Mitologia homo-(post)sovieticus
Moderatorzy: Sawicz, Xlem, Drzemi
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Jeszcze jedno - w nowym poście, bo może stanie się przyczynkiem do dalszych geopolitycznych rozważań.
Dzisiejsza Rzeczpospolita przynosi ciekawy wywiad z amerykańskim politologiem. Nie wrzucam po to, by wszystko przyjąć z naiwna wiarą, niemniej warto pamiętać i o takim punkcie widzenia:
Nowe mocarstwo nad WisłąPiotr Zychowicz
Tym, czego chcą Amerykanie, jest powstrzymanie Rosji przed ekspansją na Zachód, obrona linii Karpat. A żeby to zrobić, będą potrzebowali potężnego sojusznika. Kogo wybiorą do tego zadania? Wystarczy spojrzeć na mapę. I nieważne, kto w najbliższych dziesięcioleciach będzie rządzić naszym krajem – Obama, Bush czy ktokolwiek inny – Ameryka zrobi wszystko, żeby Polska była jak najsilniejsza - mówi amerykański politolog George Friedman w rozmowie z "Rz".
Czy Polska może stawiać na tak niepewnego sojusznika jak Stany Zjednoczone? W Ameryce doszło do wyborów i już wygląda na to, że Barack Obama zrezygnuje z tarczy antyrakietowej.
Polska musi stawiać na Amerykę. Nie ma innego wyboru. Cała ta tarcza to zupełnie nieważna, marginalna sprawa. Polacy powinni przestać się nią tak ekscytować. Nawet jak Obama odwoła to przedsięwzięcie, nic poważnego się nie stanie. Nie będzie to miało najmniejszego wpływu na długofalową strategię USA wobec Polski. Tarcza nie jest bowiem problemem strategicznym. Jest nim natomiast to, że Rosja w ciągu najbliższych kilku lat powróci nad polską granicę. Poprzez Białoruś oraz w regionie Karpat.
Ukraina jest już stracona?
Siły prozachodnie znalazły się tam w defensywie, a wpływy Rosji wzrastają. Dzieje się tak nie tylko z powodu wewnętrznych rozgrywek politycznych, ale także ze względu na ekonomiczną strukturę tego kraju. Pomarańczowa rewolucja reprezentowała na Ukrainie tylko jedną frakcję i w dłuższej perspektywie może się okazać, że wcale nie najsilniejszą. Pojedynek, jaki na Ukrainie toczyły USA i Rosja, się zakończył. To, co się stało w Gruzji, pokazało ludziom na Ukrainie, że międzynarodowe gwarancje są nic nie warte.
Nie tylko na Ukrainie.
Domyślam się, że również w Polsce wiele osób doszło do wniosku, że członkostwo w NATO wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Rosyjska akcja w Gruzji zadziałała jednak jak dzwonek budzika wobec USA. Ameryka zawsze budzi się późno, ale jak już się obudzi, to szybko przystępuje do działania. USA zdały sobie sprawę z tego, że Władimir Putin odbudowuje imperialną potęgę Rosji. A co za tym idzie rozpoczyna ekspansję na Zachód.
A na drodze stoi Polska.
Polska znajduje się w wyjątkowo newralgicznym punkcie – pomiędzy Rosją a Europą. To sprawia, że jesteście dla Ameryki naturalnym sojusznikiem, jedynym krajem, który będzie w stanie powstrzymać rosyjskie ambicje. Tak więc, czy obie strony tego chcą, czy nie – zbliżenie między naszymi krajami jest nieuniknione. To kwestia geografii.
Podczas zimnej wojny rolę takiego kraju buforowego odgrywały Niemcy Zachodnie. Dlaczego Ameryka miałaby nie wrócić do tej koncepcji?
Bo rosyjskie i niemieckie interesy – choćby w sprawach energetycznych – są obecnie zgodne. Niemcy nie są potencjalną siłą antyrosyjską, tylko państwem, które może stworzyć sojusz Europy Zachodniej z Rosją. Taki sojusz zaś dla Ameryki jest absolutnie niedopuszczalny. To byłaby zbyt potężna kombinacja. Dlatego właśnie teraz Polska stanie się naszym strategicznym sojusznikiem w tym regionie.
Ale czy Polska nie jest za słaba, żeby stać się europejskim Izraelem?
Oczywiście, że jest za słaba. I dlatego Stany Zjednoczone uczynią ją potężną.
Jak? Chyba nie umieszczając na naszym terenie tarczę ze śmiesznymi dziesięcioma pociskami przechwytującymi?
Nie! Jeszcze raz powtarzam: niech Polacy przestaną wreszcie się przejmować tarczą. Ta instalacja nie ma nic wspólnego z obroną waszego terytorium, bo do tego rzeczywiście na nic by się nie przydała. To poboczna kwestia doraźna. A my mówmy o interesach strategicznych. Tym, czego chcą Amerykanie, jest powstrzymanie Rosji przed ekspansją na Zachód, obrona linii Karpat. A żeby to zrobić, będą potrzebowali potężnego sojusznika. Kogo wybiorą do tego zadania? Wystarczy spojrzeć na mapę. I nieważne, kto w najbliższych dziesięcioleciach będzie rządzić naszym krajem – Obama, Bush czy ktokolwiek inny – Ameryka zrobi wszystko, żeby Polska była jak najsilniejsza.
Co konkretnie?
Amerykańska strategia w takich przypadkach jest zawsze taka sama. Pomoc w zbudowaniu potężnej gospodarki i transfer technologii wojskowych na gigantyczną skalę. Jak pan słusznie zauważył – model izraelski. Ale można wskazać i inne przykłady: Korea Południowa, Japonia czy powojenne Niemcy. Ameryka na ogół nie angażuje dużej ilości własnych wojsk. Jej celem jest stworzenie sytuacji, w której jej sojusznicy sami stają się mocarstwem.
Brzmi to nieco fantastycznie.
A jakby pan zareagował, gdybym w 1950 roku powiedział panu, że biedna, zniszczona Korea Południowa stanie się regionalną potęgą o niezwykle silnej gospodarce? Wyśmiałby mnie pan. A przecież znacznie trudniej było sobie wyobrazić, że ówczesna Korea osiągnie taki status niż dzisiejsza Polska. A poza tym, jak już mówimy o szukaniu sojusznika w Europie Środkowej, to Ameryka wie, że polska kultura jest znacznie bardziej prężna i silniejsza niż kultura niemiecka.
Dziękuję bardzo.
Mówię poważnie. Niemcy od czasu II wojny światowej są w psychologicznej defensywie. Proszę zwrócić uwagę na to, co Angela Merkel powiedziała ostatnio w Petersburgu, gdy się spotkała z prezydentem Miedwiediewem. Powiedziała, że NATO już się nie rozszerzy. To bardzo ważny moment w historii. Merkel zamiast jechać do Waszyngtonu, pojechała bowiem do Petersburga, opowiadając się wyraźnie po stronie Rosji, a nie Ameryki. To punkt krytyczny, który pokazuje słabość Niemiec wobec Rosji. Niemcy nie mają najmniejszego apetytu na konfrontację z Rosją.
A Polacy mają?
Może i nie macie – ale nie będziecie mieli wyboru. Gdybyście byli położeni 500 mil dalej na Zachód, zapewne rzeczywiście nie musielibyście się tym przejmować. Tu nawet nie chodzi o polski apetyt, ale o polską odpowiedź na apetyt rosyjski. A ten jest ogromny.
Ja na miejscu Amerykanów starałbym się jednak rozbić sojusz niemiecko-rosyjski i postawiłbym na silniejsze Niemcy.
To prawda: niemiecka ekonomia jest obecnie potężniejsza niż polska. Ale przecież to socjalistyczny dinozaur. Polska jest zaś jeszcze nieuformowana, wszystko przed wami. Dziś jesteście słabsi niż Niemcy, ale macie znacznie większą szansę na rozwój. Gdy patrzę na Niemcy, to widzę kraj, który dąży do ugody z Rosją. Gdy patrzę na Polskę, widzę kraj, który na taką ugodę nie może sobie pozwolić.
A co pan widzi, patrząc na Stany Zjednoczone?
Kraj, który Polskę wykorzysta – proszę się co do tego nie łudzić – do powstrzymania Rosji. Ameryka działa zgodnie ze swoim narodowym interesem. A że interesy Polski i Stanów Zjednoczonych się pokrywają, to tylko lepiej dla was. USA zależy teraz na Polsce bardziej niż na większości innych państw na świecie. Gdy Rosja była w stanie upadku, amerykańskie interesy w Polsce były marginalne.
Czyli im silniejsza jest Rosja, to tym silniejsza powinna być Polska.
Amerykanie muszą sobie zadać pytanie: jak zneutralizować Rosję bez podejmowania wielkiego ryzyka samemu. Dlatego właśnie przeznaczą wielkie nakłady na rozwój Polski. A gdy Polska stanie się silniejsza, to stanie się liderem Europy Środkowo-Wschodniej. Czechy, Słowacja, Węgry, państwa bałtyckie i Bałkany, które do tej pory patrzyły na Niemcy jako na ekonomiczny motor regionu, teraz zwrócą się w stronę Polski. Stanie się ona mniejszym, ale znacznie bardziej dynamicznym motorem. Polska odzyska swoją historyczną rolę regionalnego lidera. Rolę, jaką odgrywała I Rzeczpospolita.
Kiedy to może nastąpić?
To będzie długi proces. Nie stanie się to w przeciągu pięciu czy sześciu lat. Myślę, że raczej 20 – 30. Wiele krajów Europy będzie musiało zmienić swoje paradygmaty, które dziś sprowadzają się do tego, że jeżeli jestem w UE, to nie mam problemów ekonomicznych, a jeżeli jestem w NATO, to nie mam problemów militarnych. Wojna w Gruzji podważyła wiarygodność NATO, a kryzys finansowy podważył wiarygodność Unii. Jeżeli te lekcje zostaną odrobione w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, a polska ekonomia stanie się potężna, to proces zbliżenia pomiędzy Polską a mniejszymi krajami regionu będzie nieunikniony.
Ale jak będzie wyglądało to zbliżenie?
Na początku oczywiście będzie dokonywało się na płaszczyźnie ekonomicznej. Ale z czasem, gdy zagrożenie ze strony Rosji będzie wzrastać, a NATO będzie słabnąć, mogą zostać nawiązane jakieś bliższe więzi militarne, a z czasem również polityczne. Ustrojowa forma tego tworu będzie zresztą mniej ważna. Ważne będzie to, że Polska stanie się mocarstwem, wokół którego skupi się wiele innych krajów.
Rozumiem, że dla Amerykanów taka Polska powinna być na tyle silna, żeby się obronić. Ale czy może osiągnąć taką potęgę, żeby odepchnąć Rosję od swoich granic i odzyskać Białoruś i Ukrainę?
Sama – raczej nie. Tak jak Niemcy Zachodnie podczas zimnej wojny, które były na tyle silne, żeby spowolnić atak, ale nie byłyby w stanie same zaatakować i pokonać Związku Sowieckiego. Polska akcje ofensywne będzie mogła przeprowadzić tylko razem ze Stanami Zjednoczonymi.
Nie miałem na myśli konfrontacji militarnej. Gdyby Polska była tak atrakcyjna, na Białorusi i Ukrainie mogłoby dojść do kolejnych kolorowych rewolucji i kraje te same by się z nią sprzymierzyły.
No cóż, przewiduję, że ostatecznie Rosja nie wytrzyma rywalizacji z USA. Podczas gdy Polska będzie rosła w siłę, Rosja będzie słabnąć. Będzie borykała się z coraz poważniejszymi kłopotami wewnętrznymi. Demograficznymi, gospodarczymi i innymi. Ona może się wydawać teraz bardzo żywotna, ale to tylko pozory. Pod powierzchnią już występują te same objawy, które doprowadziły do upadku Związku Sowieckiego. A w obliczu załamania Rosji Polska może rzeczywiście skorzystać terytorialnie.
Wybitny polski publicysta polityczny Stanisław Cat-Mackiewicz stworzył teorię o „sojuszach egzotycznych”. Według niego sojusz egzotyczny to sojusz z państwem, które leży daleko od własnych granic. W sytuacji wojny – tak jak stało się to w 1939 roku – egzotyczny sojusznik nam nie pomoże.
Gdy w 1939 roku sprzymierzyliście się z Francją i Wielką Brytanią, były to dekadenckie, upadające kraje. Ameryka to coś zupełnie innego – jest młodsza i ma więcej wigoru. Stany Zjednoczone podczas amerykańskiej rewolucji same miały „egzotycznego sojusznika” – Francję – i zdało to egzamin. Doskonale sprawdzają się również „egzotyczne sojusze” między USA a Izraelem czy Koreą Południową. Nie chodzi więc o odległość, ale o to, z kim się sprzymierzasz.
Trudno mi jednak uwierzyć, że gdy rosyjskie bombowce zaczną bombardować Warszawę, Ameryka narazi życie tysięcy żołnierzy i przyśle nam na pomoc US Army.
I słusznie. To nie nastąpi. Ale US Army nigdy nie przybyła też na pomoc Izraelowi. My tak nie działamy. My dostarczymy wam broń, która uczyni was na tyle potężnymi, żebyście sami mogli się obronić.
Bez głowic nuklearnych raczej nie damy rady się obronić przed Rosją. Czy je też dostaniemy od Amerykanów?
