Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Zapraszam do podzielenia się swoimi informacjami o wydarzeniach / zdarzeniach lotniczych.

Moderatorzy: Sawicz, Xlem, Drzemi

beaviso
Aktywny!
Aktywny!
Posty: 58
Rejestracja: 28 cze 2008, 01:10
gadu: 0

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: beaviso »

Xlem pisze:W cytowanym artykule nie ma ani słowa na ten temat.
Proszę przeczytaj ostatni akapit - i zupełnie ostatnie zdanie artykułu - o ile czytałem z zastanowieniem, to ostatnie zdanie obnażyło stan emocjonalny autora i zepsuło całe wrażenie. Nie mieszajmy polityki ze sztuką wykonywania zawodu lotnika.
Tomasz Hypki - Altair.com.pl pisze: Żadne obce służby specjalne ani armie nie potrafiłyby w ciągu 2 lat doprowadzić do śmierci tylu ważnych dla funkcjonowania Polski osób, ile zginęło w wyniku katastrof w polskim lotnictwie wojskowym. Takich strat w tym zakresie nasz kraj nie poniósł nawet w wyniku klęski w wojnie obronnej we wrześniu 1939.

A może to wszystko nie przypadek?
A teraz wróćmy proszę do mojego pytania o możliwe detonacje butli gazowych (spr. pow., tlen), które - być może (tego nie wiem, więc pytam) - znajdowały się w konstrukcji Tupolewa, jak i wielu innych.

M.
Xlem
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 3411
Rejestracja: 30 sie 2005, 17:34
gadu: 0
Lokalizacja: Poznań

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Xlem »

beaviso pisze: Proszę przeczytaj ostatni akapit - i zupełnie ostatnie zdanie artykułu - o ile czytałem z zastanowieniem, to ostatnie zdanie obnażyło stan emocjonalny autora i zepsuło całe wrażenie. Nie mieszajmy polityki ze sztuką wykonywania zawodu lotnika.
Tomasz Hypki - Altair.com.pl pisze: Żadne obce służby specjalne ani armie nie potrafiłyby w ciągu 2 lat doprowadzić do śmierci tylu ważnych dla funkcjonowania Polski osób, ile zginęło w wyniku katastrof w polskim lotnictwie wojskowym. Takich strat w tym zakresie nasz kraj nie poniósł nawet w wyniku klęski w wojnie obronnej we wrześniu 1939.
A może to wszystko nie przypadek?
Jeśli nie ograniczać się, jaksugerujesz, do ostatniego zdania należy zacytować jeden ze wczesniejszych fragmentów ścisle korespondujacych z tezą całegio artykułu.
Tomasz Hypki - Altair.com.pl pisze: Żołnierskie szczęście czy wyszkolenie?
- Zabrakło im żołnierskiego szczęścia – tak Bogdan Klich podsumował przyczyny katastrofy samolotu An-28. [/quote

Wracając do Twojego pytania. Nie można takiej ewentualności wykluczyć. Więcej, można ją rozszerzyć o elementy instalacji ciśnieniowych, które przecież nie koniecznie we wszystkich swoich elementach uległy rozszczelnieniu podczas katastrofy. W takim przypadku jednak uszkodzenia będą na tyle charakterystyczne, że zostaną właściwie zinterpretowane przez ekspertów badających szczątki. Znalezienie takich dowodów mogłoby zmniejszyć skalę spekulacji na temat małoprawdopodobnych (zastępczych?) przyczyn katastrofy.
Xlem
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 3411
Rejestracja: 30 sie 2005, 17:34
gadu: 0
Lokalizacja: Poznań

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Xlem »

Czy to dzieje sie na prawcę, czy to jakiś groteskowy sen?
http://wiadomosci.onet.pl/2161827,11,o_ ... ,item.html
O krok od kolejnej tragedii? Samolot z Borusewiczem ugrzązłCzy polskie władze potrafią się uczyć na błędach? W półtora tygodnia po tragedii pod Smoleńskiem na pokład jednego samolotu wsiedli marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i jego dwóch zastępców - informuje tygodnik "Wprost" na swoich stronach internetowych. Samolot miał spore problemy z wystartowaniem.
Bogdan Borusewicz i jego dwaj zastępcy startowali małym sportowym samolotem z podmokłej łąki. Podczas startu samolot zagrzebał się w ziemi i wyciągać go musieli strażacy - informuje "Wprost". Borusewicz bagatelizuje problem, mówiąc, że w razie czego "marszałków Senatu szybko się wybiera".Do incydentu doszło 21 kwietnia na niewielkim trawiastym lotnisku we wsi Sierakowo koło Przasnysza, kiedy marszałek Borusewicz wraz z Zbigniewem Romaszewskim i Markiem Ziółkowskim oraz senatorem Andrzejem Personem byli w drodze z pogrzebu senator Janiny Fetlińskiej na pogrzeb posła Macieja Płażyńskiego - informuje "Wprost".
Mały wyczarterowany sportowy samolot startował z łąki zaadaptowanej na lotnisko, która tego dnia była wyjątkowo grząska. Samolot się w niej zakopał i potrzebna była pomoc strażaków. Według pilota cytowanego przez "Wprost", po takim zdarzeniu, samolot powinien być poddany przeglądowi. tak się jednak nie stało.
Od Gabonu nam sie standardów uczyć.
Awatar użytkownika
czachus
Wyróżniony!
Wyróżniony!
Posty: 1455
Rejestracja: 24 cze 2004, 11:28
gadu: 1666152
Lokalizacja: EPRA, EPRP,EPWA,EPMM

