Kółko miłośników Jaka-40
Moderatorzy: Sawicz, Xlem, Drzemi
Re: Kółko miłośników Jaka-40
ok 12.OO ostatni raz podchodził na EPBY, ale z tego co wiem odleciał na EPKS 
Re: Kółko miłośników Jaka-40
Dobre bo po EPKS był na EPWA,po 19 był na EPMM a spowrotem wracał na EPWA po 21.

Re: Kółko miłośników Jaka-40
Jak40 nr 042 "ostatnia podróż"
http://lotniczapolska.pl/Jak-40:-z-Okecia-na-WAT,7454" onclick="window.open(this.href);return false;
http://lotniczapolska.pl/Jak-40:-z-Okecia-na-WAT,7454" onclick="window.open(this.href);return false;
Re: Kółko miłośników Jaka-40
Mały a gdzie cytat?
źródło Lotniczapolska.plJak-40: z Okęcia na WAT
Po zakończeniu służby w 36 specjalnym pułku lotnictwa transportowego jeden z samolotów Jak-40 został przekazany Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie jako pomoc dydaktyczna. Do transportu samolot przygotowała Grupa Obsługi Technicznej pułku. Największą trudność mechanikom sprawiło odłączenie skrzydeł Jaka od kadłuba.
Fot. Jacek Grześkowiak
Podczas akredytacji Instytutu Techniki Lotniczej Wojskowej Akademii Technicznej jako certyfikowanego ośrodka szkolenia lotniczego PART-47, brukselska komisja akredytująca zwróciła uwagę na niedostateczną reprezentację samolotów cywilnych w bazie dydaktycznej Instytutu. Baza ta składała się wyłącznie z samolotów i śmigłowców używanych przez lotnictwo wojskowe. W celu pozyskania cywilnych statków powietrznych – pisał dr inż. Piotr Zalewski w miesięczniku "Głos Akademicki" (11-12/2006) – kierownictwo Instytutu zwróciło się do wielu organizacji lotniczych, m.in. PLL LOT, Urzędu Lotnictwa Cywilnego oraz MON. Minister obrony narodowej wyraził zgodę na przekazanie warszawskiej uczelni wycofanego z eksploatacji w 36 specjalnym pułku lotnictwa transportowego samolotu Jak-40 o numerze bocznym 042 (rok produkcji 1975, w sierpniu 2005 roku wyczerpał się resurs techniczny tego samolotu). Po odpowiednich przygotowaniach, dwa miesiące później, przystąpiono do operacji przetransportowania maszyny na teren bazy dydaktycznej akademii. Spośród ofert złożonych przez firmy transportowe, najkorzystniejsza okazała się oferta firmy ZTE Katowice z Siemianowic Śląskich. Przed przewiezieniem Jakowlewa na WAT należało przeprowadzić demontaż elementów samolotu, w szczególności wszystkich silników i odwracacza ciągu (rewersu), usterzenia poziomego (stabilizatora) oraz oddzielenie płata nośnego od kadłuba. Prace te wykonywała Grupa Obsługi Techniczej (GOT) użytkującego Jaki-40 pułku z warszawskiego Okęcia.
– W pierwszej kolejności przystąpiliśmy do rozłączania wszelkich instalacji samolotu. Zdemontowaliśmy silniki i stabilizator, wiele elementów wyposażenia, odkręciliśmy fragmenty poszycia. Celem tych czynności, które trwały łącznie około miesiąca, było przygotowanie Jaka do odłączenia skrzydeł od kadłuba. Wiele instalacji (hydraulicznych, elektrycznych, radiowych) przechodziło przez skrzydło – wszystkie musiały zostać rozłączone. Założenie było takie, że samolot po dostarczeniu na WAT miał być w pełni sprawny i wszystko miało w nim działać, dlatego demontaż musiał być przeprowadzony starannie i ostrożnie – opowiada Jacek Grześkowiak, jeden z mechaników GOT, który uczestniczył w przeprowadzce samolotu z Okęcia na Bemowo.
Silniki wymontowane, za chwilę dźwigi uniosą Jaka do góry
Pozbawiony silników i usterzenia poziomego samolot został uniesiony do góry za pomocą dźwigów, a następnie umieszczony na trzech podnośnikach. Wówczas można było złożyć przednią oraz główne golenie podwozia. Podnośniki miały zapewnić stabilne umocowanie samolotu w powietrzu. – W taki sam sposób – po umieszczeniu samolotu na trzech podnośnikach – przeprowadza się na przykład próby instalacji hydraulicznej podwozia – dodaje Grześkowiak, który przy Jakach pracuje już 21 lat. Jednak w ciągu tak wielu lat obsługi samolotów jeszcze nigdy ani on, ani jego koledzy z GOT nie odłączali skrzydeł samolotu od kadłuba. Właśnie z tym mechanicy mieli najwięcej problemów.