Od ponad pół wieku żaden kraj nie użył pocisków jądrowych. Rola broni nuklearnej jest przeceniana. To nie ona przesądza o wynikach wojen.
Nie chodzi o użycie tych bomb, ale o siłę odstraszania. Gdy dwa wrogie kraje mają broń nuklearną, boją się nawzajem zaatakować. To amerykański potencjał nuklearny będzie stanowił waszą siłę odstraszania. Powiemy Rosjanom wyraźnie: gdy tylko użyjecie broni jądrowej – natychmiast przystępujemy do akcji.
Jeżeli nie pociski nuklearne, to co?
To, czego potrzebują, i co dostaną Polacy to potężne lotnictwo z precyzyjnie sterowanymi pociskami, doskonałe systemy przeciwpancerne i samoloty bezzałogowe najnowszej generacji. Przyszła Polska będzie miała przewagę nad Rosją, bo za waszymi plecami będzie stał przemysł zbrojeniowy USA. On pozwoli wam stworzyć armię znacznie potężniejszą niż rosyjska. Jeszcze raz odwołam się do przykładu Izraela. W 1948 roku, gdy to państwo powstało, było znacznie słabsze militarnie niż jego sąsiedzi. Jak jest teraz – nie muszę mówić. Pytanie, jakie zadają sobie obecnie Polacy, brzmi: „kto nas będzie bronił?”. To złe pytanie. Prawidłowe powinno brzmieć: „Kto dostarczy nam bazę przemysłową, żebyśmy się mogli uzbroić?”.
Niedawno kupiliśmy od Ameryki 48 myśliwców F-16...
To dopiero początek wielkiego procesu. Posiadanie F-16 spowoduje, że w Polsce wykształcą się tysiące znakomitych techników wojskowych. A gdy ci technicy opuszczą lotnictwo, rozkręcą swoje własne firmy zajmujące się produkcją zaawansowanych technologii. To da kopa waszej gospodarce i rozwojowi technologicznemu. Kupno tych F-16 jest dla Polski 100 razy ważniejsze niż jakaś tarcza. To bowiem pierwszy krok do stworzenia polskiej potęgi militarnej w oparciu o USA.
F-16 wywołują jednak w Polsce kontrowersje. Wiele osób twierdzi, że to przestarzałe samoloty. Dlaczego na przykład nie zostaliśmy dopuszczeni do programu F-35?
Bo nie jesteście gotowi na F-35. Najpierw stańcie się mistrzami w używaniu F-16. Musicie się nauczyć podstawowych technologii , zrozumieć, na czym polega nowoczesne lotnictwo. F-16, który jest prostym myśliwcem, doskonale się nadaje do tych zadań. Używają go także Izraelczycy i Koreańczycy. F-35 nie został zaś jeszcze wprowadzony nawet w naszym lotnictwie, nie jest jeszcze dopracowany. Nie bójcie się więc – prędzej czy później dostaniecie i F-35. USA uwielbiają sprzedawać samoloty swoim sojusznikom. Zarabiamy na tym w końcu dużo pieniędzy. Ale wcześniej musimy zrobić z Polski potęgę gospodarczą, żeby było was stać na kupno tych maszyn.
Myśli pan, że w najbliższym stuleciu dojdzie do wojny polsko-rosyjskiej, czy też przyszły konflikt będzie przypominał raczej zimną wojnę?
Raczej to drugie. Polska jako mocarstwo wkrótce będzie zresztą miała znacznie poważniejsze zmartwienie. Konkurencyjną, nową potęgą w Europie stanie się bowiem w XXI wieku Turcja. Przewiduję, że dojdzie do konfliktu tych państw na Bałkanach.
Polska i Turcja jako światowe mocarstwa? Czy to nie za daleko idące dywagacje?
Na początku XX wieku nikt nie wymieniał Stanów Zjednoczonych w gronie światowych potęg. Mocarstwa rodzą się bardzo szybko i z reguły nie są to te kraje, które wszyscy obstawiają. W przeciągu kilku najbliższych dziesięcioleci siły Niemiec i Rosji znacznie się zmniejszą. Powstanie próżnia, w której musi się pojawić jakiś nowy potężny gracz. Geografia mówi, że to może być tylko Polska. Jeżeli wykorzystacie tę szansę, możecie się stać motorem napędowym Europy i jednym z najważniejszych państw na świecie. Szczególnie, jak się oprzecie na pewnym „egzotycznym sojuszniku”. Zresztą, o czym my tu mówimy, tak się po prostu stanie – nie macie wyboru.
Albo staniemy się potęgą, albo stracimy niepodległość?
To przecież stary historyczny problem Polski. W XIX wieku Prusy, Austro-Węgry i Rosja była dla was za silne. Dziś Austro-Węgier już nie ma, Rosja, która dziś wydaje się tak silna, będzie coraz słabsza, a Niemcy się wypalają. A gdy upadają stare potęgi, zawsze powstaje coś nowego.
Gdy wspomniał pan o Turcji, pomyślałem o XV i XVI wieku. Niemcy były wówczas podzielone i słabe, a Rosja się nie liczyła. Polska była zaś bardzo potężna, a naszym największym rywalem było właśnie Imperium Osmańskie, z którym się ścieraliśmy na południowo-wschodnich rubieżach.
Odpowiem tak: w mojej nowej książce – w której opisuję to, jak się potoczy historia świata w najbliższym stuleciu – pomiędzy innymi mapami zamieściłem mapę przedrozbiorowej Polski. Historia lubi się powtarzać.
George Friedman
Jest wybitnym amerykańskich politologiem. 12 lat temu założył prywatną firmę wywiadowczą Stratfor, która dostarcza swoim klientom analizy sytuacji międzynarodowej. Jest synem węgierskich Żydów, którzy ocaleli z Holokaustu i po wojnie – poprzez obóz dla uchodźców w Austrii – wyjechali do Stanów Zjednoczonych.
Wychowany w Nowym Jorku Friedman ukończył tamtejszy Cornell University. Następnie przez wiele lat wykładał na rozmaitych amerykańskich uczelniach. Analizował historię zimnej wojny, zajmował się geopolityką i nowoczesną doktryną wojenną. Doradzał w kwestiach bezpieczeństwa szeregowi czołowych amerykańskich dowódców wojskowych.
Uważa się za „konserwatywnego republikanina” i podkreśla, że jest zdeklarowanym antykomunistą. Jest autorem szeregu głośnych książek: „The Future of War”, „The Intelligence Edge” czy „America’s Secret War”.
Pod koniec stycznia ukaże się jego najnowsza książka: „The Next Hundred Years: A Forecast for the 21st Century” („Następne sto lat: przepowiednia na XXI wiek”), której spora część jest poświęcona Polsce.
Rzeczpospolita
http://www.rp.pl/artykul/61991,222924_N ... Wisla.html" onclick="window.open(this.href);return false;
Dzisiejsza Rzeczpospolita przynosi ciekawy wywiad z amerykańskim politologiem. Nie wrzucam po to, by wszystko przyjąć z naiwna wiarą, niemniej warto pamiętać i o takim punkcie widzenia:
Nowe mocarstwo nad WisłąPiotr Zychowicz
Tym, czego chcą Amerykanie, jest powstrzymanie Rosji przed ekspansją na Zachód, obrona linii Karpat. A żeby to zrobić, będą potrzebowali potężnego sojusznika. Kogo wybiorą do tego zadania? Wystarczy spojrzeć na mapę. I nieważne, kto w najbliższych dziesięcioleciach będzie rządzić naszym krajem – Obama, Bush czy ktokolwiek inny – Ameryka zrobi wszystko, żeby Polska była jak najsilniejsza - mówi amerykański politolog George Friedman w rozmowie z "Rz".
Czy Polska może stawiać na tak niepewnego sojusznika jak Stany Zjednoczone? W Ameryce doszło do wyborów i już wygląda na to, że Barack Obama zrezygnuje z tarczy antyrakietowej.
Polska musi stawiać na Amerykę. Nie ma innego wyboru. Cała ta tarcza to zupełnie nieważna, marginalna sprawa. Polacy powinni przestać się nią tak ekscytować. Nawet jak Obama odwoła to przedsięwzięcie, nic poważnego się nie stanie. Nie będzie to miało najmniejszego wpływu na długofalową strategię USA wobec Polski. Tarcza nie jest bowiem problemem strategicznym. Jest nim natomiast to, że Rosja w ciągu najbliższych kilku lat powróci nad polską granicę. Poprzez Białoruś oraz w regionie Karpat.
Ukraina jest już stracona?
Siły prozachodnie znalazły się tam w defensywie, a wpływy Rosji wzrastają. Dzieje się tak nie tylko z powodu wewnętrznych rozgrywek politycznych, ale także ze względu na ekonomiczną strukturę tego kraju. Pomarańczowa rewolucja reprezentowała na Ukrainie tylko jedną frakcję i w dłuższej perspektywie może się okazać, że wcale nie najsilniejszą. Pojedynek, jaki na Ukrainie toczyły USA i Rosja, się zakończył. To, co się stało w Gruzji, pokazało ludziom na Ukrainie, że międzynarodowe gwarancje są nic nie warte.
Nie tylko na Ukrainie.
Domyślam się, że również w Polsce wiele osób doszło do wniosku, że członkostwo w NATO wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Rosyjska akcja w Gruzji zadziałała jednak jak dzwonek budzika wobec USA. Ameryka zawsze budzi się późno, ale jak już się obudzi, to szybko przystępuje do działania. USA zdały sobie sprawę z tego, że Władimir Putin odbudowuje imperialną potęgę Rosji. A co za tym idzie rozpoczyna ekspansję na Zachód.
A na drodze stoi Polska.
Polska znajduje się w wyjątkowo newralgicznym punkcie – pomiędzy Rosją a Europą. To sprawia, że jesteście dla Ameryki naturalnym sojusznikiem, jedynym krajem, który będzie w stanie powstrzymać rosyjskie ambicje. Tak więc, czy obie strony tego chcą, czy nie – zbliżenie między naszymi krajami jest nieuniknione. To kwestia geografii.
Podczas zimnej wojny rolę takiego kraju buforowego odgrywały Niemcy Zachodnie. Dlaczego Ameryka miałaby nie wrócić do tej koncepcji?
Bo rosyjskie i niemieckie interesy – choćby w sprawach energetycznych – są obecnie zgodne. Niemcy nie są potencjalną siłą antyrosyjską, tylko państwem, które może stworzyć sojusz Europy Zachodniej z Rosją. Taki sojusz zaś dla Ameryki jest absolutnie niedopuszczalny. To byłaby zbyt potężna kombinacja. Dlatego właśnie teraz Polska stanie się naszym strategicznym sojusznikiem w tym regionie.
Ale czy Polska nie jest za słaba, żeby stać się europejskim Izraelem?
Oczywiście, że jest za słaba. I dlatego Stany Zjednoczone uczynią ją potężną.
Jak? Chyba nie umieszczając na naszym terenie tarczę ze śmiesznymi dziesięcioma pociskami przechwytującymi?
Nie! Jeszcze raz powtarzam: niech Polacy przestaną wreszcie się przejmować tarczą. Ta instalacja nie ma nic wspólnego z obroną waszego terytorium, bo do tego rzeczywiście na nic by się nie przydała. To poboczna kwestia doraźna. A my mówmy o interesach strategicznych. Tym, czego chcą Amerykanie, jest powstrzymanie Rosji przed ekspansją na Zachód, obrona linii Karpat. A żeby to zrobić, będą potrzebowali potężnego sojusznika. Kogo wybiorą do tego zadania? Wystarczy spojrzeć na mapę. I nieważne, kto w najbliższych dziesięcioleciach będzie rządzić naszym krajem – Obama, Bush czy ktokolwiek inny – Ameryka zrobi wszystko, żeby Polska była jak najsilniejsza.
Co konkretnie?
Amerykańska strategia w takich przypadkach jest zawsze taka sama. Pomoc w zbudowaniu potężnej gospodarki i transfer technologii wojskowych na gigantyczną skalę. Jak pan słusznie zauważył – model izraelski. Ale można wskazać i inne przykłady: Korea Południowa, Japonia czy powojenne Niemcy. Ameryka na ogół nie angażuje dużej ilości własnych wojsk. Jej celem jest stworzenie sytuacji, w której jej sojusznicy sami stają się mocarstwem.
Brzmi to nieco fantastycznie.
A jakby pan zareagował, gdybym w 1950 roku powiedział panu, że biedna, zniszczona Korea Południowa stanie się regionalną potęgą o niezwykle silnej gospodarce? Wyśmiałby mnie pan. A przecież znacznie trudniej było sobie wyobrazić, że ówczesna Korea osiągnie taki status niż dzisiejsza Polska. A poza tym, jak już mówimy o szukaniu sojusznika w Europie Środkowej, to Ameryka wie, że polska kultura jest znacznie bardziej prężna i silniejsza niż kultura niemiecka.
Dziękuję bardzo.
Mówię poważnie. Niemcy od czasu II wojny światowej są w psychologicznej defensywie. Proszę zwrócić uwagę na to, co Angela Merkel powiedziała ostatnio w Petersburgu, gdy się spotkała z prezydentem Miedwiediewem. Powiedziała, że NATO już się nie rozszerzy. To bardzo ważny moment w historii. Merkel zamiast jechać do Waszyngtonu, pojechała bowiem do Petersburga, opowiadając się wyraźnie po stronie Rosji, a nie Ameryki. To punkt krytyczny, który pokazuje słabość Niemiec wobec Rosji. Niemcy nie mają najmniejszego apetytu na konfrontację z Rosją.