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: czachus »

Samolot Tu-154 wystartował z Okęcia z 30-minutowym opóźnieniem. Prognoza przekazana załodze przed startem nie informowała o zagrożeniach niebezpiecznymi zjawiskami pogody na lotnisku w Smoleńsku. Dopiero załoga Jak-40, który wylądował wcześniej, przekazała informacje o pogarszającej się pogodzie i gęstniejącej mgle. Piloci nie zdawali sobie sprawy, że wykonują manewr na dnie niecki - pisze były szef szkolenia dowództwa sił powietrznych, Płk Piotr Łukaszewicz.
Słabe wyposażenie lotniska w Smoleńsku

Służba ruchu lotniczego w Smoleńsku, po nawiązaniu łączności radiowej z załogą, gdy samolot znajdował się kilkadziesiąt kilometrów od miejsca lądowania, poinformowała o wyjątkowo trudnych warunkach atmosferycznych i zasugerowała lądowanie na innym, lepiej wyposażonym lotnisku. Warunki atmosferyczne mające istotne znaczenie dla bezpiecznego lądowania to podstawa chmur, czyli wysokość między dolną granicą zachmurzenia, a powierzchnią ziemi, wysokość ta jest także nazywana wysokością decyzyjną.

Drugim parametrem jest widzialność pasa, czyli odległość, z jakiej pilot jest w stanie zauważyć pas startowy lub jego oświetlenie. Pilot samolotu wykonującego zajście do lądowania bez widzialności czerpie informacje o położeniu samolotu względem ziemi wyłącznie z przyrządów pokładowych. To trudne zadanie, można je spróbować zrozumieć, zamykając oczy i próbując zejść ze stromych schodów wyłącznie na podstawie informacji przekazywanych przez inną osobę, bez trzymania się rękami poręczy.

Istotne znaczenie ma wyposażenie lotniska oraz samolotu w przyrządy nawigacyjne, ułatwiające podejście i lądowanie w warunkach ograniczonej widzialności. Są to systemy lądowania przyrządowego, które mogą współpracować z autopilotem w samolocie i bezpiecznie sprowadzić samolot do lądowania przy warunkach atmosferycznych nawet gorszych, niż panowały na lotnisku w Smoleńsku.

System lądowania przyrządowego kategorii III B (ILS Cat. III B), najlepszy z rutynowo stosowanych na wielu lotniskach, pozwala na bezpieczne lądowanie przy podstawie chmur 15 metrów i widzialności pasa w przedziale 75-200 metrów. Prezydencki Tu-154 był wyposażony w pokładowy system lądowania przyrządowego kategorii I (podstawa chmur 60 i widzialność 800 metrów). Niestety lotnisko Siewiernyj nie dysponowało naziemnym urządzeniem tego typu, co zmusiło załogę do wykonania tzw. nieprecyzyjnego podejścia do lądowania z wykorzystaniem radiolatarni bezkierunkowych, czyli nadajników radiowych współpracujących z pokładowymi radiokompasami. Załoga miała także do dyspozycji informacje o odległości i położeniu samolotu względem lotniska przekazywane przez operatora radaru obserwacji okrężnej. Niestety, nie miała dokładnych informacji o odległości do pasa oraz położeniu samolotu na ścieżce zniżania, bo na lotnisku nie było radaru precyzyjnego podejścia do lądowania.

W takiej sytuacji podstawa zachmurzenia oraz widzialność stają się kluczowe dla zapewnienia bezpiecznego lądowania, bowiem określają one, jak dużo czasu ma załoga, aby ustabilizować samolot bezpośrednio przed lądowaniem na podstawie obserwacji ziemi, świateł podejścia i samego pasa startowego. W locie z prędkością ok. 280 km/godz., a z taką właśnie Tu-154 podchodzi do lądowania, samolot pokonuje 78 metrów w ciągu sekundy, a przelot ostatniego kilometra przed lądowaniem zajmuje 13 sekund. Zniżanie z wysokości 100 metrów do powierzchni ziemi, z prędkością 3 m/s zajmuje nieco ponad pół minuty. Te liczby pokazują, jak niewiele czasu ma załoga przed lądowaniem w minimalnych warunkach atmosferycznych na ocenę sytuacji, podjęcie decyzji i wykonanie lądowania.

