Polskie "Jaszczompy" psują się przez palących pilotów!
Paradoks jest tylko pozorny. Mechanik obsługujący polskie F-16 twierdzi, że awarie polskich F-16 to jedno wielkie kłamstwo. Winni są tylko piloci i mechanicy, a nie samoloty.
Ostatnio pisaliśmy, że nasze F-16 zaczynają przypominać słynne "Jaszczompy" bardziej niż "Jastrzębie", bo regularnie się psują. Jednak rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej. Napisał do nas mechanik, który twierdzi, że wysoka awaryjność F-16 to wina pilotów i tego... że wszystko w nich działa.
Witam jestem mechanikiem w bazie która obsługuje regularnie nasze F-16 a także maszyny amerykańskie czy też duńskie podczas ćwiczeń międzynarodowych. Nazwiska ani stopnia nie chce podać. Powiem tylko że te słynne "awarie" są kłamstwem. Żadnych awarii nie ma. Systemy pokładowe pokazują że jest awaria tylko i wyłącznie dlatego ze nasi piloci palą w kabinach papierosy.
Rzuca to nowe światło na słowa eksperta, który bronił F-16:
Te "awarie" to żadne awarie, najczęściej zwykłe drobiazgi, które nie zagrażają niczemu.
Mechanik wyjaśnia, że kopcenie papierosów w kabinie, jest w polskim lotnictwie normą. W Migach były nawet popielniczki, a czujniki przeciwpożarowe z reguły nie działały. W "awaryjnych" F-16 funkcjonują bez zarzutu, więc dym w kabinie oznacza alarm i wpisanie do rejestru kolejnej awarii.
Tak, palą pety. w migach 21 i 29 było to możliwe ze względu na wiecznie uszkodzone lub zdemontowane czujki P-poż. W F-16 bez takiej czujki działającej się nie wystartuje. Dla wiarygodności proszę spojrzeć do kabin starych migów 21 - są popielniczki. W MiG-29 są one zaraz przy fotelach. natomiast zapalenie papierosa w F-16 powoduje alarm że coś się pali.
Jednak to tylko jedna strona medalu. Z wielkim trudem, ale jednak głupotę pilotów palących w samolocie można zrozumieć - połączenie rutyny i nałogu niejednemu kierowcy wbiło peta w usta za pomocą poduszki powietrznej. Z pilotami jest widocznie podobnie. Jednak ich dowódców, którzy dopuścili do "Jastrzębi" niewyszkolonych mechaników, przyzwyczajonych do prostych jak budowa cepa rosyjskich konstrukcji, pojąć nie sposób:
Poza tym część moich kolegów mechaników nie patrzy na instrukcje remontu F-16 tylko przeprowadza naprawę wg swojego "widzi mi się". Są pewne procedury których trzeba się trzymać . TO NIE SA MIGI 21 KTÓRE MOŻNA NAPRAWIĆ MŁOTKIEM I KLUCZEM FRANCUSKIM. Moi koledzy zza oceanu na szkoleniu w tamtejszych bazach ze zgrozą patrzyli na część naszych zachowań i tylko dzięki nim możemy dość sprawnie przeprowadzać remonty i serwisy, ale część naszych kolegów nie była na takich szkoleniach, a została dopuszczona do serwisu Jastrzębi.
Na koniec nasz informator stwierdza, że cieszy się z F-16, bo znacznie więcej roboty ma z rosyjskim złomem i Gripenami, które miał przyjemność - z listu wynika, że wątpliwą - obsługiwać.
Skądinąd ciesze się, że obsługuje F-16 a nie SU-22 m4 lub Mig 29... F-16 jest dużo mniej awaryjne. Czasem, gdy czytam artykuły wyskrobane przez miłych internautów jakie F-16 są straszne, życzę im z całego serca, by choć na 1 dzień zajęli się obsługa maszyn w naszych siłach powietrznych. Po takim dniu F-16 wyda im się marzeniem. Miałem przyjemność obsługiwania szwedzkiego Gripena. koszmar w biały dzień. Szwedzi słyną z wysokiego poziomu techniki, ale Gripeny są odwrotnością tej teorii.
Zaproponowane przez polskiego mechanika wyjaśnienie całej "afery" jest tak banalne, że trudno je zakwestionować. Po prostu "na chłopski rozum" zgadza się z tym co oglądamy codziennie na ulicach, w okienkach urzedów, na komisariatach i w transmisjach na żywo z sejmu. Samoloty okazują się być niewinną ofiarą popularnej w Polsce "bylejakości".
Jeśli wiecie coś, czego nie napisały jeszcze media gardłujące o awaryjnych F-16, piszcie do nas na adres
donosy@pardon.pl. Nauczcie dziennikarzy, jak wykonuje się tą robotę.