A Polacy mają?
Może i nie macie – ale nie będziecie mieli wyboru. Gdybyście byli położeni 500 mil dalej na Zachód, zapewne rzeczywiście nie musielibyście się tym przejmować. Tu nawet nie chodzi o polski apetyt, ale o polską odpowiedź na apetyt rosyjski. A ten jest ogromny.
Ja na miejscu Amerykanów starałbym się jednak rozbić sojusz niemiecko-rosyjski i postawiłbym na silniejsze Niemcy.
To prawda: niemiecka ekonomia jest obecnie potężniejsza niż polska. Ale przecież to socjalistyczny dinozaur. Polska jest zaś jeszcze nieuformowana, wszystko przed wami. Dziś jesteście słabsi niż Niemcy, ale macie znacznie większą szansę na rozwój. Gdy patrzę na Niemcy, to widzę kraj, który dąży do ugody z Rosją. Gdy patrzę na Polskę, widzę kraj, który na taką ugodę nie może sobie pozwolić.
A co pan widzi, patrząc na Stany Zjednoczone?
Kraj, który Polskę wykorzysta – proszę się co do tego nie łudzić – do powstrzymania Rosji. Ameryka działa zgodnie ze swoim narodowym interesem. A że interesy Polski i Stanów Zjednoczonych się pokrywają, to tylko lepiej dla was. USA zależy teraz na Polsce bardziej niż na większości innych państw na świecie. Gdy Rosja była w stanie upadku, amerykańskie interesy w Polsce były marginalne.
Czyli im silniejsza jest Rosja, to tym silniejsza powinna być Polska.
Amerykanie muszą sobie zadać pytanie: jak zneutralizować Rosję bez podejmowania wielkiego ryzyka samemu. Dlatego właśnie przeznaczą wielkie nakłady na rozwój Polski. A gdy Polska stanie się silniejsza, to stanie się liderem Europy Środkowo-Wschodniej. Czechy, Słowacja, Węgry, państwa bałtyckie i Bałkany, które do tej pory patrzyły na Niemcy jako na ekonomiczny motor regionu, teraz zwrócą się w stronę Polski. Stanie się ona mniejszym, ale znacznie bardziej dynamicznym motorem. Polska odzyska swoją historyczną rolę regionalnego lidera. Rolę, jaką odgrywała I Rzeczpospolita.
Kiedy to może nastąpić?
To będzie długi proces. Nie stanie się to w przeciągu pięciu czy sześciu lat. Myślę, że raczej 20 – 30. Wiele krajów Europy będzie musiało zmienić swoje paradygmaty, które dziś sprowadzają się do tego, że jeżeli jestem w UE, to nie mam problemów ekonomicznych, a jeżeli jestem w NATO, to nie mam problemów militarnych. Wojna w Gruzji podważyła wiarygodność NATO, a kryzys finansowy podważył wiarygodność Unii. Jeżeli te lekcje zostaną odrobione w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, a polska ekonomia stanie się potężna, to proces zbliżenia pomiędzy Polską a mniejszymi krajami regionu będzie nieunikniony.
Ale jak będzie wyglądało to zbliżenie?
Na początku oczywiście będzie dokonywało się na płaszczyźnie ekonomicznej. Ale z czasem, gdy zagrożenie ze strony Rosji będzie wzrastać, a NATO będzie słabnąć, mogą zostać nawiązane jakieś bliższe więzi militarne, a z czasem również polityczne. Ustrojowa forma tego tworu będzie zresztą mniej ważna. Ważne będzie to, że Polska stanie się mocarstwem, wokół którego skupi się wiele innych krajów.
Rozumiem, że dla Amerykanów taka Polska powinna być na tyle silna, żeby się obronić. Ale czy może osiągnąć taką potęgę, żeby odepchnąć Rosję od swoich granic i odzyskać Białoruś i Ukrainę?
Sama – raczej nie. Tak jak Niemcy Zachodnie podczas zimnej wojny, które były na tyle silne, żeby spowolnić atak, ale nie byłyby w stanie same zaatakować i pokonać Związku Sowieckiego. Polska akcje ofensywne będzie mogła przeprowadzić tylko razem ze Stanami Zjednoczonymi.
Nie miałem na myśli konfrontacji militarnej. Gdyby Polska była tak atrakcyjna, na Białorusi i Ukrainie mogłoby dojść do kolejnych kolorowych rewolucji i kraje te same by się z nią sprzymierzyły.
No cóż, przewiduję, że ostatecznie Rosja nie wytrzyma rywalizacji z USA. Podczas gdy Polska będzie rosła w siłę, Rosja będzie słabnąć. Będzie borykała się z coraz poważniejszymi kłopotami wewnętrznymi. Demograficznymi, gospodarczymi i innymi. Ona może się wydawać teraz bardzo żywotna, ale to tylko pozory. Pod powierzchnią już występują te same objawy, które doprowadziły do upadku Związku Sowieckiego. A w obliczu załamania Rosji Polska może rzeczywiście skorzystać terytorialnie.
Wybitny polski publicysta polityczny Stanisław Cat-Mackiewicz stworzył teorię o „sojuszach egzotycznych”. Według niego sojusz egzotyczny to sojusz z państwem, które leży daleko od własnych granic. W sytuacji wojny – tak jak stało się to w 1939 roku – egzotyczny sojusznik nam nie pomoże.
Gdy w 1939 roku sprzymierzyliście się z Francją i Wielką Brytanią, były to dekadenckie, upadające kraje. Ameryka to coś zupełnie innego – jest młodsza i ma więcej wigoru. Stany Zjednoczone podczas amerykańskiej rewolucji same miały „egzotycznego sojusznika” – Francję – i zdało to egzamin. Doskonale sprawdzają się również „egzotyczne sojusze” między USA a Izraelem czy Koreą Południową. Nie chodzi więc o odległość, ale o to, z kim się sprzymierzasz.
Trudno mi jednak uwierzyć, że gdy rosyjskie bombowce zaczną bombardować Warszawę, Ameryka narazi życie tysięcy żołnierzy i przyśle nam na pomoc US Army.
I słusznie. To nie nastąpi. Ale US Army nigdy nie przybyła też na pomoc Izraelowi. My tak nie działamy. My dostarczymy wam broń, która uczyni was na tyle potężnymi, żebyście sami mogli się obronić.
Bez głowic nuklearnych raczej nie damy rady się obronić przed Rosją. Czy je też dostaniemy od Amerykanów?
Od ponad pół wieku żaden kraj nie użył pocisków jądrowych. Rola broni nuklearnej jest przeceniana. To nie ona przesądza o wynikach wojen.
Nie chodzi o użycie tych bomb, ale o siłę odstraszania. Gdy dwa wrogie kraje mają broń nuklearną, boją się nawzajem zaatakować. To amerykański potencjał nuklearny będzie stanowił waszą siłę odstraszania. Powiemy Rosjanom wyraźnie: gdy tylko użyjecie broni jądrowej – natychmiast przystępujemy do akcji.
Jeżeli nie pociski nuklearne, to co?
To, czego potrzebują, i co dostaną Polacy to potężne lotnictwo z precyzyjnie sterowanymi pociskami, doskonałe systemy przeciwpancerne i samoloty bezzałogowe najnowszej generacji. Przyszła Polska będzie miała przewagę nad Rosją, bo za waszymi plecami będzie stał przemysł zbrojeniowy USA. On pozwoli wam stworzyć armię znacznie potężniejszą niż rosyjska. Jeszcze raz odwołam się do przykładu Izraela. W 1948 roku, gdy to państwo powstało, było znacznie słabsze militarnie niż jego sąsiedzi. Jak jest teraz – nie muszę mówić. Pytanie, jakie zadają sobie obecnie Polacy, brzmi: „kto nas będzie bronił?”. To złe pytanie. Prawidłowe powinno brzmieć: „Kto dostarczy nam bazę przemysłową, żebyśmy się mogli uzbroić?”.
Niedawno kupiliśmy od Ameryki 48 myśliwców F-16...
To dopiero początek wielkiego procesu. Posiadanie F-16 spowoduje, że w Polsce wykształcą się tysiące znakomitych techników wojskowych. A gdy ci technicy opuszczą lotnictwo, rozkręcą swoje własne firmy zajmujące się produkcją zaawansowanych technologii. To da kopa waszej gospodarce i rozwojowi technologicznemu. Kupno tych F-16 jest dla Polski 100 razy ważniejsze niż jakaś tarcza. To bowiem pierwszy krok do stworzenia polskiej potęgi militarnej w oparciu o USA.
F-16 wywołują jednak w Polsce kontrowersje. Wiele osób twierdzi, że to przestarzałe samoloty. Dlaczego na przykład nie zostaliśmy dopuszczeni do programu F-35?
Bo nie jesteście gotowi na F-35. Najpierw stańcie się mistrzami w używaniu F-16. Musicie się nauczyć podstawowych technologii , zrozumieć, na czym polega nowoczesne lotnictwo. F-16, który jest prostym myśliwcem, doskonale się nadaje do tych zadań. Używają go także Izraelczycy i Koreańczycy. F-35 nie został zaś jeszcze wprowadzony nawet w naszym lotnictwie, nie jest jeszcze dopracowany. Nie bójcie się więc – prędzej czy później dostaniecie i F-35. USA uwielbiają sprzedawać samoloty swoim sojusznikom. Zarabiamy na tym w końcu dużo pieniędzy. Ale wcześniej musimy zrobić z Polski potęgę gospodarczą, żeby było was stać na kupno tych maszyn.
Myśli pan, że w najbliższym stuleciu dojdzie do wojny polsko-rosyjskiej, czy też przyszły konflikt będzie przypominał raczej zimną wojnę?
Raczej to drugie. Polska jako mocarstwo wkrótce będzie zresztą miała znacznie poważniejsze zmartwienie. Konkurencyjną, nową potęgą w Europie stanie się bowiem w XXI wieku Turcja. Przewiduję, że dojdzie do konfliktu tych państw na Bałkanach.
Polska i Turcja jako światowe mocarstwa? Czy to nie za daleko idące dywagacje?
Na początku XX wieku nikt nie wymieniał Stanów Zjednoczonych w gronie światowych potęg. Mocarstwa rodzą się bardzo szybko i z reguły nie są to te kraje, które wszyscy obstawiają. W przeciągu kilku najbliższych dziesięcioleci siły Niemiec i Rosji znacznie się zmniejszą. Powstanie próżnia, w której musi się pojawić jakiś nowy potężny gracz. Geografia mówi, że to może być tylko Polska. Jeżeli wykorzystacie tę szansę, możecie się stać motorem napędowym Europy i jednym z najważniejszych państw na świecie. Szczególnie, jak się oprzecie na pewnym „egzotycznym sojuszniku”. Zresztą, o czym my tu mówimy, tak się po prostu stanie – nie macie wyboru.
Albo staniemy się potęgą, albo stracimy niepodległość?
To przecież stary historyczny problem Polski. W XIX wieku Prusy, Austro-Węgry i Rosja była dla was za silne. Dziś Austro-Węgier już nie ma, Rosja, która dziś wydaje się tak silna, będzie coraz słabsza, a Niemcy się wypalają. A gdy upadają stare potęgi, zawsze powstaje coś nowego.
Gdy wspomniał pan o Turcji, pomyślałem o XV i XVI wieku. Niemcy były wówczas podzielone i słabe, a Rosja się nie liczyła. Polska była zaś bardzo potężna, a naszym największym rywalem było właśnie Imperium Osmańskie, z którym się ścieraliśmy na południowo-wschodnich rubieżach.
Odpowiem tak: w mojej nowej książce – w której opisuję to, jak się potoczy historia świata w najbliższym stuleciu – pomiędzy innymi mapami zamieściłem mapę przedrozbiorowej Polski. Historia lubi się powtarzać.
George Friedman
Jest wybitnym amerykańskich politologiem. 12 lat temu założył prywatną firmę wywiadowczą Stratfor, która dostarcza swoim klientom analizy sytuacji międzynarodowej. Jest synem węgierskich Żydów, którzy ocaleli z Holokaustu i po wojnie – poprzez obóz dla uchodźców w Austrii – wyjechali do Stanów Zjednoczonych.
Wychowany w Nowym Jorku Friedman ukończył tamtejszy Cornell University. Następnie przez wiele lat wykładał na rozmaitych amerykańskich uczelniach. Analizował historię zimnej wojny, zajmował się geopolityką i nowoczesną doktryną wojenną. Doradzał w kwestiach bezpieczeństwa szeregowi czołowych amerykańskich dowódców wojskowych.
Uważa się za „konserwatywnego republikanina” i podkreśla, że jest zdeklarowanym antykomunistą. Jest autorem szeregu głośnych książek: „The Future of War”, „The Intelligence Edge” czy „America’s Secret War”.
Pod koniec stycznia ukaże się jego najnowsza książka: „The Next Hundred Years: A Forecast for the 21st Century” („Następne sto lat: przepowiednia na XXI wiek”), której spora część jest poświęcona Polsce.
Rzeczpospolita
http://www.rp.pl/artykul/61991,222924_N ... Wisla.html" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.krzesiny.org.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
- suter
- Prawie moderator!