Niezamknięcie portu wpłynęło na decyzję załogi

Załoga wiedziała o rzeczywistych warunkach atmosferycznych, o widzialności w granicach 500 metrów, o nieokreślonej podstawie chmur (faktycznie sięgających ziemi). Słyszała także sugestię kontrolera sugerującego lądowanie na innym, lepiej wyposażonym lotnisku. Czy zatem błędem było podjęcie decyzji o podejściu do lądowania w Smoleńsku? Należy przyjąć, że ta decyzja nie była błędna, ponieważ lotnisko pomimo zadeklarowanych warunków atmosferycznych poniżej minimalnych zapewniających bezpieczne starty i lądowania nie zostało zamknięte.

Dowódca załogi postanowił wykonać manewr podejścia do pasa, ocenić warunki i ostatecznie zdecydować o lądowaniu lub przelocie na lotnisko zapasowe z chwilą osiągnięcia przez samolot wysokości decyzyjnej. Z pewnością załoga wiedziała, jakie są jej możliwości i na co się decyduje. Manewr podejścia do lądowania nie budził żadnych wątpliwości do chwili osiągnięcia przez samolot wysokości 100 metrów w odległości ok. 2 kilometrów od progu pasa startowego. Dramat rozegrał się właśnie tam: na przestrzeni 1-1,5 kilometrów, w przedziale wysokości między 100 metrami a powierzchnią ziemi, w czasie 30-40 sekund. Czynnikiem decydującym o katastrofie była wysokość lotu.

W powszechnym odczuciu wysokość czy prędkość to parametry łatwe do zmierzenia i do utrzymania w locie. Prawda jest bardziej skomplikowana. W nawigacji lotniczej występuje kilka różnych rodzajów prędkości (przyrządowa, rzeczywista, podróżna) oraz kilka rodzajów wysokości (rzeczywista, odniesiona do poziomu lotniska, poziomu morza czy uśrednionej wysokości w rejonie lotów). Wysokość w nawigacji lotniczej jest mierzona różnymi przyrządami. Są wysokościomierze barometryczne (ciśnieniowe) oraz radiowe. Te pierwsze mierzą zmiany ciśnienia atmosferycznego na zmieniającej się wysokości lotu i wymagają ciśnienia referencyjnego, czyli ustawienia na wysokościomierzu wartości ciśnienia panującego w danym punkcie: na lotnisku lub w rejonie lotów, lub ciśnienia 760 milimetrów słupa rtęci, które odpowiada ciśnieniu panującemu na poziomie morza. Po ustawieniu wartości ciśnienia wysokościomierz musi pokazywać zero. Jak widać, w przypadku wysokościomierzy ciśnieniowych istotnego znaczenia nabiera przekazanie załodze lądującego samolotu wiarygodnej informacji o ciśnieniu atmosferycznym.

Problem polega także na tym, że w różnych krajach stosowane są różne wartości ciśnienia. W Rosji są to milimetry słupa rtęci (mm Hg). Przepisy ICAO, według których wykonywał lot prezydencki Tu-154, zalecają stosowanie hektopaskali (hPa). To powoduje konieczność przeliczania w locie wartości ciśnienia i pomimo stosowania tabel przeliczeniowych, zawsze może być to źródłem pomyłki, która tym bardziej nabiera znaczenia, im gorsze warunki atmosferyczne występują w czasie lądowania.

W przeciwieństwie do ciśnieniowych wysokościomierze radiowe mierzą rzeczywistą wysokość lotu samolotu nad terenem. Jedna antena radiowysokościomierza wysyła sygnał radiowy, a druga odbiera sygnał zwrotny odbity od powierzchni ziemi. Precyzyjnie zmierzona różnica czasu pomiędzy wysłaniem sygnału a jego odbiorem pozwala na określenie rzeczywistej wysokości lotu samolotu nad terenem. Mankamentem jest fakt, że teren wokół lotniska nie zawsze jest płaski jak stół.

Samolot nurkuje - piloci kontynuują lądowanie

Załoga rozpoczęła manewr nieprecyzyjnego podejścia do lądowania, budując standardowy manewr wyprowadzenia samolotu w początkowy punkt ścieżki zniżania do pasa. Samolot powinien znajdować się w odległości 10 kilometrów od początku pasa na wysokości 500 metrów (w odniesieniu do poziomu lotniska). Zniżanie odbywało się z prędkością postępową ok. 260-280 km/godz. i z prędkością zniżania 2,5-3 m/s.

Samolot osiągnął wysokość decyzyjną w odległości ok. 2 kilometrów od początku pasa i utrzymywał prawidłową pozycję na ścieżce zniżania. Graniczne warunki atmosferyczne, które umożliwiłyby podjęcie decyzji o lądowaniu na lotnisku w Smoleńsku, to podstawa chmur (wysokość decyzyjna) 120 metrów oraz widzialność 1,8 kilometra. Osiągając taką wysokość lotu i nie widząc ziemi w stopniu umożliwiającym ustalenie położenia samolotu względem progu pasa, dowódca załogi powinien przerwać lądowanie, zwiększyć wysokość i odlecieć na inne lotnisko. Tymczasem samolot kontynuował manewr, zwiększając intensywnie kąt szybowania i prędkość zniżania. Wyglądało to tak jakby samolot nagle zanurkował.

