Strona 1 z 1
jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
: 07 sie 2008, 10:51
autor: tomdar
Być może macie jakieś doświadczenia w tym temacie. Problem jest taki. W tym roku mija 25 lat od katastrofy śmigłowca wojskowego w której zginęło 3 lotników, a 2 przeżyło. Miejsce katastrofy leży na terenie ośrodka wypoczynkowego. Jeden z tych co przeżyli jest lub był w radzie tego miasta. Pomyślałem sobie, że można by pomyśleć o pomniku jakimś z tej okazji. Jak to ugryźć? Iść do wojska, do miasta, do ludzi, do prasy? Temat nie łatwy bo mam jedyne 300 km tam ;]
Jakieś pomysły?
Re: jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
: 07 sie 2008, 11:06
autor: Grzes
Z tego co piszesz, może dobrze byłoby sie skontaktować z tym co przeżył tą katastrofę? Jeśli jest (lub był we władzach) i będzie zainteresowany, to bedziesz miał podwójne wsparcie, raz - ze strony uczestnika, dwa - ze strony władz.
A poza tym, miałbyś kogoś na miejscu
A co to za miejsce? I jaka katastrofa?
Re: jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
: 07 sie 2008, 11:20
autor: tomdar
Re: jak zabrać się za temat pomnika ku czci polecgłych lotników
: 07 sie 2008, 12:07
autor: vigen520
Widziałem tą katastrofę z ok. 800 metrów. Był pogodny dzień, byłem w pracy, w pobliskiej 28 eskadrze ratowniczej Marynarki Wojennej odbywały się loty. Nad głowami jak zawsze przelatywały śmigłowce Mi 14 i Mi 2 Któryś z kolegów w pracy zauważył śmigłowiec "patrzcie, patrzcie chyba spada" obróciłem się zauważyłem dziwnie szybko tracący wysokość śmigłowiec Mi14 z dziwnie jak by wolniej kręcącym się wirnikiem głównym. Wbiegłem na drugie piętro budynku, żeby lepiej widzieć. Już wtedy śmigłowiec uderzył o ziemie, nic nie było widać tylko jedną wielką kurzawę. Obróciłem się do telefonu, żeby przekazać informacje o katastrofie. Jak obróciłem się ponownie do okna zobaczyłem słup ognia i dymu sięgający kilkudziesięciu metrów. Wyżej jak stojący opodal punkt obserwacyjny Marynarki Wojennej. W niedalekiej odległości od rozbitego śmigłowca przysiadł na chwile mały Mi 2 ktoś z niego wysiadł, zjawiła się straż pożarna. Rozpoczęła się akcja ratownicza. Jeszcze tego samego dnia było wiadomo, że katastrofy nie przeżył jeden z członków załogi, następnego dnia zmarł drugi, trzeci zmarł po kilku dniach. Uroczystości żałobne w eskadrze odbywały się dwa razy, najpierw, żegnano dwóch pierwszych lotników którzy wcześniej zmarli, kilka dni później trzeciego. Wszyscy trzej polegli zostali pochowani poza Darłowem w swoich rodzinnych stronach.
Po południu kolega z czasów wojska stojący przy bramie na teren ośrodka na terenie miała miejsce wspomniana katastrofa wpuścił mnie na teren zamknięty. Zobaczyłem to co pokazane jest na zdjęciach, ciarki po plecach i skroniach chodziły. Według mojej oceny zniżający się śmigłowiec zawadził o domek kampingowy, w wyniku wstrząsu łopaty zmieniły swój tor schodząc do wysokości belki ogonowej zahaczając o nią, urwana belka leżała dość daleko od wypalonego kadłuba, wtedy te wstrząsy spowodowały już niekontrolowany dalszy upadek i niestety takie tragiczne efekty.
Faktycznie szkoda, że to miejsce nie jest w jakiś sposób upamiętnione