie może oderwać oczu od ogromnej komory dopalania. Przyznam, że będąc w muzeum lotnictwa w Krakowie, właśnie ona wydała mi się największa. Zapewne przez proporcje tejże do całego samolotu...
http://www.youtube.com/watch?v=NGmmptV5 ... re=related
od 6:44minuty. Niski przelot i świeca
I tak najlepszy jest zaś pilot, który w następnej części zaraz podbiega do wylotu silnika i nie może oderwać oczu od ogromnej komory dopalania. Przyznam, że będąc w muzeum lotnictwa w Krakowie, właśnie ona wydała mi się największa. Zapewne przez proporcje tejże do całego samolotu...