Z pewnością nie jest to manewr, który duży samolot powinien wykonywać tak blisko ziemi, w dodatku bez widoczności. Należy założyć, że załoga miała uzasadniony powód, aby podjąć taką decyzję. Gdyby wzrokiem wypatrzyła ziemię, kontynuowałaby zniżanie bez gwałtownych manewrów, koncentrując się na utrzymaniu parametrów do lądowania. Co w takim razie mogło skłonić załogę, która wykonywała lot według przyrządów i bez widzialności ziemi, do nagłego zmniejszenia wysokości lotu? To mógł być tylko nagły wzrost wysokości lotu.

Należy przyjąć, że wysokościomierz barometryczny miał ustawione prawidłowe ciśnienie referencyjne i pokazywał właściwą wysokość. Przemawia za tym fakt, że do wysokości 100 metrów Tu-154 utrzymywał właściwy profil lotu, do którego kontroler lotu nie miał zastrzeżeń. Należy przypomnieć, że przed pasem lotniska na kierunku lądowania znajdował się jar o głębokości ok. 60 metrów. Radiowysokościomierz pokazujący rzeczywistą odległość od samolotu do powierzchni ziemi z chwilą wlotu nad jar pokazał nagły wzrost wysokości, zjawisko wybitnie niekorzystne w ostatniej fazie lotu bezpośrednio poprzedzającej lądowanie.

Brakowało kilku sekund, aby uratować samolot
Informacja o wzroście wysokości została odczytana jako wznoszenie samolotu, któremu należało przeciwdziałać poprzez zwiększenie prędkości opadania. Nie widząc ziemi, załoga nie mogła uświadomić sobie faktu, że tym razem, to nie samolot wznosi się, tylko ziemia się od niego oddala.Podejmując przeciwdziałanie wznoszeniu, którego nie było, piloci nagle zwiększyli prędkość zniżania, kierując się wskazaniami wysokościomierza radiowego i mając w pamięci fakt, iż przyrządy ciśnieniowe, także wariometr pokazujący prędkość wznoszenia lub opadania samolotu, działają z pewnym opóźnieniem, a radiowysokościomierz działa w czasie rzeczywistym.



O słuszności postępowania mogło ich także upewnić chwilowe pokrycie się wskazań obydwu wysokościomierzy. Jednakże wskazania radiowysokościomierza zaczęły maleć w tempie równie szybkim, jak chwilę wcześniej wzrastały. Przelot przez cały jar o szerokości ok. kilometra trwał nie dłużej niż 12 sekund. W tym czasie załoga dostrzegła ziemię oraz zorientowała się, że samolotowi grozi niebezpieczeństwo, i próbowała mu przeciwdziałać poprzez próbę nagłego zwiększenia wysokości lotu.

Piloci nie zdawali sobie sprawy z tego, że wykonują lot profilowy na dnie niecki, a kąt wznoszenia samolotu, wystarczający w płaskim terenie, jest za mały, aby pokonać wznoszące się zbocze jaru. W trakcie próby wyprowadzenia samolotu ze skomplikowanej sytuacji zabrakło także czasu na to, aby silniki osiągnęły pełną moc. Lotnicze silniki odrzutowe potrzebują od kilku do kilkunastu sekund od przestawienia dźwigni sterowania do osiągnięcia obrotów maksymalnych. Zjawisko to znają kierowcy samochodów z silnikami Diesla, w których wciśnięcie pedału gazu powoduje reakcję silnika dopiero po pewnym czasie. W przypadku prezydenckiego samolotu to było tych kilka brakujących sekund, które zadecydowały o tragedii.

Przez kilka sekund samolot wykonywał lot bardzo nisko nad wznoszącym się zboczem jaru, zahaczając podwoziem i dolną częścią kadłuba o krzewy i druty. Decydujące znaczenie miało uderzenie skrzydłem w drzewo. Wskutek uderzenia samolot gwałtownie skręcił w lewo, a utrata części lewego skrzydła spowodowała obrót do pozycji odwróconej i zderzenie z ziemią najpierw obciętym skrzydłem, potem częścią ogonową, a na końcu górną częścią kadłuba. Uderzenie o ziemię w pozycji odwróconej zredukowało do zera szanse na przeżycie katastrofy samolotu. Górna część kadłuba jest najsłabszą częścią konstrukcji. Elementy siłowe: węzły mocowania podwozia i skrzydeł, które w czasie wypadków lotniczych są w pewnym zakresie zdolne do uchronienia pasażerów, w tej sytuacji okazały się kompletnie bezużyteczne.
link:
http://wiadomosci.onet.pl/2169815,12,od ... ,item.html

i mała prośba-może ktoś mi wyjaśnić to zdanie które wytłuściłem??? Bo nie bardzo rozumiem jak można się wznosić i nie oddalać od ziemi
"...Nie wiem na co będzie trzecia wojna światowa, ale czwarta będzie na pewno na maczugi." - Albert Einstein
Awatar użytkownika
Rush
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 2321
Rejestracja: 27 cze 2005, 18:52
gadu: 0
Lokalizacja: EPLS