Samolot spoczywa na trzech podnośnikach, podwozie złożone
Samolot został uniesiony do góry i ułożony na lawecie. – Zamierzaliśmy wybić sworznie i odkręcić śruby łączące przymocowane do kadłuba wysięgniki ze skrzydłem. Okazało się jednak, że część sworzni nie daje się wybić bez uszkodzenia połączeń i podczas próby uniesienia kadłuba do góry, skrzydło unosiło się wraz z nim – mówi mechanik. – Połączenie było bardzo ścisłe, nie nosiło najmniejszych śladów korozji. Konieczne okazało się czasochłonne odłączenie mocowanych wieloma śrubami wysięgników od kadłuba. Ale najpierw trzeba było dostać się do tych śrub od wnętrza samolotu – zaznacza. Mechanicy przystąpili więc do rozbierania wnętrza samolotu w miejscu łączenia wysięgnika z kadłubem, usunęli ścianki, powłoki ocieplające itp. Były to trwające kilka godzin ponadplanowe prace, ale po ich wykonaniu mogli wreszcie odetchnąć z ulgą. Dźwigi uniosły sam kadłub, skrzydło pozostało na lawecie, która odjechała. Na jej miejscu pojawiła się druga laweta, na którą opuszczono kadłub. Poprzez stopniowe podnoszenie i opuszczanie go przez dwa dźwigi, uzyskano odpowiedni kąt przechylenia na bok: cały ładunek nie mógł przekraczać wysokości 4,25 metra, by zmieścił się pod wiaduktami i przewodami trakcji tramwajowej. Eskortowany przez policję transport wyruszył z Okęcia nocą – około godziny 0:30 – z 26 na 27 października 2006 roku, i po dwóch godzinach dotarł na miejsce. Na jednej lawecie jechało skrzydło ze stabilizatorem, na drugiej kadłub. Pozostałe elementy Jaka przewieziono oddzielnie.
Pochylony kadłub na lawecie. Całość musiała zmieścić się pod wiaduktami
Następnego dnia mechanicy przystąpili do składania elementów samolotu. Podobnie jak przy demontażu, największym problemem okazało się tym razem spasowanie śrub łączących zespół skrzydło-kadłub. – Naszą pracę dodatkowo utrudniał wiatr, który nie pozwalał na utrzymanie zawieszonego na dźwigach kadłuba dokładnie w pionie. Nawet kilkumilimetrowe odchylenie nie pozwalało na wprowadzenie śrub w otwory i właściwe spasowanie elementów – opisuje Grześkowiak. Czynności te zajęły personelowi GOT około dwóch godzin. Pierwszego dnia po dostarczeniu samolotu na teren WAT wypuszczono jeszcze podwozie i Jak został ustawiony na własnych kołach. Kolejne dni poświęcono na zamocowanie silników i pozostałych elementów wyposażenia oraz podłączenie wszelkich instalacji. – Silnik środkowy wsuwa się od tyłu samolotu za pomocą specjalnego urządzenia zwanego przywiesiem, silniki boczne dokładane są z boku. Każdy silnik waży około 1000 kg – tłumaczy Grześkowiak. "Ogołocony", przygotowany do transportu kadłub ważył około 10 000 kg.
Wiele problemów sprawiło połączenie skrzydła z kadłubem
Po zakończeniu prac, zamontowaniu wszystkich podzespołów i podłączeniu instalacji, samolot był w takim stanie, jak przed transportem. Jak już zaznaczaliśmy, doprowadzenie go do stanu używalności było konieczne ze względu na to, że biało-czerwony Jak-40 miał służyć studentom kierunków lotnictwo i kosmonautyka oraz mechatronika jako pomoc naukowa. – Sprawdziliśmy, samolot był sprawny do uruchomienia, a wszystkie instalacje działały. Kluczowe w całej operacji było właśnie to, by Jaka rozmontować, przetransportować, a potem złożyć i niczego przy tym nie uszkodzić – podkreśla Grześkowiak. I to się udało – operacja zakończyła się powodzeniem.
Samolot prawie gotowy do prowadzenia zajęć ze studentami WAT
Z pozostałych Jaków-40, należących do 36 specjalnego pułku lotnictwa transportowego, część została sprzedana i wykonuje loty w barwach zagranicznych przewoźników (zobacz np. Biało-czerwone Jaki sprzedane), ale cztery egzemplarze, które przeszły generalny remont, nadal są użytkowane i wykonują m.in. loty z VIP-ami (zobacz: Jaki w komplecie). Operacja przeprowadzenia samolotu z numerem 042 do wojskowej uczelni wzbogaciła personel Grupy Obsługi Technicznej o cenne doświadczenia, które mechanicy i technicy wykorzystują w codziennej obsłudze maszyn. I mimo pojawiających się od czasu do czasu zapewnień o zastąpieniu tych samolotów nową techniką lotniczą, chyba będą wykorzystywać jeszcze długo.
Samoloty Jak-40 poza realizowaniem zadań transportu osób (w tym przedstawicieli najwyższych władz państwowych) wykorzystywane były także m.in. do holowania celów latających. Latały też w barwach Polskich Linii Lotniczych LOT. Jeden egzemplarz służył jako hamownia do badań silnika K-15 w ramach programu budowy polskiego samolotu I-22 Iryda. Jak tafił też na pomnik oraz do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.
fot. Jacek Grześkowiak
Re: Kółko miłośników Jaka-40
Gdzies mam
jak znajde wstawie tu 
- Wojtek Koprucki
- Wyróżniony!

- Posty: 1181
- Rejestracja: 05 sty 2008, 14:40
- gadu: 9240070
- Lokalizacja: Poznań














