




Red Flag 2008 - Nellis AFB - Nevada












Moderatorzy: Sawicz, Xlem, Drzemi






















Grzes pisze:Indyjskie Su na Red Flag?
Widocznie potrzebują troche czasu na aklimatyzacje..An Indian air force contingent with eight Sukhoi Su-30MKI combat aircraft, two Ilyushin Il-78 air-to-air refuellers and one Il-76 transport has left India to participate in the 9-23 August multinational exercise Red Flag '08 at the US Air Force's Nellis AFB in Nevada.


I zazdrośćfly_jabko pisze:taki sprzęt w amerykańskiej bazie musiał wywołać poruszenie





http://lotniczapolska.pl/BOLD-AVENGER-09-od-kuchni,9386BOLD AVENGER 09 od kuchni
Na BOLD AVENGER 09 do Karup polecieliśmy z Łasku sześcioma Jastrzębiami. Dowódcą całej wyprawy był Darek "Melin" Malinowski. W dzień przelotu pogoda była fantastyczna, a szorstkie: "Welcome Polish Air Force" wypowiedziane przez niemieckiego kontrolera tylko poprawiło nastrój wewnątrz formacji.
Chwilę później słuchaliśmy już znacznie milszego głosu z Koppenhagen Radar (przedstawicielka piękniejszej płci), okazało się też, że Grecy i Portugalczycy już dolatywali do rejonu Karup. Nasz plan na lądowanie – six ship initial. Po wylądowaniu, zakołowaniu (progressive taxi) i wyłączeniu silników, mogliśmy rozpiąć wreszcie specjalne kombinezony do lotów nad morzem. Pomyślałem wtedy: "...No to zaczynamy". Wszyscy chcieliśmy dać tu dobry występ.
Lotnisko w Karup to miejsce bardzo tłoczne: cztery aktywne drogi startowe, terminal cywilny, dwie eskadry śmigłowców (eskadra śmigłowców duńskiej marynarki wojennej używająca śmigłowców Westland Lynx S-142 i 724 Eskadra RDAF latająca na śmigłowcach AS-550 Fenec) oraz szkoła lotnicza Sił Powietrznych Danii (Flyveskolen) realizująca szkolenie podstawowe na samolotach SAAB MFI T-17. Ćwiczenia BAR 09 nie ograniczyły w żadnym stopniu aktywności lotnictwa cywilnego (cywile korzystali tylko z pasa 27R/09L), a już w ogóle zdawały się nie przeszkadzać kadetom w filigranowych T-17 kołujących co rusz pomiędzy F-16, Transallami i Airbusami. Po odprawie wstępnej (w sobotę) wiedzieliśmy już, że na tym lotnisku będziemy spędzać czas od świtu do wieczora przez następne dwa tygodnie.
Wspominając organizację BAR 09 nie można nie przywołać jednej ciekawostki – chodzi o lokalizację namiotów, w których wydawano posiłki uczestnikom ćwiczeń. Wspomniane namioty były bowiem usytuowane około 500 metrów w odległości od progu pasa 27L, w osi tegoż pasa. Tych posiłków nie da się zapomnieć! Wszyscy chcieli jeść (jeśli akurat nie lecieli) w czasie lądowań (jeśli w użyciu był pas 27L) lub startów (pas w użyciu 09L). Do namiotów szybko przylgnęła nazwa "THE JET NOISE RESTAURANT". W dobrym tonie było przełknąć kęs kurczaka, przeczekać aż ryk silnika ustanie i z miną znawcy oznajmić: "To był Mirage..." Zaiste, nigdy nie jadłem przy lepszej muzyce – lądujące samoloty brzmiały lepiej, niż żółty Fender Stratocaster w rękach Erica Claptona! Taki lokal to byłby raj dla spotterów.
ATO (Air Tasking Order) ukazywało się z jednodniowym wyprzedzeniem do godziny 11.00. Na podstawie tego dokumentu odbywało się całe planowanie i koordynacja. W praktyce, wkrótce po ukazaniu się ATO, zainteresowana załoga z 10 elt (czterech pilotów COMAO i kolejni na popołudniowe misje CAS) udawała się na odprawę prowadzoną przez Mission Commandera, którym najczęściej był pilot uderzeniowej sekcji COMAO (strike package). Ten rozdzielał wstępne zadania pomiędzy pilotów COMAO, których było około trzydziestu. I tak, na przykład, można było usłyszeć: "Holdingami przed Push Pointem zajmie się Paris 21, strefami uzupełniania paliwa w powietrzu dla wszystkich sekcji – Izmir 25, taktyką osłony myśliwskiej..." itd. Po rozdzieleniu zadań Mission Commamnder obwieszczał czas kolejnego spotkania (najczęściej po upływie jednej godziny). W opisywanym cyklu przygotowań brały też udział inne sekcje specjalistyczne, takie jak intelligence, meteo itp. Po kilku takich spotkaniach wyłaniał się precyzyjny plan, według którego należało później wykonać lot. Loty na Close Air Support były realizowane jako element COMAO (Pre-planned CAS) lub jako autonomiczne loty (On-call CAS), z uwzględnieniem procedur dyżurowania w oczekiwaniu na wylot w rejon działań. Na ćwiczeniach trenowana była także nowa forma lotów CAS – tzw. Dynamic Targeting.
Misje, które lataliśmy na BAR 09, były złożone i stanowiły dla nas duże wyzwanie i test wszystkiego, co trenujemy niemal każdego dnia na polskim niebie. Planiści uwzględnili tzw. building block approach, testując możliwości uczestników i stawiając poprzeczkę coraz to wyżej. W efekcie w drugim tygodniu ćwiczeń lataliśmy w warunkach zakłócania radioelektronicznego. I to były dobre lekcje.
Wśród tej kondensacji procedur i taktyki utkwiło mi w pamięci zdarzenie zupełnie odmienne od klimatu ćwiczeń. Wracaliśmy wówczas (cztery Jastrzębie) znad Wielkiej Brytanii. Gdzieś pomiędzy strefą odpowiedzialności London Radar a Kopenhagen Radar, mieliśmy kilkanaście minut odpoczynku od natłoku korespondencji radiowej, a ponieważ był to lot powrotny do Karup, już po drugim tankowaniu w powietrzu – presja wykonania misji ustępowała zwykłej potrzebie chłonięcia świata przelatującego za kabiną. Uczucie znane każdemu lotnikowi, każdego statku powietrznego. Ja myślałem wtedy o czasach, kiedy trochę na południe od naszej trasy nieustannie krążyły najpierw niemieckie, a później alianckie wyprawy bombowe. I będąc zatopiony w takich myślach, usłyszałem nagle w radio: "Achtung! Spitfire!" Okazało się, że myśli Conana – numeru dwa w formacji Warsaw, krążyły wokół tych samych samych lat i ludzi. Chwilę później pozostali piloci Warsaw flight śmiejąc się przyznali, że myśleli dokładnie o tym samym.
10 eskadra lotnictwa taktycznego dała w Karup dobry występ, a jednocześnie wyniosła z tych ćwiczeń wiele lekcji nie do przecenienia. Najważniejsza jednak jest świadomość, że latając w Polsce gramy na dobrą melodię, że wszystko, co trenujemy, sprawdza się i że to jest właściwa droga. Poza tym wiem też, że gdybym miał kiedyś otworzyć własny lokal, na pewno usytuowałbym go blisko pasa startowego i koniecznie w jego osi. Podawane w takim miejscu schłodzone napoje smakowałyby wtedy wybornie, czego sobie i wszystkim użytkownikom Lotniczej Polski życzę.
Marcin Modrzewski