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Rush »

czachus pisze:
i mała prośba-może ktoś mi wyjaśnić to zdanie które wytłuściłem??? Bo nie bardzo rozumiem jak można się wznosić i nie oddalać od ziemi
Wyjaśnienie masz parę linijek wyżej
Należy przypomnieć, że przed pasem lotniska na kierunku lądowania znajdował się jar o głębokości ok. 60 metrów. Radiowysokościomierz pokazujący rzeczywistą odległość od samolotu do powierzchni ziemi z chwilą wlotu nad jar pokazał nagły wzrost wysokości,
Przelatując nad jarem samolot oddalał się od ziemi w pionie (na radiowysokościomierzu) choć się nie wznosił.
Stowarzyszenie Miłośników Lotnictwa Wojskowego „KRZESINY”

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać." Antoine de Saint-Exupery
Awatar użytkownika
czachus
Wyróżniony!
Wyróżniony!
Posty: 1455
Rejestracja: 24 cze 2004, 11:28
gadu: 1666152
Lokalizacja: EPRA, EPRP,EPWA,EPMM

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: czachus »

kurcze-czytać ze zrozumieniem :oops:
"...Nie wiem na co będzie trzecia wojna światowa, ale czwarta będzie na pewno na maczugi." - Albert Einstein
Awatar użytkownika
Rush
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 2321
Rejestracja: 27 cze 2005, 18:52
gadu: 0
Lokalizacja: EPLS

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Rush »

czachus pisze:kurcze-czytać ze zrozumieniem :oops:
Na pewno tej umiejętności Ci nie brakuje-problem leży w tym że próbujemy przyswoić zbyt wiele informacji w ograniczonym czasie. (no bo kto dziś przegląda neta w jednym oknie? -oprócz mojej żony która jest wyjątkiem potwierdzającym regułę :mrgreen: )
EOT
Stowarzyszenie Miłośników Lotnictwa Wojskowego „KRZESINY”

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać." Antoine de Saint-Exupery
Xlem
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 3411
Rejestracja: 30 sie 2005, 17:34
gadu: 0
Lokalizacja: Poznań

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Xlem »

Pan generał zdobył sie na to, na co zabrakło odwagi jego przełozonemu i poprzednikowi?
Tylko czy to cos zmieni?
http://wiadomosci.onet.pl/2172117,11,ku ... ,item.html
Kulisy dymisji szefa Sił Powietrznych
"Rzeczpospolita": Generał Krzysztof Załęski, szef sztabu i zastępca dowódcy Sił Powietrznych, który objął obowiązki dowódcy po śmierci gen. Andrzeja Błasika 10 kwietnia pod Smoleńskiem, przy swojej rezygnacji miał wytknąć wiele nieprawidłowości w lotnictwie.
Wojsko nie chciało ujawnić powodów decyzji gen. Krzysztofa Załęskiego. Nieoficjalnie w rozmowach z "Rz" wojskowi twierdzą, że generał sformułował je w obszernej analizie na temat sytuacji w Siłach Powietrznych. Miał w niej przedstawić szereg nieprawidłowości, do których dochodzi w polskim lotnictwie. - Generał nie chciał firmować tego, co się dzieje w lotnictwie wojskowym, swoim nazwiskiem - mówi gazecie jeden z wysokich rangą oficerów.
Jak się nieoficjalnie dowiedziała "Rz", gen. Załęski pierwotnie planował odejść ze stanowiska w trybie natychmiastowym. Po rozmowach postanowił zostać do czasu wyboru nowego szefa Sił Powietrznych.
Awatar użytkownika
tomdar
Super aktywny
Super aktywny
Posty: 445
Rejestracja: 29 sty 2008, 09:54
gadu: 0
Lokalizacja: Poznań / Darłowo

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: tomdar »

Nic nie zmieni, bo przyjdzie ktoś komu to będzie pasować i liczył się będzie stołek. Przydałby się ktoś to weźmie się porządnie za nasze SP. Obejmie dowództwo, poda do publicznej wiadomości jak jest źle i zacznie to naprawiać. Tylko, że taka osoba będzie niewygodna dla innych "betonowców".
Obrazek
Mistrzu-PL
Wyróżniony!
Wyróżniony!
Posty: 1412
Rejestracja: 29 sty 2008, 15:29
Lokalizacja: EPKS

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Mistrzu-PL »

Jak będzie ktoś kto będzie chciał zrobić porządek i poda do opinii publicznej wszytko itp, to powiozą go bardzo szybko tak jak zrobili to w przypadku gen.Skrzypczaka .
Awatar użytkownika
Grzes
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 3724
Rejestracja: 05 gru 2005, 11:46
gadu: 0
Lokalizacja: Siedlce / Biała Podlaska

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Grzes »

Strona MAK-u ze wstępnymi analizami katastrofy:
http://www.mak.ru/russian/russian.html

Po wejściu na stronę z menu wybieramy: Расследования a następnie: 10 апреля Ту-154М №101


Zerknijcie na 3 dołączone zdjęcia i schematy na końcu raportu.
Obrazek
Robi się Su-7U... i 100 innych modeli :)
Awatar użytkownika
Rush
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 2321
Rejestracja: 27 cze 2005, 18:52
gadu: 0
Lokalizacja: EPLS