- Posty: 3122
- Rejestracja: 22 wrz 2005, 08:57
- gadu: 0
- Lokalizacja: EPPO, EPKS, EPPK
- Kontakt:
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
hm ciekawe, bardzo ciekawe, nawet bym powiedzial ze az nabyt ciekawe
wg mnie i to jest moje osobiste zdanie, historia pokazuje wyraznie - jesli sam o siebie nie zadbasz to nikt inny nie zadba.
wg mnie i to jest moje osobiste zdanie, historia pokazuje wyraznie - jesli sam o siebie nie zadbasz to nikt inny nie zadba.
-
Spoterek
- Prawie moderator!

- Posty: 2358
- Rejestracja: 04 maja 2007, 13:33
- gadu: 0
- Lokalizacja: EGLL - LHR HEATHROW AIRPORT
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Witaj bziku – kupę lat
. Bardzo dziękuję za odzew. W tym temacie zawsze mogę na Ciebie liczyć. Doceniam to.
Nie jestem politologiem, choć jak się lepiej przyjrzeć, każdy z nas, po trosze nim jest. Z pewnością jestem bezstronnym obserwatorem.
„Wrażenia osobiste zależą w dużej mierze od przypadku, od tego, na kogo trafimy”.
Owszem, moje spostrzeżenia wynikają z kontaktów z angielską odmianą „Kowalskiego”. Z pewnością nie może to być grupa reprezentatywna. Wiem o tym doskonale.
Ale ja nie tylko o nich mówię. Także tzw. inteligencja oraz tzw. grupa trzymająca władzę ma poważne braki historyczne lub luki w pamięci. A może wcale nie posiada pewnych danych.
„Brytyjczycy bardzo szybko zapomnieli o zasługach Polaków, mimo że 20 tys. polskich żołnierzy walczyło o Wielką Brytanię. Co więcej, wielu z nich spotkało się z szykanami, wielu zostało na siłę z Anglii deportowanych. Na słynnej powojennej defiladzie w Londynie zabrakło dla nich miejsca, byli już niepotrzebni".
Mówię też o wpadce związanej z odsłonięciem pomnika dotyczącego Bitwy o Brytanię, kiedy to zbrakło na nim numerów polskich dywizjonów i dopiero po interwencji angielskich pilotów, numery 302, 303 i inne trafiły na obelisk.
To są kwestie, które mają znacznie bardziej rozległy horyzont. Nie można wówczas powiedzieć, że to tylko mała część nie wyedukowanego społeczeństwa maczała w tym palce.
To chyba znacie:
„Prawie jedna czwarta Brytyjczyków stwierdziła w czasie przeprowadzonych niedawno badań, że Winston Churchill to postać zmyślona. Niedowierzają oni także w istnienie Mahatmy Ghandiego i Charlesa Dickensa.
Przeprowadzone niedawno na zlecenie stacji UKTV Gold badania na grupie 3000 brytyjskich respondentów ujawniły, że mają oni dość mgliste wyobrażenia o historii i pewne trudności z odróżnieniem prawdy od fikcji.
Prawie jedna czwarta ankietowanych wyraziła przekonanie, że brytyjski premier Winston Churchill, jedna z najwybitniejszych postaci światowej polityki i laureat Nagrody Nobla, to postać fikcyjna. Niemal połowa badanych Brytyjczyków do grona postaci mitycznych zaliczyła także króla Ryszarda Lwie Serce. W pierwszej dziesiątce „nieistniejących” osób znalazł się również Mahatma Ghandi i Charles Dickens.
Najciekawsze wydaje się chyba jednak to, kogo Brytyjczycy wskazali jako postać autentyczną. Otóż 58% badanych było przekonanych, że Sherlock Holmes istniał naprawdę. Widać kryminały sprzedają się na wyspach lepiej, niż książki historyczne...”
Oczywiście to nie wyjątek. W Polsce te badania mogły by wyglądać podobnie.
Bardzo mnie bawi, ciągle aktualna w Polsce wizja wspaniałego zachodu.
Z całą pewnością dzikusi są wszędzie tacy sami. Może nawet Ci z zachodu dorównują tym ze wschodu. W samym Londynie tylko w tym roku bandom młodocianych nożowników, padło 27 innych nastolatków(pewnie też potencjalnych nożowników).
Zawsze uważałem, że podróże kształcą. Zwiedziłem całą Europę, ale były to tylko wypady turystyczne, tak więc poza zabytkami, reszta pozostała tajemnicą. Anglię odkrywam każdego dnia. Zawsze myślałem, że to Polacy dużo piją. Anglicy biją nas pod tym względem na głowę. Alkoholizm to naprawdę poważny problem. Dochodzi także narkomania. Nie od parady jest powiedzenie: pub na każdym rogu(obecnie na co drugim, bo puby padają jeden po drugim – recesja).
Dorośli piją. Dzieci piją. Często całe rodziny od rana siedzą w knajpach. Dzieci pozostawione są same sobie. Potem to już naturalna kolej rzeczy. Ulica je wychowuje, z resztą co tu dużo mówić. Wystarczy przeczytać „Władcę Much”. Zupełnie serio napiszę do młodszej części czytelników: nie mylcie z „Włatcami Móch”.
Bziku, ta Wyspa niezwykle mnie fascynuje. Poznaję jej historię. Nie martw się, nie siedzę cały czas w mieście, które nie ma nic wspólnego z Anglią. Londyn, Manchester... – jakieś dziwne konglomeraty, skupisko „miliona kultur”. Istny kocioł, dla którego – zawsze powtarzam – nie widzę wentyla. Każdy wielki kocioł kiedyś wybucha. W tym sensie narodowość, religia ma ogromne znaczenie. Stanowi naturalną ochronę własnej tożsamości. Jednak gdy na jednym terytorium współistnieje wiele narodowości, religii, trudno nie zauważyć różnic i niebezpieczeństw z tego wynikających.
Myślę, że przed Chrześcijaństwem wielka próba. Zmierzenie się z 600 lat młodszym Islamem może się okazać tragiczne w skutkach. Zawsze w historii, cywilizacja młodsza wchłaniała starszą.
I w tym kontekście nawiązując do religii i jednocześnie w nawiązaniu do przytoczonego przez Ciebie politologa George’a Friedmana. Polska była słaba, gdy ZSRR upadło. Nie było potrzeby rywalizacji, walki. Nastał okres uśpienia.
Widzę podobną i naturalną analogię w relacji Władza(Państwo) - Kościół. Za komuny Polski Kościół był silny, integrował miliony w walce o wolność. Dziś nie ma wroga. Nie mówię, że ma być. Dziś władza nie walczy o dusze. Paradoksalnie komunizm przyczynił się do niebywałego wzrostu znaczenia Kościoła w Polsce. Dziś demokracja, o którą Kościół tak zażarcie walczył, staje się największym Jego wrogiem.
Przepraszam, że piszę tak chaotycznie, ale jest tu bardzo wielu ludzi. Emigracyjne spotkania przy piwie
I jeszcze co do Anglii, co by nie było że tylko wieszam na niej ostatnie psy. Również(analogicznie) do Twoich Rosjan, znam wielu godnych angielskich towarzyszy, baczących na historyczny tragizm Naszej Ojczyzny.
A co do Wyspy...Jest w istocie piękna. Ma mnóstwo magicznych czy mistycznych miejsc, o niebywałej historii. Tego się nie da zobaczyć z samochodu, mknąc autostradą. Tego się nie da zobaczyć w żadnym, nawet dokumentalnym filmie czy reportażu. W każdym razie doceniam to.
Serdecznie pozdrawiam
KRYZYSTOF – tak Anglicy w biurze przepustek przekonwertowali moje imię. I takie imię widnieje na moje przepustce na Haethrow Airport
Nie jestem politologiem, choć jak się lepiej przyjrzeć, każdy z nas, po trosze nim jest. Z pewnością jestem bezstronnym obserwatorem.
„Wrażenia osobiste zależą w dużej mierze od przypadku, od tego, na kogo trafimy”.
Owszem, moje spostrzeżenia wynikają z kontaktów z angielską odmianą „Kowalskiego”. Z pewnością nie może to być grupa reprezentatywna. Wiem o tym doskonale.
Ale ja nie tylko o nich mówię. Także tzw. inteligencja oraz tzw. grupa trzymająca władzę ma poważne braki historyczne lub luki w pamięci. A może wcale nie posiada pewnych danych.
„Brytyjczycy bardzo szybko zapomnieli o zasługach Polaków, mimo że 20 tys. polskich żołnierzy walczyło o Wielką Brytanię. Co więcej, wielu z nich spotkało się z szykanami, wielu zostało na siłę z Anglii deportowanych. Na słynnej powojennej defiladzie w Londynie zabrakło dla nich miejsca, byli już niepotrzebni".
Mówię też o wpadce związanej z odsłonięciem pomnika dotyczącego Bitwy o Brytanię, kiedy to zbrakło na nim numerów polskich dywizjonów i dopiero po interwencji angielskich pilotów, numery 302, 303 i inne trafiły na obelisk.
To są kwestie, które mają znacznie bardziej rozległy horyzont. Nie można wówczas powiedzieć, że to tylko mała część nie wyedukowanego społeczeństwa maczała w tym palce.
To chyba znacie:
„Prawie jedna czwarta Brytyjczyków stwierdziła w czasie przeprowadzonych niedawno badań, że Winston Churchill to postać zmyślona. Niedowierzają oni także w istnienie Mahatmy Ghandiego i Charlesa Dickensa.
Przeprowadzone niedawno na zlecenie stacji UKTV Gold badania na grupie 3000 brytyjskich respondentów ujawniły, że mają oni dość mgliste wyobrażenia o historii i pewne trudności z odróżnieniem prawdy od fikcji.
Prawie jedna czwarta ankietowanych wyraziła przekonanie, że brytyjski premier Winston Churchill, jedna z najwybitniejszych postaci światowej polityki i laureat Nagrody Nobla, to postać fikcyjna. Niemal połowa badanych Brytyjczyków do grona postaci mitycznych zaliczyła także króla Ryszarda Lwie Serce. W pierwszej dziesiątce „nieistniejących” osób znalazł się również Mahatma Ghandi i Charles Dickens.
Najciekawsze wydaje się chyba jednak to, kogo Brytyjczycy wskazali jako postać autentyczną. Otóż 58% badanych było przekonanych, że Sherlock Holmes istniał naprawdę. Widać kryminały sprzedają się na wyspach lepiej, niż książki historyczne...”
Oczywiście to nie wyjątek. W Polsce te badania mogły by wyglądać podobnie.
Bardzo mnie bawi, ciągle aktualna w Polsce wizja wspaniałego zachodu.
Z całą pewnością dzikusi są wszędzie tacy sami. Może nawet Ci z zachodu dorównują tym ze wschodu. W samym Londynie tylko w tym roku bandom młodocianych nożowników, padło 27 innych nastolatków(pewnie też potencjalnych nożowników).
Zawsze uważałem, że podróże kształcą. Zwiedziłem całą Europę, ale były to tylko wypady turystyczne, tak więc poza zabytkami, reszta pozostała tajemnicą. Anglię odkrywam każdego dnia. Zawsze myślałem, że to Polacy dużo piją. Anglicy biją nas pod tym względem na głowę. Alkoholizm to naprawdę poważny problem. Dochodzi także narkomania. Nie od parady jest powiedzenie: pub na każdym rogu(obecnie na co drugim, bo puby padają jeden po drugim – recesja).
Dorośli piją. Dzieci piją. Często całe rodziny od rana siedzą w knajpach. Dzieci pozostawione są same sobie. Potem to już naturalna kolej rzeczy. Ulica je wychowuje, z resztą co tu dużo mówić. Wystarczy przeczytać „Władcę Much”. Zupełnie serio napiszę do młodszej części czytelników: nie mylcie z „Włatcami Móch”.
Bziku, ta Wyspa niezwykle mnie fascynuje. Poznaję jej historię. Nie martw się, nie siedzę cały czas w mieście, które nie ma nic wspólnego z Anglią. Londyn, Manchester... – jakieś dziwne konglomeraty, skupisko „miliona kultur”. Istny kocioł, dla którego – zawsze powtarzam – nie widzę wentyla. Każdy wielki kocioł kiedyś wybucha. W tym sensie narodowość, religia ma ogromne znaczenie. Stanowi naturalną ochronę własnej tożsamości. Jednak gdy na jednym terytorium współistnieje wiele narodowości, religii, trudno nie zauważyć różnic i niebezpieczeństw z tego wynikających.
Myślę, że przed Chrześcijaństwem wielka próba. Zmierzenie się z 600 lat młodszym Islamem może się okazać tragiczne w skutkach. Zawsze w historii, cywilizacja młodsza wchłaniała starszą.
I w tym kontekście nawiązując do religii i jednocześnie w nawiązaniu do przytoczonego przez Ciebie politologa George’a Friedmana. Polska była słaba, gdy ZSRR upadło. Nie było potrzeby rywalizacji, walki. Nastał okres uśpienia.
Widzę podobną i naturalną analogię w relacji Władza(Państwo) - Kościół. Za komuny Polski Kościół był silny, integrował miliony w walce o wolność. Dziś nie ma wroga. Nie mówię, że ma być. Dziś władza nie walczy o dusze. Paradoksalnie komunizm przyczynił się do niebywałego wzrostu znaczenia Kościoła w Polsce. Dziś demokracja, o którą Kościół tak zażarcie walczył, staje się największym Jego wrogiem.
Przepraszam, że piszę tak chaotycznie, ale jest tu bardzo wielu ludzi. Emigracyjne spotkania przy piwie
I jeszcze co do Anglii, co by nie było że tylko wieszam na niej ostatnie psy. Również(analogicznie) do Twoich Rosjan, znam wielu godnych angielskich towarzyszy, baczących na historyczny tragizm Naszej Ojczyzny.
A co do Wyspy...Jest w istocie piękna. Ma mnóstwo magicznych czy mistycznych miejsc, o niebywałej historii. Tego się nie da zobaczyć z samochodu, mknąc autostradą. Tego się nie da zobaczyć w żadnym, nawet dokumentalnym filmie czy reportażu. W każdym razie doceniam to.
Serdecznie pozdrawiam
KRYZYSTOF – tak Anglicy w biurze przepustek przekonwertowali moje imię. I takie imię widnieje na moje przepustce na Haethrow Airport
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
No KRYZYSTOF,
Miło pogadać. Efy nie lataja, tonę w bieżących sprawach, miło, że jest jakiś punkt zaczepienia na forum
Anglia, Europa, cywilizacja, Zachód. Każdy pewnie ma inne wyobrażenie, doświadczenia. Ale prawda nie jest sumą tego wszystkiego. Ona jest. To tak jak z chrześcijaństwem czy Kościołem o którym piszesz. Jest. Tu niekoniecznie ma znaczenie co kto uważa. Podobnie jak z prawem ciążenia. Nie ma znaczenia jakie ludzie mają opinie. Jest tak jak jest i już. A jesli ktoś jest innego zdania niech próbuje skakać z okna i latać. Powodzenia. Ludzie ciągle rozbijają sobie nosy o prawdy niezmienne. Tak było, jest i będzie. Tragiczny wyraz ludzkiej wolności. A czy to Anglia, Rumunia czy Bangladesz - wszędzie tak samo. Bo ludzie są w gruncie rzeczy tacy sami. Te same namiętności które podniecają nas podczas wycieczki do Bazy w Krzesinach przyprawiają o zawrót głowy tych co walczą o prezydentury. Dokładnie to samo. Temat o "homosovieticus" jest w tym rozważaniu o tyle aktualny, że w tym przypadku człowiek niejako systemowo był mobilizowany do buntu wobec "prawd niezmiennych". Do rozbijania sobie nosa (w najlepszym wypadku). Polityka to już tylko konsekwencje tych żałosnych eksperymentów.
Ech, takie tam wtręty na temat i nie na temat...
Wracając na ziemię
i do Anglików, czy Europejczyków - są różni. Są i tacy, którzy podobnie jak my krzywią się na komercjalizację świąt (które juz się zaczęły w marketach), którzy czasem wybieraja tzw. homeschooling, obawaijąc się demoralizacji swoich dzieci w szkołach publicznych czy nawet prywatnych. Są Anglicy, którzy uważają, że upadek ich państwa rozpoczął się, gdy Henryk VIII dla rozwodu poróżnił się z Rzymem. Francuzi, którzy 14 lipca, gdy Francja świętuje rewolucję, wywieszają w oknach czarne flagi na znak żałoby po białej Francji, która odeszła, którą dekapitowali na gilotynie. Są Hiszpanie, którzy ciągle są dumni z tego, że potrafili sie obronić przed komunizmem. Dla których Guernica na obrazie Picassa czy Komu bije dzwon Hemingway'a to tanie lewackie propagandówki, które z prawdą mają tyle wspólnego co nasz manifest lipcowy. Jest też taka Europa i taki Zachód. Ale tego nie znajdziemy w telewizji. Dlatego warto pdróżować 
Ze Stanami - ulubionym chłopcem do bicia - jest podobnie. Taka ludzka skłonność do posługiwania się maczugą.
Pozdrawiam serdecznie tych co tu zaglądaja i tych, co próbuja zabrać głos.
Miło pogadać. Efy nie lataja, tonę w bieżących sprawach, miło, że jest jakiś punkt zaczepienia na forum
Anglia, Europa, cywilizacja, Zachód. Każdy pewnie ma inne wyobrażenie, doświadczenia. Ale prawda nie jest sumą tego wszystkiego. Ona jest. To tak jak z chrześcijaństwem czy Kościołem o którym piszesz. Jest. Tu niekoniecznie ma znaczenie co kto uważa. Podobnie jak z prawem ciążenia. Nie ma znaczenia jakie ludzie mają opinie. Jest tak jak jest i już. A jesli ktoś jest innego zdania niech próbuje skakać z okna i latać. Powodzenia. Ludzie ciągle rozbijają sobie nosy o prawdy niezmienne. Tak było, jest i będzie. Tragiczny wyraz ludzkiej wolności. A czy to Anglia, Rumunia czy Bangladesz - wszędzie tak samo. Bo ludzie są w gruncie rzeczy tacy sami. Te same namiętności które podniecają nas podczas wycieczki do Bazy w Krzesinach przyprawiają o zawrót głowy tych co walczą o prezydentury. Dokładnie to samo. Temat o "homosovieticus" jest w tym rozważaniu o tyle aktualny, że w tym przypadku człowiek niejako systemowo był mobilizowany do buntu wobec "prawd niezmiennych". Do rozbijania sobie nosa (w najlepszym wypadku). Polityka to już tylko konsekwencje tych żałosnych eksperymentów.
Ech, takie tam wtręty na temat i nie na temat...
Wracając na ziemię
Ze Stanami - ulubionym chłopcem do bicia - jest podobnie. Taka ludzka skłonność do posługiwania się maczugą.
Pozdrawiam serdecznie tych co tu zaglądaja i tych, co próbuja zabrać głos.
http://www.krzesiny.org.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
-
Spoterek
- Prawie moderator!

