w dodatku poznańskim Pyrania jest ...nie, nie chodzi o artykuł o masonach
jest za to na całą stronę cos pt. "Niebo nad Poznaniem", który zaczyna się od
Pilot, jak każdy, lubi szybciej skończyć pracę. Jeśli widoczność jest dobra, wali przez miasto na skrót i na Ławicę skręca dopiero nad targami.
opisane w nim jest którędy samoloty dolatują sobie na Ławicę, mamy ładne mapki, (z których wynika że mój domek jest ~na trasie skrótowej (yeah!
bardzo ciekawa rzecz do poczytania, właściwie moze tu jednak wkleję bo potem i tak link będzie do przeczytania tylko za sesemesa
Piloci są jak kierowcy - mają swoje trasy i mapy. Ale mimo że na papierze - a tym bardziej w powietrzu - łatwo jest wykreślić prostą kreskę pomiędzy dwoma miastami, to w praktyce samoloty robią dłuższe trasy, w specjalnie wyznaczonych korytarzach powietrznych. 15 samolotów, które codziennie lądują na poznańskiej Ławicy, robią trochę zamieszania. A szum przelatującego nad centrum miasta boeinga nieodmiennie intryguje przechodniów: ciekawe, skąd leci - myślą zadzierając głowy.
Co ma Wiedeń do Czempinia?
Czy autostrada A2 przechodzi przez Poznań? Nie. Podobnie jest z korytarzami powietrznymi - na ich mapach wcale nie są najważniejsze duże miasta. I tak pilot lecący do Poznania z Londynu czy Kopenhagi szuka na tej mapie... Drezdenka, a kiedy leci z Monachium czy Wiednia - wypatruje... Czempinia. Te dwa miasta, choć na geograficznej mapie nie są ważnymi punktami, na mapie korytarzy powietrznych Polski są znaczące. Tam znajdują się radiolatarnie pomagające pilotom obrać właściwy kurs - na Poznań, którego na mapie korytarzy... w ogóle nie ma.
Trasa podejścia samolotu na Ławicę zaczyna się gdzieś między Tulcami a Zalasewem. Maszyna przelatuje potem nad Szczepankowem i obiera kurs na... mały kontener zamontowany przy ul. Serafitek. Tu znajduje się serce poznańskiego lotniska. To tzw. marker, czyli stacja nadawcza, której sygnały pomagają lądować samolotom. Mieści się ona dokładnie na osi pasa do lądowania na lotnisku, 8 km od płyty na Ławicy. To miejsce, nad którym - przynajmniej teoretycznie - powinien przelecieć każdy samolot lądujący w naszym mieście.
Nad stacją maszyna leci już na wysokości ok. 500 m, potem obniża się nad Izbą Rzemieślniczą i dalej wzdłuż ul. Bukowskiej kieruje się prosto na lotnisko.
Na skróty szybszy fajrant
A mieszkańcy zadzierają głowy i zastanawiają się, jak to jest z tymi samolotami: - Na osiedle w Dąbrówce chyba przeprowadziła się jakaś "szycha" z lotniska, bo teraz samoloty, które tamtędy latały, przelatują nad moim domem w Palędziu. Spokojne niebo jest tylko dla wybranych - denerwował się niedawno Czytelnik, który zadzwonił do "Gazety".
Słysząc to prezes poznańskiego portu Krzysztof Pawłowski parska śmiechem. - To po prostu piloci czasem skracają sobie drogę - tłumaczy.
Bo przecież pilot też człowiek i jak każdy lubi szybciej skończyć pracę. Jeśli widoczność jest dobra, wieża kontrolna zezwala na skrót i maszyny na lotnisko skręcają dopiero nad ul. Bukowską, na wysokości targów. - Kiedyś piloci dostawali premię za krótszy lot: wiadomo - to były oszczędności paliwa i zadowoleni pasażerowie, którzy szybciej docierali na miejsce - tłumaczy prezes. Teraz premii już nie ma, ale piloci nadal latają na skróty.
Ten złośliwy wiatr od wschodu
Różnie też bywa z kierunkiem, z którego nadlatują. Teoretycznie jest tak, że w Poznaniu samoloty powinny lądować i startować ze wschodu na zachód. A wszystko przez wiatry, które u nas przeważnie wieją właśnie od zachodu. Jeżeli jednak mielibyśmy silny wiatr od ogona, czyli ze wschodu, to mógłby spowodować, że przy lądowaniu samolot nie zdążyłby zahamować przed końcem pasa. Dlatego przy takim wietrze ląduje się od zachodu. Ale uwaga! Gdyby nie tylko wiało od Rosji, ale jednocześnie była zła widoczność, to samoloty w Poznaniu już nie wylądują - urządzenia naprowadzające na lotnisku, szczególnie ważne przy kiepskiej widoczności, są pomocne tylko przy podchodzeniu ze wschodu na zachód.
Zdarza się też, że pas do lądowania jest zajęty albo pilot ma jakiś kłopot i potrzebuje więcej czasu przed lądowaniem. Wtedy jego samolot jest wysyłany "na drugi krąg". Maszyna skręca wówczas na północ, przelatuje wzdłuż ul. Warszawskiej i za Swarzędzem znów wchodzi w korytarz do lądowania. A potem jego los i lot znów uzależniony jest od sióstr serafitek...