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Rush »

Wywiad z akredytowanym E.Klichem:
Edmund Klich: Katastrofa smoleńska skutkiem wieloletnich zaniedbań w szkoleniu
Dzisiaj, 24 maja (08:02)
Należy zmienić sposób szkolenia pilotów wojskowych - mówi Edmund Klich, akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym w Moskwie. Jar przed lotniskiem w Smoleńsku mógł zmylić pilotów, ale gdyby postępowali zgodnie z regułami uniknęliby katastrofy - dodaje. W momencie katastrofy w kokpicie była piąta osoba. Jej obecność mogła mieć wpływ na podjęcie decyzji o lądowaniu.

Konrad Piasecki: Przewodniczący państwowej komisji badania wypadków lotniczych akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę 10 kwietnia, Edmund Klich, dzień dobry witam.

Edmund Klich: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Konrad Piasecki: Co osoba z poza załogi robiła w kokpicie tupolewa kilkadziesiąt sekund przed katastrofą?
Reklama

Edmund Klich: Trudno powiedzieć. Chciała chyba zorientować się też jakie są możliwości lądowania.

Konrad Piasecki: Ale to była osoba, która tylko obserwowała, czy również dyskutowała z załogą o warunkach?

Edmund Klich: W tej chwili przy tam zapisie, który jest, nie ma dyskusji wielkiej. Są tam jakieś krótkie rozmowy, natomiast w czasie samego podejścia, w ostatnim etapie nie ma dyskusji, ale kilka komend powiedziałbym, czy kilka słów jeszcze nie jest rozpoznanych, kto to powiedział. Więc tutaj trzeba będzie zidentyfikować.

Konrad Piasecki: Ale czy ta osoba była laikiem? Kimś kto z ciekawości miał obserwować procedurę lądowania, czy też to była osoba, która wiedziała na czym to polega?

Edmund Klich: Proszę pana. Pan chce ustalić po prostu kto to był a ja już wcześniej mówiłem, że nie jestem upoważniony do przekazywania takiej informacji, dlatego, że zgodnie z załącznikiem 13 instytucją uprawnioną jest Międzynarodowy Komitet.

Konrad Piasecki: Bardziej chciałbym ustalić jaka była rola tej osoby.

Edmund Klich: Wiadomo, kto był na pokładzie i teraz jeśli pan sobie tak będzie eliminował, to będzie wszystko jasne, więc proszę mi takich pytań nie zadawać.

Konrad Piasecki: To była osoba, która nie wyszła podczas lądowania z kokpitu, prawda?

Edmund Klich: Została do końca.

Konrad Piasecki: Bo tam jest piąty fotel w kokpicie tupolewa?

Edmund Klich: Ja w tej chwili nie pamiętam, czy fotel jest piąty. Wybieram się właśnie teraz na Szeremietiewo, żeby zrobić lot taki na symulatorze i wtedy zapoznam się z kokpitem, bo nie miałem okazji po prostu.

Konrad Piasecki: A czy obecność tej osoby wyjaśnia, albo zbliża nas do odpowiedzi na pytanie, dlaczego mimo fatalnych warunków załoga postanowiła lądować?

Edmund Klich: To mógł być jakiś czynnik, że załoga chciała wylądować znając zadanie i pewien rodzaj presji, jakieś nawet delikatnej, który mógł powodować, że załoga jednak, jak mówi się popularnie, chciała za wszelką cenę wykonać to zadanie.

Konrad Piasecki: Ale to była presja wprost? Słowna presja?

Edmund Klich: Nie, nie było takiej. Ja już mówiłem wcześniej, że takiej…

Konrad Piasecki: …siła oddziaływania psychologicznego raczej…

Edmund Klich: W tych informacjach, które są rozszyfrowane takiej presji nie było. Ja nie wiem jeszcze co jest za tym , co jest słowo niezrozumiałe, albo osoba anonimowa, nierozpoznana.

Konrad Piasecki: Co działo się w tym samolocie na wysokości decyzji, czyli sto metrów nad poziomem lotniska? Czy załoga miała świadomość, że to jest ten moment, w którym powinna zdecydować, czy ląduje, czy odchodzi na drugi krąg?

Edmund Klich: Miała świadomość.

Konrad Piasecki: I co się tam wtedy działo?

Edmund Klich: Dalej wykonywano zniżanie.

Konrad Piasecki: Przy pełnej świadomości, że nie wiedzą ziemi? Bo ziemi nie widziano.

Edmund Klich: Ja teraz nie mogę mówić o świadomości poszczególnych członków załogi, ale jest nawet taka krótka informacja, która powinna wszystkim uzmysłowić, że to jest ta wysokość.

Konrad Piasecki: Jakaś sygnalizacja dźwiękowa, która się włączyła?

Edmund Klich: No nie tylko.

Konrad Piasecki: Nie tylko dźwiękowa?

Edmund Klich: Nie tylko.

Konrad Piasecki: A jaka jeszcze?