- Posty: 2358
- Rejestracja: 04 maja 2007, 13:33
- gadu: 0
- Lokalizacja: EGLL - LHR HEATHROW AIRPORT
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Witaj, dawno mnie nie tu nie było. Za ową zwłokę niezwłocznie przepraszam...
Dziękuję Piotrze szczerze, choć sam czasem nie wierzę,
że ktoś tu jeszcze zagląda...
szuka prawdy, lub dalej błąka...
Wiesz co mnie boli jeszcze w Anglii, tak bardzo kapitalistycznej i tak mało "radzieckiej"?
Zobacz:


Każdy powie: KOŚCIÓŁ. Nie wnikam już, jakiego wyznania...
Przeszedłem kilka kroków, i czas na inne przyszedł rozważania...
Przyjrzyjmy się z bliska...
Wiem, że tu się dziwne rzeczy dzieją, wszak to podobno mistyczna kraina, gdzie duchów pełna rodzina...
Ale zobaczmy...
Sam do niedawna myślałem, że owa wieża, nie stroni pacierza...
Tymczasem, pomknąłem borem lasem...


To nie Kościół. To jakieś biura. W zakrystii siedzi dyrektor...lub inny rektor.
Smutno mi się na duszy zrobiło...
W Rosji, Kościoły burzono...w pył obracano. Tu się je profanuje i w dawnej duchowej materii, zło okrutne prosperuje...
Pamiętam taki reportaż, na TVP jeden lub dwa, pt: ŚWIĘTY GRZECH. Mowa była o dawnym budynku Kościoła, w którym urządzono dyskotekę. Nic, że Kościół Protestancki. Kościół we wsi Wieldządz stoi.
Bardzo mnie poruszył ten reportaż, mam go gdziś na VHS.
Tutaj to plaga. Jest cała sieć pabów, co to w różnych dawnych przybytkach miejsce znajdują...
oczy moje wybitnie kłują...
I ja się podpisuję, choć umysłem czasem nie dorównuję...bzik pisze:Pozdrawiam serdecznie tych co tu zaglądaja i tych, co próbuja zabrać głos.
Dziękuję Piotrze szczerze, choć sam czasem nie wierzę,
że ktoś tu jeszcze zagląda...
szuka prawdy, lub dalej błąka...
Wiesz co mnie boli jeszcze w Anglii, tak bardzo kapitalistycznej i tak mało "radzieckiej"?
Zobacz:


Każdy powie: KOŚCIÓŁ. Nie wnikam już, jakiego wyznania...
Przeszedłem kilka kroków, i czas na inne przyszedł rozważania...
Przyjrzyjmy się z bliska...
Wiem, że tu się dziwne rzeczy dzieją, wszak to podobno mistyczna kraina, gdzie duchów pełna rodzina...
Ale zobaczmy...
Sam do niedawna myślałem, że owa wieża, nie stroni pacierza...
Tymczasem, pomknąłem borem lasem...


To nie Kościół. To jakieś biura. W zakrystii siedzi dyrektor...lub inny rektor.
Smutno mi się na duszy zrobiło...
W Rosji, Kościoły burzono...w pył obracano. Tu się je profanuje i w dawnej duchowej materii, zło okrutne prosperuje...
Pamiętam taki reportaż, na TVP jeden lub dwa, pt: ŚWIĘTY GRZECH. Mowa była o dawnym budynku Kościoła, w którym urządzono dyskotekę. Nic, że Kościół Protestancki. Kościół we wsi Wieldządz stoi.
Bardzo mnie poruszył ten reportaż, mam go gdziś na VHS.
Tutaj to plaga. Jest cała sieć pabów, co to w różnych dawnych przybytkach miejsce znajdują...
oczy moje wybitnie kłują...
- cougar
- Super aktywny

- Posty: 567
- Rejestracja: 08 wrz 2003, 16:16
- gadu: 0
- Lokalizacja: Poznań
- Kontakt:
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Lepiej wyburzyć?Spoterek pisze: W Rosji, Kościoły burzono...w pył obracano. Tu się je profanuje i w dawnej duchowej materii, zło okrutne prosperuje...
Miasta w Wielkiej Brytanii wobec malejącej liczby praktykujących wiernych stoją przed trudnym wyborem. Ziemia kosztuje, utrzymanie dużego budynku sakralnego też. Można taki budynek wyburzyć i sprzedać ziemię lub zgodzić się na czasową zmianę spełnianej przez niego funkcji. Problem ten był opisany kilkanaście miesięcy temu w międzynarodowym wydaniu Newsweeka. Część projektów może być dla wiernych dość kontrowersyjna, bo wnętrza dawnych świątyń są aranżowane na dyskoteki lub puby czy restauracje, ale nie tylko 'zło okrutne' przejmuje takie budynki
-
Spoterek
- Prawie moderator!

- Posty: 2358
- Rejestracja: 04 maja 2007, 13:33
- gadu: 0
- Lokalizacja: EGLL - LHR HEATHROW AIRPORT
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Broń PanieLepiej wyburzyć?
W życiu.
I jedna i druga forma jest be.
A bo ten Heniu VIII narobił bigosu.
Tutaj nie jest aż tak źle. Problemem jest różnorodność - czasem dochodzi do sytuacji, że na jednej ulicy, na długości 2mil, mamy 10 Kościołów różnych wyznań. Nie mniej, są i takie które świetnie "prosperują".
Wg mnie jednak lepiej zawsze oddzielać sacrum od profanum. Pytanie czy straszący pusty Kościół nie jest lepszym wyjściem, niż dyskoteka w budynku Kościoła.
No, ale zostawmy bo schodzimy z tematu, który i tak już ewoluował w sobie wiadomym kierunku.
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Eeee, wcale nie odeszliśmy od tematu. Przeciwnie, zaczynamy już powoli ocierać się o jego istotę. Skąd się biora te "homo-sovieticusowe" mity? Pustkę po czym wypełniają? Natura nie znosi próżni, powstałą próżnię szybko wypełnia. Czasem byle czym.
Religia, sacrum, świątynia. Ciekawy temat. Trochę jakby powiedzieć - rodzina, ciekawa organizacja. A przecież tak dla każdego ważna, tak każdemu droga. Nie! - powie ateista - mnie nie droga, nie ważna, wszak Boga (boga?) nie ma, więc to wszystko pierdoły, funta kłaków warte. Ok, może i nie ma, ale wiara w to, że Go nie ma to też religia, jedynie na WIERZE się opiera. Ma swoje dogmaty, swoje ceremonie, swoich kapłanów. Taki Kościół à rebours.
Temat oddawania czy sprzedawania kościołów czy świątyń w ogolności też mnie często porusza. I przynam, że miotam sie między "świętym oburzeniem" i cougarowym podejściem. Bo z jednej strony - jak czytamy czasem na świątynnej bramie:

(Na marginesie - kto zgadnie gdzie to w Poznaniu?)
Więc jeśli "nie jest tu inszego nic..." to chyba lepiej zburzyć, tak jak żołnierz niszczy broń, by nie służyła wrogowi.
Z drugiej - ciągle mam w oczach w tak bliskim mi Lwowie kościół Bernadynów, przez sowietów zamieniony na magazyn, później na szkołę. Po dziś dzień nosi wyraźne ślady podzielenia na kondygnacje. Odzyskał jednak swój sakralny charakter właśnie dzięki temu, że przetrwał, że zamieniono go na "obiekt świecki", sprofanowano...
Inny przykład z naszego podwórka - nowa synagoga w Poznaniu (tak tak, nowa, bo ta stara, z tradycjami, stała na przeciw dawnego kościoła dominikanów, dzisiaj jezuitów, przy zbiegu ulic Dominikańskiej i Żydowskiej), zamieniona w czasie niemieckiej okupacji na basen. PRL utrzymał jej wyznaczone przez Niemców przeznaczenie, ale jeśli ktoś jest zgorszony tym faktem niech wie, że Gmina Żydowska odzyskała obiekt przed kilkoma laty i dalej utrzymuje tam basen. Dziwne? Trochę. Nie wyobrażam sobie np. katedry w tej roli. Więc co? Może lepiej było zburzyć?
Odpowiedź nie będzie prosta - i dobrze. Widać jeszcze nam na czymś zależy. Obawiam się jednak, że jesteśmy pod tym względem w Europie takimi dinozaurami. U nas jeszcze czasem ktoś się oburzy, ktoś zaprotestuje przeciw profanacjom Nieznalskiej, ktoś się obruszy, gdy kościół pójdzie pod młotek. Bo profanacja wymaga jeszcze jakiegos kontekstu. Nie ma profanacji, gdy otoczeniu nie są bliskie sprofanowane sprawy. Obojetność nie zna profanacji. Obojetność nie żyje. W tym sensie wszelkie sceptyczne wobec Zachodu wnioski Spoterka podzielam. Nie podzielam jednak opinii, które wykorzystując agonię naszej cywilizacji panaceum szukają na Wschodzie. O, naiwności!
Religia, sacrum, świątynia. Ciekawy temat. Trochę jakby powiedzieć - rodzina, ciekawa organizacja. A przecież tak dla każdego ważna, tak każdemu droga. Nie! - powie ateista - mnie nie droga, nie ważna, wszak Boga (boga?) nie ma, więc to wszystko pierdoły, funta kłaków warte. Ok, może i nie ma, ale wiara w to, że Go nie ma to też religia, jedynie na WIERZE się opiera. Ma swoje dogmaty, swoje ceremonie, swoich kapłanów. Taki Kościół à rebours.
Temat oddawania czy sprzedawania kościołów czy świątyń w ogolności też mnie często porusza. I przynam, że miotam sie między "świętym oburzeniem" i cougarowym podejściem. Bo z jednej strony - jak czytamy czasem na świątynnej bramie:

