Być może macie jakieś doświadczenia w tym temacie. Problem jest taki. W tym roku mija 25 lat od katastrofy śmigłowca wojskowego w której zginęło 3 lotników, a 2 przeżyło. Miejsce katastrofy leży na terenie ośrodka wypoczynkowego. Jeden z tych co przeżyli jest lub był w radzie tego miasta. Pomyślałem sobie, że można by pomyśleć o pomniku jakimś z tej okazji. Jak to ugryźć? Iść do wojska, do miasta, do ludzi, do prasy? Temat nie łatwy bo mam jedyne 300 km tam ;]
Jakieś pomysły?
jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
Moderatorzy: Sawicz, Xlem, Drzemi
- Grzes
- Prawie moderator!

- Posty: 3724
- Rejestracja: 05 gru 2005, 11:46
- gadu: 0
- Lokalizacja: Siedlce / Biała Podlaska
Re: jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
Z tego co piszesz, może dobrze byłoby sie skontaktować z tym co przeżył tą katastrofę? Jeśli jest (lub był we władzach) i będzie zainteresowany, to bedziesz miał podwójne wsparcie, raz - ze strony uczestnika, dwa - ze strony władz.
A poza tym, miałbyś kogoś na miejscu
A co to za miejsce? I jaka katastrofa?
A poza tym, miałbyś kogoś na miejscu
A co to za miejsce? I jaka katastrofa?

Robi się Su-7U... i 100 innych modeli
- tomdar
- Super aktywny

- Posty: 445
- Rejestracja: 29 sty 2008, 09:54
- gadu: 0
- Lokalizacja: Poznań / Darłowo
Re: jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
Darłowo. Mi-14 PL nr 1006 z 28. 28 Eskadry Ratowniczej Marynarki Wojennej (wówczas). Zniszczony w wyniku katastrofy po kolizji ze stadem gołębi i obcięciu silników (później wyciągnęli z silników obrączki gołebie). Chcieli ocalić maszynę i dociągnąć do plaży lub morza. Nie dali rady. Zwalili się na ośrodek może 150 m od wydmy 15.06.1983. Trafili w pusty domek kempingowy, tuż obok piętrowego dużego pawilonu. 3 ofiary z załogi, pilot, technik i nawigator (1 z 2 - jeden szkolił a drugi był szkolony). Jedyne takie zdarzenie w historii darłowskiego lotnictwa. Mój dziadek mówił, że przez 30 lat służby w powietrzu czegoś takiego nie widział. Wówczas już jako cywil przyjechał na miejsce katastrofy i pomagał przy wyciąganiu pilota z kabiny. Zasłaniał mu rękoma twarz, na którą leciała piana. Pilot odwracał głowę i unikał jej. Dziadek po kolana w pianie i nafcie , przez zbita szybę zasłaniał mu twarz, gdy reszta go próbowała wyciągnąć. Niestety pilot zmarł w szpitalu w wyniku obrażeń. Przeżyli drugi z pilotów i drugi z nawigatorów.










Ostatnio zmieniony 07 sie 2008, 12:14 przez tomdar, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
Widziałem tą katastrofę z ok. 800 metrów. Był pogodny dzień, byłem w pracy, w pobliskiej 28 eskadrze ratowniczej Marynarki Wojennej odbywały się loty. Nad głowami jak zawsze przelatywały śmigłowce Mi 14 i Mi 2 Któryś z kolegów w pracy zauważył śmigłowiec "patrzcie, patrzcie chyba spada" obróciłem się zauważyłem dziwnie szybko tracący wysokość śmigłowiec Mi14 z dziwnie jak by wolniej kręcącym się wirnikiem głównym. Wbiegłem na drugie piętro budynku, żeby lepiej widzieć. Już wtedy śmigłowiec uderzył o ziemie, nic nie było widać tylko jedną wielką kurzawę. Obróciłem się do telefonu, żeby przekazać informacje o katastrofie. Jak obróciłem się ponownie do okna zobaczyłem słup ognia i dymu sięgający kilkudziesięciu metrów. Wyżej jak stojący opodal punkt obserwacyjny Marynarki Wojennej. W niedalekiej odległości od rozbitego śmigłowca przysiadł na chwile mały Mi 2 ktoś z niego wysiadł, zjawiła się straż pożarna. Rozpoczęła się akcja ratownicza. Jeszcze tego samego dnia było wiadomo, że katastrofy nie przeżył jeden z członków załogi, następnego dnia zmarł drugi, trzeci zmarł po kilku dniach. Uroczystości żałobne w eskadrze odbywały się dwa razy, najpierw, żegnano dwóch pierwszych lotników którzy wcześniej zmarli, kilka dni później trzeciego. Wszyscy trzej polegli zostali pochowani poza Darłowem w swoich rodzinnych stronach.
Po południu kolega z czasów wojska stojący przy bramie na teren ośrodka na terenie miała miejsce wspomniana katastrofa wpuścił mnie na teren zamknięty. Zobaczyłem to co pokazane jest na zdjęciach, ciarki po plecach i skroniach chodziły. Według mojej oceny zniżający się śmigłowiec zawadził o domek kampingowy, w wyniku wstrząsu łopaty zmieniły swój tor schodząc do wysokości belki ogonowej zahaczając o nią, urwana belka leżała dość daleko od wypalonego kadłuba, wtedy te wstrząsy spowodowały już niekontrolowany dalszy upadek i niestety takie tragiczne efekty.
Faktycznie szkoda, że to miejsce nie jest w jakiś sposób upamiętnione
Po południu kolega z czasów wojska stojący przy bramie na teren ośrodka na terenie miała miejsce wspomniana katastrofa wpuścił mnie na teren zamknięty. Zobaczyłem to co pokazane jest na zdjęciach, ciarki po plecach i skroniach chodziły. Według mojej oceny zniżający się śmigłowiec zawadził o domek kampingowy, w wyniku wstrząsu łopaty zmieniły swój tor schodząc do wysokości belki ogonowej zahaczając o nią, urwana belka leżała dość daleko od wypalonego kadłuba, wtedy te wstrząsy spowodowały już niekontrolowany dalszy upadek i niestety takie tragiczne efekty.
Faktycznie szkoda, że to miejsce nie jest w jakiś sposób upamiętnione