Edmund Klich: Można powiedzieć, że dźwiękowa, ale nie dźwiękowa w sensie automatyczna.

Konrad Piasecki: Głos nagrany, który mówi wysokość decyzji.

Edmund Klich: No nie całkiem. Jest taka jak gdyby pewna sugestia.

Konrad Piasecki: A ta sygnalizacja, czy ta wysokość decyzji była uzależniona od wysokości nad poziomem ziemi, czy od wysokości nad poziomem lotniska?

Edmund Klich: Po szczegółowym zapoznaniu się, bo ja wczoraj analizowałem ten zapis, bo my jeszcze nie jesteśmy na tym etapie łączenia danych z rejestratorów, łączenia danych z wysokości, porównania z terenem, ale mając ten zapis i mając pewien szkic terenu, no można to wywnioskować. Raczej to była wysokość radiowa.

Konrad Piasecki: Czyli ten jar mógł mieć znaczenie?

Edmund Klich: Mógł mieć pewne znaczenie w mentalności załogi, w tej świadomości sytuacyjnej.

Konrad Piasecki: Czyli mógł ich zmylić? Mogli mieć poczucie, że są gdzie indziej, niż są?

Edmund Klich: Mógł ich troszeczkę zmylić, ale gdyby postępowali zgodnie z procedurami, tzn. gdyby na wysokości 100 metrów - niezależnie, czy byłaby to wysokość radiowa czy barometryczna - podjęli decyzję - nie byłoby wypadku.

Konrad Piasecki: Rzeczywiście było tak, że oni, w którymś momencie zwiększyli prędkość schodzenia?

Edmund Klich: Na początku była prędkość schodzenia troszeczkę większa, ale później utrzymywała się w granicach, bo to nie jest jakaś ścisła, określona prędkość - są granice: maksymalne, minimalne.

Konrad Piasecki: Ale jak to się stało, że mając, jak pan mówił, dobrze ustawioną wysokość barometrycznego wskaźnika czy wysokościomierza - jak to się stało, że oni zeszli 15 metrów poniżej pasa?

Edmund Klich: To będzie wynikiem badań, bo to jest pytanie bardzo szczegółowe i trzeba to wyjaśnić, oczywiście.

Konrad Piasecki: Czy pan może powiedzieć, że w tych warunkach oni nie mieli prawa robić tego, co zrobili?

Edmund Klich: Oczywiście.

Konrad Piasecki: Popełnili błąd?

Edmund Klich: Nie ma wypadku, jeśli załoga postępuje perfekcyjnie. Teraz skupianie się na błędzie to jest spłycanie sprawy.

Konrad Piasecki: Uważa pan, że obciążanie tylko załogi jest błędem?

Edmund Klich: Oczywiście. Wypadek smoleński jest skutkiem. Trzeba zbadać wszystkie jego przyczyny - to jest związane z danym lotem, ale wypadek smoleński jest skutkiem wieloletnich zaniedbań niewłaściwego szkolenia w lotnictwie państwowym. Podobnie, jak skutkiem tego była katastrofa CASY, Bryzy i MI-24 i dalej Kani - to jest to samo. Tu trzeba szukać przyczyn właściwych.

Konrad Piasecki: Uważa pan, że osoby odpowiedzialne za szkolenie powinny zmienić swoją politykę, albo powinno się je zmienić?

Edmund Klich: To nie jest moja decyzja. Ja uważam, że sposób szkolenia trzeba zmienić a osoby to nie są decyzje należące do mnie.

Konrad Piasecki: Pokazał pan już komuś w Polsce zapisy czarnej skrzynki, którą pan przywiózł z Moskwy?

Edmund Klich: Nie.

Konrad Piasecki: A co musiałoby się stać, żeby te zapisy, które pan przywiózł, ujrzały światło dzienne?

Edmund Klich: One ujrzą w części, ale będzie to zależało od poziomu badań i od tego, które będą uzasadniały proces badawczy.

Konrad Piasecki: Te ostatnie sekundy zapisu oddają dramatyzm sytuacji? Oddają to, co się działo tam, na pokładzie samolotu?

Edmund Klich: Proszę pana, ja nie będę się na ten temat wypowiadał, bo jest on bardzo delikatny.

Konrad Piasecki: Może pan powiedzieć, na ile sekund przed uderzeniem w pierwsze drzewo piloci zrozumieli, że sytuacja jest dramatyczna?

Edmund Klich: Bardzo krótko.

Konrad Piasecki: Kilka sekund?

Edmund Klich: Może nawet mniej.

Konrad Piasecki: Kilkadziesiąt setnych sekundy?

Edmund Klich: Nie proszę pana, to są pytania szczegółowe. Trudno powiedzieć. Ja mogę sądzić tylko po pewnych reakcjach, a nie co widzieli i kiedy się zorientowali dokładnie. Pewne symptomy są, że można wiedzieć, że w tym momencie coś się źle dzieje.

Konrad Piasecki: I ten moment, to jest który moment?