(Na marginesie - kto zgadnie gdzie to w Poznaniu?)
Więc jeśli "nie jest tu inszego nic..." to chyba lepiej zburzyć, tak jak żołnierz niszczy broń, by nie służyła wrogowi.
Z drugiej - ciągle mam w oczach w tak bliskim mi Lwowie kościół Bernadynów, przez sowietów zamieniony na magazyn, później na szkołę. Po dziś dzień nosi wyraźne ślady podzielenia na kondygnacje. Odzyskał jednak swój sakralny charakter właśnie dzięki temu, że przetrwał, że zamieniono go na "obiekt świecki", sprofanowano...
Inny przykład z naszego podwórka - nowa synagoga w Poznaniu (tak tak, nowa, bo ta stara, z tradycjami, stała na przeciw dawnego kościoła dominikanów, dzisiaj jezuitów, przy zbiegu ulic Dominikańskiej i Żydowskiej), zamieniona w czasie niemieckiej okupacji na basen. PRL utrzymał jej wyznaczone przez Niemców przeznaczenie, ale jeśli ktoś jest zgorszony tym faktem niech wie, że Gmina Żydowska odzyskała obiekt przed kilkoma laty i dalej utrzymuje tam basen. Dziwne? Trochę. Nie wyobrażam sobie np. katedry w tej roli. Więc co? Może lepiej było zburzyć?
Odpowiedź nie będzie prosta - i dobrze. Widać jeszcze nam na czymś zależy. Obawiam się jednak, że jesteśmy pod tym względem w Europie takimi dinozaurami. U nas jeszcze czasem ktoś się oburzy, ktoś zaprotestuje przeciw profanacjom Nieznalskiej, ktoś się obruszy, gdy kościół pójdzie pod młotek. Bo profanacja wymaga jeszcze jakiegos kontekstu. Nie ma profanacji, gdy otoczeniu nie są bliskie sprofanowane sprawy. Obojetność nie zna profanacji. Obojetność nie żyje. W tym sensie wszelkie sceptyczne wobec Zachodu wnioski Spoterka podzielam. Nie podzielam jednak opinii, które wykorzystując agonię naszej cywilizacji panaceum szukają na Wschodzie. O, naiwności!
http://www.krzesiny.org.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Kościół Bożego Ciała w Poznaniu.Bzik pisze:(Na marginesie - kto zgadnie gdzie to w Poznaniu?)
Stowarzyszenie Miłośników Lotnictwa Wojskowego "Krzesiny"

http://www.airliners.net/search/photo.s ... 20Wasinski

http://www.airliners.net/search/photo.s ... 20Wasinski
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Bingo! Brawa dla tego Pana
Może będzie jakaś nagroda... 
Dodam, że napis tej treści widnieje na bramie wiodącej na teren byłego klasztoru karmelitów - dziś zabudowania i plebania przy kościele Bożego Ciała. Podobny napis, tyle, że po łacinie - Domus Domini porta coeli (Dom Boga brama [do] nieba) znajdziemy też nad wejściem głównym do poznańskiej fary.
Dodam, że napis tej treści widnieje na bramie wiodącej na teren byłego klasztoru karmelitów - dziś zabudowania i plebania przy kościele Bożego Ciała. Podobny napis, tyle, że po łacinie - Domus Domini porta coeli (Dom Boga brama [do] nieba) znajdziemy też nad wejściem głównym do poznańskiej fary.
http://www.krzesiny.org.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
A jakie nagrody masz w zanadrzu? 
Stowarzyszenie Miłośników Lotnictwa Wojskowego "Krzesiny"

http://www.airliners.net/search/photo.s ... 20Wasinski

http://www.airliners.net/search/photo.s ... 20Wasinski
-
Spoterek
- Prawie moderator!

