Faktycznie poszły przed 19:00. Łącznie osiem maszyn, startujących w parach, choć jedna po drugiej. Widok od boku – miodzio!
Potem marznięcie 1,5 godziny. Ale za to w doborowym towarzystwie: Suter, Sławek z Żoną, Modelarz (Piotr) no i poznany właśnie Loma. Dla wszystkich gorące pozdrowienia!
Lądowania też ciekawe, choć po takim czasie marznięcia nie robią aż takiego wrażenia. No i w porównaniu ze startem to obiektywnie nic aż tak ciekawego. A jeszcze deszczyk zaczął kropić. Aż dziw że nie użyli spadochronów! Niemniej samo wytracanie prędkości ciekawie się z tej perspektywy obserwuje.
Podsumowując: Fantastyczne starty, w miarę ciekawe lądowania. To zupełnie coś innego niż Ożarowska czy ule. Niektóre aspekty bezcenne. Choć faktycznie silne światła CPPSu na długą metę męczące.
PS. Widzieliśmy też za plecami parę efów podchodzących do low approach on RWY 29!