Edmund Klich: Ja nie przypominam sobie, nie ma tego wydruku i nie chcę w szczegółach mówić o takich sprawach.
Artykuł pochodzi z kategorii: Kontrwywiad
RMF FM


http://www.rmf24.pl/opinie/wywiady/kont ... nId,279719
Stowarzyszenie Miłośników Lotnictwa Wojskowego „KRZESINY”

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać." Antoine de Saint-Exupery
Awatar użytkownika
czachus
Wyróżniony!
Wyróżniony!
Posty: 1455
Rejestracja: 24 cze 2004, 11:28
gadu: 1666152
Lokalizacja: EPRA, EPRP,EPWA,EPMM

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: czachus »

Klich: w kabinie był gen. Błasik. Dramatyczne dwie sekundy lotu

Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich w rozmowie z Andrzejem Morozowskim i Tomaszem Sekielskim w programie "Teraz MY" powiedział, że na chwilę przed lądowaniem na lotnisku pod Smoleńskiem w kokpicie Tu-154 pojawił się Dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik, który spędził tam kilka minut i był w kabinie pilotów do tragicznego końca. Jego zdaniem dopiero na 2 lub 3 sekundy przed katastrofą piloci zdali sobie sprawę, że są w dramatycznej sytuacji o czym mają świadczyć "słowa wypowiadane już w dużym stresie".
Jak zaznaczył Klich generał "chciał może zorientować się w sytuacji" i zaznaczył, że nie jest to "normalna sytuacja".

- Nie ma zdania, które by wywierało presję na załogę bezpośrednio, na przykład "musimy wylądować", takiego zdania sobie nie przypominam - zaznaczył. Według Klicha sytuacja w kokpicie powinna zostać zbadana przez psychologów, którzy muszą porównać stan psychiczny załogi przy starcie z Warszawy z momentem podchodzenia do lądowania w Smoleńsku. Z relacji Klicha wynika też, że najpierw do kabiny pilotów, kilkanaście minut przed lądowaniem weszła niezidentyfikowana na razie osoba.

- Wcześniej była osoba inna (…) osoba, która interesowała się, czy będzie opóźnienie czy nie - zaznaczył Edmund Klich. Następnie, jak relacjonuje Klich, do kabiny pilotów przyszedł generał Błasik i pozostał w niej do samego końca, do momentu katastrofy.

Jak powiedział też Edmund Klich załoga była świadoma, że schodzi na bardzo niską wysokość poniżej 100 metrów.

Klich zaznaczył też, że nie jest przekonany czy załoga polskiego samolotu zrozumiała komendę rosyjskiego kontrolera "horyzont" wzywającą do przerwania podchodzenia do lądowania i przejścia do lotu poziomego.

Prowadzone dochodzenie ma wyjaśnić dlaczego piloci zeszli tak nisko i dlaczego nie reagowali na ostrzeżenia. Zdaniem Edmunda Klicha piloci Tu-154 nie powinni zdecydować się na lądowanie.

- Przy tych warunkach w zasadzie nie powinni, bo nie było szans, aby na wysokości decyzji zobaczyć lotnisko, a taka jest zasada. (…) tu była wysokość decyzji 100 metrów - mówił Klich.
link: http://wiadomosci.onet.pl/2174949,448,k ... ,item.html
"...Nie wiem na co będzie trzecia wojna światowa, ale czwarta będzie na pewno na maczugi." - Albert Einstein
rafels

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: rafels »

Tak dziennikarzyny wciskają ciemnotę społeczeństwu:
http://www.fakt.pl/Ta-rudera-to-wieza-k ... 908,1.html
Nie ma żadnej wieży kontroli lotów na lotnisku w Smoleńsku! Kontrolerzy, którzy podawali załodze prezydenckiego tupolewa namiary na lądowanie, pracowali w zmurszałej ruderze, z antenami na przerdzewiałych masztach, wbitych prosto w ziemię, z kablami walającymi się po trawie
Obrazek
Awatar użytkownika
Rush
Prawie moderator!
Prawie moderator!
Posty: 2321
Rejestracja: 27 cze 2005, 18:52
gadu: 0
Lokalizacja: EPLS

Re: Katastrofa prezydenckiego Tupolewa

Post autor: Rush »

Tiaa, ale zapomnieli napisać że jak lądował Putin to była w tym samym miejscu wysoka do nieba najnowocześniejsza na świecie wyposażona lepiej od kosmodromu NASA i pas był 3 x dłuższy i tak równy jak tafla lodowa na olimpiadzie- tylko wszystko zwinęli bo wiedzieli kto ma przylecieć.
Moja prośba aby w tym wątku wrzucać tylko info wiarygodne i przybliżające nas do rozwiązania zagadki. A gazety brukowe i tak będą pisać co im zwiększy nakład-nie musimy jednak się tym zajmować-chyba że w wątku: http://forum.31blot.sp.mil.pl/viewtopic ... &start=105

apelowałem już kilka stron wcześniej-mało widać skutecznie
Stowarzyszenie Miłośników Lotnictwa Wojskowego „KRZESINY”

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać." Antoine de Saint-Exupery
ODPOWIEDZ