- Posty: 2358
- Rejestracja: 04 maja 2007, 13:33
- gadu: 0
- Lokalizacja: EGLL - LHR HEATHROW AIRPORT
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Zanim wyruszymy z 3,5 milionami żołnierzy Armii Radzieckiej...
Na froncie o szerokości 1200 km...
Z przyczółków nad Wisłą, Narwią, Dunajem...
Zanim cofniemy się 63.lata wstecz...
Zanim wyruszymy w bój, na froncie od Bałtyku po Bałkany...
W mroźny styczniowy dzień...
12 stycznia...to dla mnie data legenda. To dla mnie zawsze przełom – prawdziwy początek roku. Wcale nie 1 stycznia. Tak sobie wyznaczyłem, dosyć przekornie i pod prąd...początek roku...Bo to początek końca wojny...bo to prawdziwy początek porządkowania bałaganu Naszej Europejskiej ćwierć kuli...
Nowy radziecki porządek świata, co odbijać się będzie lata...
Dlaczego tu jeszcze jestem, dlaczego tu jeszcze trwam ?
Łukasz, jako jeden z nielicznych zadał mi to jakże trafne i bolesne jednak pytanie...
Co się dalej stanie...
Sam czasami się pytałem, puste odpowiedzi otrzymywałem...Szukając odpowiedzi, nie widząc w tych poszukiwaniach końca...Czy jest sens...jak mówię, zawsze gdzieś jest, choć czasem Go nie widać...
Przepraszam, że tyle goryczy, tyle braku wykrzykników i tyle mojej ulubionej interpunkcji w postaci trzech kropek, jednej za drugą...bo w istocie, kropki symbolizują nieokreślony szereg, Szereg który końca mieć nie musi...ukryty jest gdzieś w mroźnej i surowej Rusi...
Trzy kropki – umownie – według mnie może być ich i sto tysięcy – symbolizują nieme milczenie – doskonale rozumiane niedopowiedzenie.
Dlaczego tu jestem ?
A może zadać należy pytanie: Dlaczego tu się znalazłem ?
Tu tkwi geneza problemu. Co spowodowało, że zdecydowałem się na emigracyjną tułaczkę, na zerwanie z dotychczasowym światem ? Męczyła mnie Polska w swoim czasie, gdy Moja dziewczyna zarabiała 600 zł, a ja 1200...Tutaj zarabiamy łącznie około 12.000 zł. Odkładamy połowę. Myślę, że to wystarczająca odpowiedź, ale w sumie nie o tym chcę dziś pisać...
Tyle rzeczy obiecywało trwać. Tyle miłości, pasji, znajomości...miały urągać się bezwzględnemu rzeźbiarzowi ludzkości, jakim jest czas...miały przetrwać, choćby z pomocą Internetu i lotnictwa odległość 2000km...
Zimny i wydawać by się mogło - niewinny dla Polskiej strony - czas rozłąki, zweryfikował te poglądy i marzenia trwania razem...W tym sensie jestem bardzo zadowolony z emigracyjnej eskapady. Bardzo szybko zweryfikowała wszelkie pakty, sojusze i deklaracje.
Dla mnie BÓG, pisze scenariusze, niekoniecznie mamy na to wpływ. Inni powiedzą -przeznaczenie i człowiecze zwykłe upośledzenie, sprawia że mamy wyznaczone szlaki, którymi niekoniecznie chcemy podążać...i wpływu na wybór innej drogi nie mamy. Oczywiście jak powie mój Tato: „walczyć należy zawsze – nie poddawać się nigdy” – wspaniała cecha.
Zdradzają Ci, co zdradzać powinni ostatni, i co dziś rano byli jeszcze bratni...
Nie ma miejsca na sentymenty i rodzinne postumenty, które trwały tyle lat, a obrócił je w niwecz tak mały angielski świat...
Jestem tu. Czy żałuję ? Łukasz zadał wiele cennych nagich pytań.
Długo milczałem, choć odpowiedź już znałem...
„Czy to jest wasze miejsce?
Czy tam się odnaleźliście?
A może dopiero tam, właśnie tam się ZGUBILIŚCIE?”
Tak, to mocne słowa, rozbiła się na nich nie jedna głowa.
Żeby odpowiedzieć, dłuższy wywód muszę przygotować...
Towarzysz zbrodniarz Stalin i Jego radziecki aparat terroru, zamroził znaczną część Naszego kontynentu, który wg mnie, niejako został poddany swoistej zdrowej hibernacji...
Owszem, Nasza Ojczyzna ucierpiała kulturowo, materialnie...
Ale paradoksalnie...duch przetrwał...zupełnie inaczej niż tu, gdzie demokracja dała ciału wolność, która ducha w tym ciele zabija... Chcecie mieć w Polsce drugą Anglię, drugie Niemcy ? Żelazna Kurtyna, która kryła podobno chaos, na przekór wielu - zachowała względny porządek. Zobaczcie na pozytywy.
Wyznaję zasadę, że co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Polska wyszła obronną ręką z wielu okresów represji i prześladowań. Mówi, się że to przez komunizm jesteśmy 50 lat do tyłu. I co z tego pytam się po raz wtóry ? W średniowieczu byliśmy 300 lat do tyłu. Zawsze byliśmy do tyłu. Ścigamy się gdzieś ? Śpieszymy ? Naród trwa, panuje względny porządek, są rzeczy które jeszcze potrafią bulwersować...Jest miłość, choć rozwodów plaga...
Nigdy nie było by Polaka Papieża, gdyby nie Żelazna Kurtyna.
Naiwność Polaków zawsze nas gubiła i zawsze Nas trzymała. Nie raz Nas jeszcze zgubi.
Mówię tu o faktach, takich niewidocznych. O faktach których często się nie dopuszcza do świadomości. Gdyby nie holocaust, dziś pewnie Judaizm byłby religią dominującą w Polsce, a pływalnie były by może w Kościołach, a nie Synagogach.
Polski Kościół można powiedzieć śmiało – przeżył renesans w czasach PRL i stał się jedną z głównych twierdz w walce z komunizmem. Jan Paweł II był i jest ikoną solidarności, w walce o Wolność i Pokój. W latach 45-89, chyba tylko komuniści mówili o inkwizycji i paleniu czarownic, używając tego typu argumentów jako amunicji w walce z Wiarą w Polsce...Dziś mamy „Wolność”, więc nie musimy już się bać komunistów...i stać ramię w ramię z Kościołem. Dziś coraz częściej Kościół jest przedmiotem ataków ze niedawnych jeszcze sprzymierzeńców, o zgrozo – głównie młodego pokolenia, które głęboko gdzieś ma dawne pokolenia...Jest takie powiedzenie, stare pewnie jak ten kraj: „Jak trwoga, to do Boga”.
Zapomina się o genezie niedzieli, z której bardzo często chce się uczynić zwykły dzień. Poczekajcie trochę przyszłe pokolenia, a piąty dzień tygodnia będziecie święcić w...Meczetach
Walka i Wiara zawsze jednoczyła ten naród, czasem dość ślamazarnie to wychodziło, ale jednak było. Tylko dlaczego Polacy na emigracji sobie kłody pod nogi rzucają, częściej niż inne nacje ? Za często. Dlaczego mówi się o zintegrowanych Rosjanach, którzy stanowią monolit i o zdezintegrowanych Polakach ? To jest największa wada Polaków. Brak współpracy.
Były powstania wygrane i przegrane...w jednych chcieli walczyć ci, w innych tamci...Często brakowało Nam koordynacji...Stać Nas na zrywy, czasami. Na zrywy godne podziwu, jak choćby Powstanie Wielkopolskie.
Lecz mimo tych wszystkich zaburzeń patriotycznej solidarności Polski, Naród trwa i z tego zadania wywiązuje się wzorowo...jest na etnograficznej mapie Ziemi od lat ponad 1000.
Ale czy mamy mieć pretensję do Prusaków, Czechów, Szwedów, Bolszewików, Rosjan, Niemców, że spokoju nam niemal od lat 1000 nie dają...
Nie obrażam się na to wcale, Panie przyszły Generale...ludzie od wieków ze sobą wojowali...
Czy znalazłem tu wolność...czy w kraju jej nie miałem ?
Oczywiście, że tak.
Od upadku komunizmu wiele się zmieniło. Niestety na święta Bożego Narodzenia już nie wystarczają mandarynki i orzechy...
Dziś rządni jesteśmy dobrego samochodu, mieszkania, trzech laptopów w domu – nie mówmy o tym nikomu...O zgrozo, jakże ślepą jest ta wolność, która miast swobodę dawać – jeszcze bardziej ogranicza i zniewala...
Każdy sobie...
W ukryciu, swe srebrniki kolekcjonuje...
Może właśnie tu mając utopijną wolność, docenię zakazy...
Wolność. Tak, bardzo często wyraża się ją w pieniądzach, które tu znalazłem w formie wystarczającej do egzystencji. Tutaj jest je jakoś łatwiej zdobyć i w dodatku w ilości wystarczającej do przeżycia.
To tu, w znienawidzonym kapitalistycznym kraju, któremu daleko do raju, w ciągu dwóch lat dorobiłem się dobrego samochodu, dobrego laptopa, dobrego samopoczucia , to tu stać mnie na wiele rzeczy, bez ciągłej kalkulacji czy aby na pewno mnie na nie stać...
To tu nie stać mnie na to, aby przespacerować się ulicą Armii Czerwonej, to tu nie stać mnie na to, aby odwiedzić choćby w anty komunistyczną niedzielę – Pomnik Park Pamięci Przyjaźni i Braterstwa Broni Polsko – Radzieckiej . Nazywajcie to sobie jak chcecie...
To tu w Londynie uczę się Świata w wydaniu kolorowym...
Kłócę się z nim notorycznie. Staram się, choć nie zrozumiem...
To tu w Londynie, nabieram dystansu do rzeczy w kraju niepojętych i obojętnych...To tu Wasze „niusy” z Wiadomości i Faktów, mnie często dotyczą bezpośrednio...
Nie dziwię się rasistom, nie dziwię się faszystom, nie dziwię się komunistom...
Nie ma nic bardziej drażniącego, niż tętniąca życiem pakistańsko – hinduska dzielnica w pierwszy dzień Świąt – w dzień Bożego Narodzenia...
Dzielnica, która jawnie pluje na chrześcijańskie korzenie, nawet tej mocno laickiej części Europy.
Co innego, gdyby to Oni byli u siebie. Ale tak nie jest i co najgorsze, oni sobie nic z tego nie robią...
Coś takiego było by nie do pomyślenia na ulicach Damaszku, Teheranu, czy Karaczi. Nie w wykonaniu Chrześcijan.
Zachód jest głupi, oj jak bardzo głupi i naiwny. Zachód jest słaby. Kolega bzik, wspomniał gdzieś dużo wcześniej o tłumieniu islamskiego marszu na zachód – w jego blisko wschodnim, czy azjatyckim zarodku...
Europo: Islam pochłonie Cię nie ze wschodu, czy zachodu...od środka rozsadzi twe fundamenty, o Islamski świecie – bądź przeklęty...
Uspokoić chcę tych nielicznych, co pamiętają, martwią się...
To jest jeden z czynników, dla którego żyć tu nie mam zamiaru. Jeszcze nie teraz, ale wrócę...
Polsko – bądź sobą i nie patrz się na lewo i prawo...
Tonący Zachód Nas nie oszczędzi...utopi w czeluści nieprzydatnych już wtedy pieniędzy...
Nie wiem, czy jesteśmy Narodem Wybranym, ale mamy potencjał, do tego aby ochronić to, co jeszcze Nam zostało...bardzo łatwo się sprzedać...i nie trwać w postanowieniach...
Wrócę, jeszcze nie teraz ale wrócę...Tu zapracuję sobie na to, aby choćby dla głupich numerków F-16 pod płotem Bazy Krzesiny spędzić rok cały...i nakarmić nie wiem w sumie po co, głupią ciekawość...
Może to utopia.
Tego dziś jeszcze nie wiem.
W każdym bądź razie ten słaby świat zachodu dał schronienie milionom złych i dobrych, czarnych, czerwonych, żółtych i białych...nie myślcie, że dzielić się nim będą w zgodzie bez końca...nikomu tu dobrze nie jest...nikt nie jest u siebie...do czasu, kiedy będzie mniejszością. Póki co, Pakistańcy wespół z innymi narodami Islamu są na najlepszej drodze do zmiany oblicza tej anglosaskiej od wieków ziemi. Wiem, powiecie sieję defetyzm. Ale przecież ja nie mówię o jutrze mierzonym na godziny, tylko na pokolenia.
I tu sięgamy nowego wątku...warto spojrzeć na Słowian walczących na tej Ziemi. To olbrzymi potencjał i świeża biała siła. My też tu mamy misję. To także Rosjanie, którzy nawet tu, bez swojej zimy, są zimni i surowi. Czytałem, że wypierają nawet Mahometan, z wielu im „zarezerwowanych” - od kilkunastu lat - sfer życia niekoniecznie robotniczego. Rosjanie to bogate dzielnice...Myślę, że w obliczu wspólnego zagrożenia, będzie się można pojednać. Nie wnikam na jak długo, ale jeśli „młodsze” Narody Europy mają trochę oleju w głowie...
Stara Europa, to Europa zmęczona. To Europa, która jest znudzona własnym jestestwem. Nawet najnowsze technologie nie zmienią tutejszej współczesnej mentalności. Tu potrzeba bata, którego w „cywilizowanej Europie” nie wolno używać...Rozpasane ciała(w UK otyłość jest poważnym problemem społecznym, jest chorobą dotyczącą wg różnych szacunków, od 20 do 25% populacji) bez duszy, dla której nie ma miejsca...
Nauka i wiedza jest dla mądrych...Nie wszyscy powinni i mogą z niej rozsądnie korzystać.
To prawdziwa kara, jaka spotka byłe potęgi kolonialne. Ich rozwój gospodarczy, społeczny od dawna nie idzie już w parze z tym co niematerialne, z tym co niepoliczalne, z tym co duchowe...pieniędzy nie da się jeść...
Dawne niewolnicze ziemie, odpłacą z nawiązką za lata wyzysku...Dziś w Londynie żyje 25% mieszkańców – nie będących Brytyjczykami. Wyobraźcie to sobie. To miasto nie ma 10 tysięcy mieszkańców, tylko 10 milionów !!! 2,5 miliona to emigranci. Aglomeracja ma 20 mln ludzi.
Co mi dał i daje pobyt tutaj???
Widzę, że Światu wolności – nowości i pieniędzy daleko do ideału, którego nigdy nie osiągnie. Owszem, ten świat daje pieniądze, które jak już pisałem, są jakimś wyznacznikiem wolności, ale zawsze w ograniczonej formie.
Żyje się tu bardzo dobrze. Nawet kogoś małego stać na wiele. To jest zasadnicza różnica między Panią Sprzątaczką w Pekinie, Warszawie i...Londynie.
Tutaj Pani Sprzątaczka może jeździć względnie nowym dobrym samochodem po kilku miesiącach średnio zażartego oszczędzania. Tymczasem ta sama Pani Sprzątaczka w Polsce pozwoli sobie co najwyżej na rower.
Tylko co z tego ?
O dziwo, problemy pozostają te same. Różnice są minimalne , może o innym podłożu, ale są. To czy mam 2 tys.na miesiąc, czy 6 tys.PLN, nie wiele zmienia w mojej duchowości, która jest ciągle dla mnie jednak najważniejsza.
Problemy egzystencji zawsze pozostaną niezgłębione, nie da się kupić rozwiązania, za żadną cenę.
Już się uspokoiłem. Nie wiążę z tym krajem wielkiej przyszłości. Wiem, że moje miejsce jest w Polsce i tym bardziej nie żałuję emigracyjnej przygody...
Czasem pojawia się smutek, nostalgia. Ale tylko czasem...
Czasem, gdy trzeba zniszczyć w sobie kolejne bastiony tradycji i przyzwyczajeń. Gdy trzeba przeżyć pierwsze urodziny w samotności, pierwsze Boże Narodzenie, Wielkanoc itd. Wtedy jest najgorzej, ale to że trwam, pokazuje tylko, „że człowiek jest mocny – może jeszcze popracować”, cytując literaturę obozową, „Człowieka można zniszczyć, nie pokonać” – cytując Hemingwaya. I tak trwam i widzę po sobie, jak wiele można przetrwać, wbrew powszechnej opinii, że wielu kataklizmów przetrwać się nie da. Ale sztuką jest trwać silnym, a nie słabym. Jeśli coś ma Nas złamać, to lepiej odpuśćmy i ocalmy to co jeszcze dobrego w Nas zostało.
To, że spędziłem pierwsze Święta poza domem, nie oznacza dla mnie dewaluacji tego wydarzenia w rodzinnym wymiarze. W duchowym wręcz wzrosło, właśnie przez samotność.. Zawsze będę dążył do tego, aby takich samotnych dni było jak najmniej.
Wiele jeszcze napiszę, bo temat spokoju mnie nie daje...
Ale już nie dziś.
Powinienem wysłać 12 stycznia, ale wiem że obchodzicie dziś Sylwestra, więc wysyłam dziś.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję wytrwałym za poświęcenie uwagi powyższej "lekturze".
Na froncie o szerokości 1200 km...
Z przyczółków nad Wisłą, Narwią, Dunajem...
Zanim cofniemy się 63.lata wstecz...
Zanim wyruszymy w bój, na froncie od Bałtyku po Bałkany...
W mroźny styczniowy dzień...
