Bardzo ciekawa dysputa się tu toczyła. Niemal z pogranicza odwiecznej walki dobra ze złem...taka prawie politologia się Nam tu zrobiła.
Zawsze staram się być obiektywny. Rosji nie lubimy, bo wyrządziła Nam wiele krzywdy. Nie tylko Nam z resztą. Ostrzegałbym jednak przed zbytnią ufnością, czy zapatrzeniem w USA. To mocarstwo działa po prostu w inny sposób niż były ZSRR czy Rosja. Działa pod przykrywką szlachetnych celów, pod przykrywką strzeżenia międzynarodowego porządku.
Właśnie dlatego USA od II wojny światowej mają opinię kraju, który pomaga słabszym w imię szczytnych idei. Stany Zjednoczone to kraj młody o bardzo ubogiej historii. To inna kultura wywodząca się przecież z Europy południowej i zachodniej. Potomkowie Anglików, Hiszpanów, czy Włochów są więc naturalnymi sprzymierzeńcami Europy Zachodniej. Trudno, aby USA miały okupować Europę czy mieć w ogóle kiedykolwiek takie zapędy. Amerykanów dlatego uważamy za sympatycznych i pokojowych, że póki co nie dostaliśmy od nich żadnych przesłanek wskazujących na to, abyśmy mieli ich z jakiegoś powodu nie lubić.
A jaki to pokojowy Naród można się było przekonać już na początku. Kwestię tego co się stało z Indianami Ameryki Północnej pozostawiam bez komentarza.
Ameryka nie jest splamiona krwią w takim stopniu jak Rosja tylko dlatego, że nie miała wcześniej takich możliwości wykazania się. Ameryka była bardzo odległa geograficznie i przez setki lat po prostu problemy Europy wydawały jej się marginalne. Ameryka była neutralna, bo nie miała ani żadnych interesów w ingerencję, ani środków ku temu.
Co do Rosji. Nie zapominajmy, że jesteśmy Słowianami i nic tego nie zmieni. Nigdy nie staniemy się częścią kultury zachodniej. Rosja to Nasz największy ciągle sąsiad. I zawsze trzeba się z nim liczyć. Nie zmienimy przecież nigdy swojego położenia geograficznego. Historia konfliktów na świecie pokazuje, jak zmienne potrafią być koleje losów.
My mieliśmy już sojuszników chyba z każdej strony Naszej granicy. Teraz wybraliśmy opcję USA. Z pewnością jest to dobre na chwilę bieżącą. Ale ja zawsze patrzę perspektywicznie. Wg różnych prognoz hegemonia USA to kwestia od 100 do 150 lat. Później, jak każde mocarstwo w dziejach ludzkości – straci swój blask – upadnie.
I co wtedy ? Znowu będziemy skazani tylko na siebie ? Na kogo mamy liczyć ? Na NATO, którego już pewnie dawno nie będzie. Ja nie daję odpowiedzi. Ja zadaję pytania.
Niestety trzeba to obiektywnie stwierdzić, sami sobie zawdzięczamy stosunki z sąsiadami.
Po burzach XV, XVI w. Polska była mocarstwem w tej części Europy. Co się z tym stało, jak długo mocarstwo przetrwało ? Odpowiedź znacie.
Każde wielkie państwo wobec takiego kąsku jakim była Rzeczpospolita, pod koniec XVIIIw.nie pozostało by bierne. Więc wcale się im nie dziwię. Polityka jest brutalna. Polityka jest narzędziem wojny.
Przecież my też mieliśmy aspiracje. Byliśmy jako jedyni na Kremlu. Szkoda, że się tam nie utrzymaliśmy. To my sprytnie skorzystaliśmy z wkroczenia Niemiec hitlerowskich do Czechosłowacji.
Tak tak. Gra się tak, na ile przeciwnik pozwala. Polska na zbyt wiele pozwoliła w historii i stąd ciągle takie imperialistyczne zapędy Rosji w kierunku Europy Środkowej. To normalna zasada, obowiązująca także w życiu codziennym wszystkich ludzi. Nasze relacje z innymi to nic innego jak nasza mała wewnętrzna polityka.
Teraz rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki ulokowanej na północy, chce rozmieścić rakiety wiadomego przeznaczenia na terenie niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej. I będą protestować przeciw temu przeróżni demokraci, pacyfiści... I będą pisać listy do wszystkich i o wszystkim. Do premiera i do pana prezydenta. Do sekretarza i jego oponenta. A rakieta i tak będzie tam gdzie jej miejsce już dawno ustalone. W okresie zimnej wojny – żelaznej kurtyny, na terenie Polski Ludowej znajdowały się 3 bazy radzieckich wojsk grupy Armii Północ, w których przechowywanych było ponad 150 głowic jądrowych. I nikt o tym przez 30 lat nie wiedział. Na tym polega różnica. Wtedy nikt się nas o nic nie pytał, ba - nawet w ogóle nam o niczym nie mówił. Bo i po co, skoro i tak nie mieliśmy na to żadnego wpływu. Żyliśmy sobie w słodkiej nieświadomości, czyż nie było miło ? Teraz będziemy o tyle mądrzejsi, że będziemy wiedzieć że coś tam gdzieś w lasach jest ukryte. I znowu obce wojska będą mieć swoje bazy na naszej Ziemi.
I jeszcze o rocznicy wyzwolenia w 1945 roku. Nikt wtedy nie patrzył na Armię Czerwoną jak na okupanta. Wszyscy widzieli w nich wyzwoliciela. W Poznaniu 23 lutego 1945 słychać było polski hymn i powiewały polskie flagi.
Kto pozwolił na podział Europy ? Nasi aktualni sojusznicy. Wtedy Nasz los nic ich nie obchodził.
I jeszcze co do samolotów. Bo od tego się ta cała dyskusja zaczęła.
Cieszę się, że mamy F 16. Ale tak samo bym się cieszył z Gripenów czy Mirage.
Opcja F 16 z dzisiejszego punktu widzenia jest jednak najbardziej optymalna.
Ale nie wstydzę się polskiej historii lotnictwa po 1945 roku. Cieszę się, że lataliśmy na takim a nie innym sprzęcie, a pozostałości jego użytkujemy do dzisiaj. Ktoś zadał pytanie. A czy nie mogliśmy latać na sprzęcie produkcji nie radzieckiej. A ja zadam pytanie: a mogliśmy wybrać inny samolot w przetargu niż F 16 ?
Pozdrawiam