12 stycznia...to dla mnie data legenda. To dla mnie zawsze przełom – prawdziwy początek roku. Wcale nie 1 stycznia. Tak sobie wyznaczyłem, dosyć przekornie i pod prąd...początek roku...Bo to początek końca wojny...bo to prawdziwy początek porządkowania bałaganu Naszej Europejskiej ćwierć kuli...
Nowy radziecki porządek świata, co odbijać się będzie lata...
Dlaczego tu jeszcze jestem, dlaczego tu jeszcze trwam ?
Łukasz, jako jeden z nielicznych zadał mi to jakże trafne i bolesne jednak pytanie...
Co się dalej stanie...
Sam czasami się pytałem, puste odpowiedzi otrzymywałem...Szukając odpowiedzi, nie widząc w tych poszukiwaniach końca...Czy jest sens...jak mówię, zawsze gdzieś jest, choć czasem Go nie widać...
Przepraszam, że tyle goryczy, tyle braku wykrzykników i tyle mojej ulubionej interpunkcji w postaci trzech kropek, jednej za drugą...bo w istocie, kropki symbolizują nieokreślony szereg, Szereg który końca mieć nie musi...ukryty jest gdzieś w mroźnej i surowej Rusi...
Trzy kropki – umownie – według mnie może być ich i sto tysięcy – symbolizują nieme milczenie – doskonale rozumiane niedopowiedzenie.
Dlaczego tu jestem ?
A może zadać należy pytanie: Dlaczego tu się znalazłem ?
Tu tkwi geneza problemu. Co spowodowało, że zdecydowałem się na emigracyjną tułaczkę, na zerwanie z dotychczasowym światem ? Męczyła mnie Polska w swoim czasie, gdy Moja dziewczyna zarabiała 600 zł, a ja 1200...Tutaj zarabiamy łącznie około 12.000 zł. Odkładamy połowę. Myślę, że to wystarczająca odpowiedź, ale w sumie nie o tym chcę dziś pisać...
Tyle rzeczy obiecywało trwać. Tyle miłości, pasji, znajomości...miały urągać się bezwzględnemu rzeźbiarzowi ludzkości, jakim jest czas...miały przetrwać, choćby z pomocą Internetu i lotnictwa odległość 2000km...
Zimny i wydawać by się mogło - niewinny dla Polskiej strony - czas rozłąki, zweryfikował te poglądy i marzenia trwania razem...W tym sensie jestem bardzo zadowolony z emigracyjnej eskapady. Bardzo szybko zweryfikowała wszelkie pakty, sojusze i deklaracje.
Dla mnie BÓG, pisze scenariusze, niekoniecznie mamy na to wpływ. Inni powiedzą -przeznaczenie i człowiecze zwykłe upośledzenie, sprawia że mamy wyznaczone szlaki, którymi niekoniecznie chcemy podążać...i wpływu na wybór innej drogi nie mamy. Oczywiście jak powie mój Tato: „walczyć należy zawsze – nie poddawać się nigdy” – wspaniała cecha.
Zdradzają Ci, co zdradzać powinni ostatni, i co dziś rano byli jeszcze bratni...
Nie ma miejsca na sentymenty i rodzinne postumenty, które trwały tyle lat, a obrócił je w niwecz tak mały angielski świat...
Jestem tu. Czy żałuję ? Łukasz zadał wiele cennych nagich pytań.
Długo milczałem, choć odpowiedź już znałem...
„Czy to jest wasze miejsce?
Czy tam się odnaleźliście?
A może dopiero tam, właśnie tam się ZGUBILIŚCIE?”
Tak, to mocne słowa, rozbiła się na nich nie jedna głowa.
Żeby odpowiedzieć, dłuższy wywód muszę przygotować...
Towarzysz zbrodniarz Stalin i Jego radziecki aparat terroru, zamroził znaczną część Naszego kontynentu, który wg mnie, niejako został poddany swoistej zdrowej hibernacji...
Owszem, Nasza Ojczyzna ucierpiała kulturowo, materialnie...
Ale paradoksalnie...duch przetrwał...zupełnie inaczej niż tu, gdzie demokracja dała ciału wolność, która ducha w tym ciele zabija... Chcecie mieć w Polsce drugą Anglię, drugie Niemcy ? Żelazna Kurtyna, która kryła podobno chaos, na przekór wielu - zachowała względny porządek. Zobaczcie na pozytywy.
Wyznaję zasadę, że co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Polska wyszła obronną ręką z wielu okresów represji i prześladowań. Mówi, się że to przez komunizm jesteśmy 50 lat do tyłu. I co z tego pytam się po raz wtóry ? W średniowieczu byliśmy 300 lat do tyłu. Zawsze byliśmy do tyłu. Ścigamy się gdzieś ? Śpieszymy ? Naród trwa, panuje względny porządek, są rzeczy które jeszcze potrafią bulwersować...Jest miłość, choć rozwodów plaga...
Nigdy nie było by Polaka Papieża, gdyby nie Żelazna Kurtyna.
Naiwność Polaków zawsze nas gubiła i zawsze Nas trzymała. Nie raz Nas jeszcze zgubi.
Mówię tu o faktach, takich niewidocznych. O faktach których często się nie dopuszcza do świadomości. Gdyby nie holocaust, dziś pewnie Judaizm byłby religią dominującą w Polsce, a pływalnie były by może w Kościołach, a nie Synagogach.
Polski Kościół można powiedzieć śmiało – przeżył renesans w czasach PRL i stał się jedną z głównych twierdz w walce z komunizmem. Jan Paweł II był i jest ikoną solidarności, w walce o Wolność i Pokój. W latach 45-89, chyba tylko komuniści mówili o inkwizycji i paleniu czarownic, używając tego typu argumentów jako amunicji w walce z Wiarą w Polsce...Dziś mamy „Wolność”, więc nie musimy już się bać komunistów...i stać ramię w ramię z Kościołem. Dziś coraz częściej Kościół jest przedmiotem ataków ze niedawnych jeszcze sprzymierzeńców, o zgrozo – głównie młodego pokolenia, które głęboko gdzieś ma dawne pokolenia...Jest takie powiedzenie, stare pewnie jak ten kraj: „Jak trwoga, to do Boga”.
Zapomina się o genezie niedzieli, z której bardzo często chce się uczynić zwykły dzień. Poczekajcie trochę przyszłe pokolenia, a piąty dzień tygodnia będziecie święcić w...Meczetach
Walka i Wiara zawsze jednoczyła ten naród, czasem dość ślamazarnie to wychodziło, ale jednak było. Tylko dlaczego Polacy na emigracji sobie kłody pod nogi rzucają, częściej niż inne nacje ? Za często. Dlaczego mówi się o zintegrowanych Rosjanach, którzy stanowią monolit i o zdezintegrowanych Polakach ? To jest największa wada Polaków. Brak współpracy.
Były powstania wygrane i przegrane...w jednych chcieli walczyć ci, w innych tamci...Często brakowało Nam koordynacji...Stać Nas na zrywy, czasami. Na zrywy godne podziwu, jak choćby Powstanie Wielkopolskie.
Lecz mimo tych wszystkich zaburzeń patriotycznej solidarności Polski, Naród trwa i z tego zadania wywiązuje się wzorowo...jest na etnograficznej mapie Ziemi od lat ponad 1000.
Ale czy mamy mieć pretensję do Prusaków, Czechów, Szwedów, Bolszewików, Rosjan, Niemców, że spokoju nam niemal od lat 1000 nie dają...
Nie obrażam się na to wcale, Panie przyszły Generale...ludzie od wieków ze sobą wojowali...
Czy znalazłem tu wolność...czy w kraju jej nie miałem ?
Oczywiście, że tak.
Od upadku komunizmu wiele się zmieniło. Niestety na święta Bożego Narodzenia już nie wystarczają mandarynki i orzechy...
Dziś rządni jesteśmy dobrego samochodu, mieszkania, trzech laptopów w domu – nie mówmy o tym nikomu...O zgrozo, jakże ślepą jest ta wolność, która miast swobodę dawać – jeszcze bardziej ogranicza i zniewala...
Każdy sobie...
W ukryciu, swe srebrniki kolekcjonuje...
Może właśnie tu mając utopijną wolność, docenię zakazy...
Wolność. Tak, bardzo często wyraża się ją w pieniądzach, które tu znalazłem w formie wystarczającej do egzystencji. Tutaj jest je jakoś łatwiej zdobyć i w dodatku w ilości wystarczającej do przeżycia.
To tu, w znienawidzonym kapitalistycznym kraju, któremu daleko do raju, w ciągu dwóch lat dorobiłem się dobrego samochodu, dobrego laptopa, dobrego samopoczucia , to tu stać mnie na wiele rzeczy, bez ciągłej kalkulacji czy aby na pewno mnie na nie stać...
To tu nie stać mnie na to, aby przespacerować się ulicą Armii Czerwonej, to tu nie stać mnie na to, aby odwiedzić choćby w anty komunistyczną niedzielę – Pomnik Park Pamięci Przyjaźni i Braterstwa Broni Polsko – Radzieckiej . Nazywajcie to sobie jak chcecie...
To tu w Londynie uczę się Świata w wydaniu kolorowym...
Kłócę się z nim notorycznie. Staram się, choć nie zrozumiem...
To tu w Londynie, nabieram dystansu do rzeczy w kraju niepojętych i obojętnych...To tu Wasze „niusy” z Wiadomości i Faktów, mnie często dotyczą bezpośrednio...
Nie dziwię się rasistom, nie dziwię się faszystom, nie dziwię się komunistom...
Nie ma nic bardziej drażniącego, niż tętniąca życiem pakistańsko – hinduska dzielnica w pierwszy dzień Świąt – w dzień Bożego Narodzenia...
Dzielnica, która jawnie pluje na chrześcijańskie korzenie, nawet tej mocno laickiej części Europy.
Co innego, gdyby to Oni byli u siebie. Ale tak nie jest i co najgorsze, oni sobie nic z tego nie robią...
Coś takiego było by nie do pomyślenia na ulicach Damaszku, Teheranu, czy Karaczi. Nie w wykonaniu Chrześcijan.
Zachód jest głupi, oj jak bardzo głupi i naiwny. Zachód jest słaby. Kolega bzik, wspomniał gdzieś dużo wcześniej o tłumieniu islamskiego marszu na zachód – w jego blisko wschodnim, czy azjatyckim zarodku...
Europo: Islam pochłonie Cię nie ze wschodu, czy zachodu...od środka rozsadzi twe fundamenty, o Islamski świecie – bądź przeklęty...
Uspokoić chcę tych nielicznych, co pamiętają, martwią się...
To jest jeden z czynników, dla którego żyć tu nie mam zamiaru. Jeszcze nie teraz, ale wrócę...
Polsko – bądź sobą i nie patrz się na lewo i prawo...
Tonący Zachód Nas nie oszczędzi...utopi w czeluści nieprzydatnych już wtedy pieniędzy...
Nie wiem, czy jesteśmy Narodem Wybranym, ale mamy potencjał, do tego aby ochronić to, co jeszcze Nam zostało...bardzo łatwo się sprzedać...i nie trwać w postanowieniach...
Wrócę, jeszcze nie teraz ale wrócę...Tu zapracuję sobie na to, aby choćby dla głupich numerków F-16 pod płotem Bazy Krzesiny spędzić rok cały...i nakarmić nie wiem w sumie po co, głupią ciekawość...
Może to utopia.
Tego dziś jeszcze nie wiem.
W każdym bądź razie ten słaby świat zachodu dał schronienie milionom złych i dobrych, czarnych, czerwonych, żółtych i białych...nie myślcie, że dzielić się nim będą w zgodzie bez końca...nikomu tu dobrze nie jest...nikt nie jest u siebie...do czasu, kiedy będzie mniejszością. Póki co, Pakistańcy wespół z innymi narodami Islamu są na najlepszej drodze do zmiany oblicza tej anglosaskiej od wieków ziemi. Wiem, powiecie sieję defetyzm. Ale przecież ja nie mówię o jutrze mierzonym na godziny, tylko na pokolenia.
I tu sięgamy nowego wątku...warto spojrzeć na Słowian walczących na tej Ziemi. To olbrzymi potencjał i świeża biała siła. My też tu mamy misję. To także Rosjanie, którzy nawet tu, bez swojej zimy, są zimni i surowi. Czytałem, że wypierają nawet Mahometan, z wielu im „zarezerwowanych” - od kilkunastu lat - sfer życia niekoniecznie robotniczego. Rosjanie to bogate dzielnice...Myślę, że w obliczu wspólnego zagrożenia, będzie się można pojednać. Nie wnikam na jak długo, ale jeśli „młodsze” Narody Europy mają trochę oleju w głowie...
Stara Europa, to Europa zmęczona. To Europa, która jest znudzona własnym jestestwem. Nawet najnowsze technologie nie zmienią tutejszej współczesnej mentalności. Tu potrzeba bata, którego w „cywilizowanej Europie” nie wolno używać...Rozpasane ciała(w UK otyłość jest poważnym problemem społecznym, jest chorobą dotyczącą wg różnych szacunków, od 20 do 25% populacji) bez duszy, dla której nie ma miejsca...
Nauka i wiedza jest dla mądrych...Nie wszyscy powinni i mogą z niej rozsądnie korzystać.
To prawdziwa kara, jaka spotka byłe potęgi kolonialne. Ich rozwój gospodarczy, społeczny od dawna nie idzie już w parze z tym co niematerialne, z tym co niepoliczalne, z tym co duchowe...pieniędzy nie da się jeść...
Dawne niewolnicze ziemie, odpłacą z nawiązką za lata wyzysku...Dziś w Londynie żyje 25% mieszkańców – nie będących Brytyjczykami. Wyobraźcie to sobie. To miasto nie ma 10 tysięcy mieszkańców, tylko 10 milionów !!! 2,5 miliona to emigranci. Aglomeracja ma 20 mln ludzi.
Co mi dał i daje pobyt tutaj???
Widzę, że Światu wolności – nowości i pieniędzy daleko do ideału, którego nigdy nie osiągnie. Owszem, ten świat daje pieniądze, które jak już pisałem, są jakimś wyznacznikiem wolności, ale zawsze w ograniczonej formie.
Żyje się tu bardzo dobrze. Nawet kogoś małego stać na wiele. To jest zasadnicza różnica między Panią Sprzątaczką w Pekinie, Warszawie i...Londynie.
Tutaj Pani Sprzątaczka może jeździć względnie nowym dobrym samochodem po kilku miesiącach średnio zażartego oszczędzania. Tymczasem ta sama Pani Sprzątaczka w Polsce pozwoli sobie co najwyżej na rower.
Tylko co z tego ?
O dziwo, problemy pozostają te same. Różnice są minimalne , może o innym podłożu, ale są. To czy mam 2 tys.na miesiąc, czy 6 tys.PLN, nie wiele zmienia w mojej duchowości, która jest ciągle dla mnie jednak najważniejsza.
Problemy egzystencji zawsze pozostaną niezgłębione, nie da się kupić rozwiązania, za żadną cenę.
Już się uspokoiłem. Nie wiążę z tym krajem wielkiej przyszłości. Wiem, że moje miejsce jest w Polsce i tym bardziej nie żałuję emigracyjnej przygody...
Czasem pojawia się smutek, nostalgia. Ale tylko czasem...
Czasem, gdy trzeba zniszczyć w sobie kolejne bastiony tradycji i przyzwyczajeń. Gdy trzeba przeżyć pierwsze urodziny w samotności, pierwsze Boże Narodzenie, Wielkanoc itd. Wtedy jest najgorzej, ale to że trwam, pokazuje tylko, „że człowiek jest mocny – może jeszcze popracować”, cytując literaturę obozową, „Człowieka można zniszczyć, nie pokonać” – cytując Hemingwaya. I tak trwam i widzę po sobie, jak wiele można przetrwać, wbrew powszechnej opinii, że wielu kataklizmów przetrwać się nie da. Ale sztuką jest trwać silnym, a nie słabym. Jeśli coś ma Nas złamać, to lepiej odpuśćmy i ocalmy to co jeszcze dobrego w Nas zostało.
To, że spędziłem pierwsze Święta poza domem, nie oznacza dla mnie dewaluacji tego wydarzenia w rodzinnym wymiarze. W duchowym wręcz wzrosło, właśnie przez samotność.. Zawsze będę dążył do tego, aby takich samotnych dni było jak najmniej.
Wiele jeszcze napiszę, bo temat spokoju mnie nie daje...
Ale już nie dziś.
Powinienem wysłać 12 stycznia, ale wiem że obchodzicie dziś Sylwestra, więc wysyłam dziś.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję wytrwałym za poświęcenie uwagi powyższej "lekturze".
- suter
- Prawie moderator!

- Posty: 3122
- Rejestracja: 22 wrz 2005, 08:57
- gadu: 0
- Lokalizacja: EPPO, EPKS, EPPK
- Kontakt:
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
jakże wielkie słowa, jakże się z nimi zgadzam...Spoterek pisze:Polsko – bądź sobą i nie patrz się na lewo i prawo....
-
Spoterek
- Prawie moderator!

- Posty: 2358
- Rejestracja: 04 maja 2007, 13:33
- gadu: 0
- Lokalizacja: EGLL - LHR HEATHROW AIRPORT
Re: Mitologia homo-(post)sovieticus
Tak Krzysiek. Bo będąc tu, naprawdę widzę, że coś do czego dążymy jest ślepą ulicą. I w tym kontekście naprawdę rzygam kapitalizmem...wiem wiem, zdrajca Czerczil powie zza grobu - "nie ma nic lepszego poza najgorszy ustrój - demokrację..."
Przecież ja sam nie twierdzę, że komunizm, nawet tak liberalny, jak w wersji CHRL Nas ocali.
Przecież ja sam nie twierdzę, że komunizm, nawet tak liberalny, jak w wersji CHRL Nas ocali.




