Ten artykuł został napisany przez żądnego sensacji dziennikarzynę, a świadczy o tym choćby to stwierdzenie:
Jedyny oficjalny ślad katastrofy znalazł się w specjalistycznej publikacji wojskowej wydanej w 2003 roku omawiającej wszystkie wypadki wojskowe z udziałem lotników. Kilka suchych zdań zawiera głównie informacje o załodze feralnego Pe-2 i miejscu jego rozbicia się (miał to być teren obecnej Akademii Wychowania Fizycznego).
Nie jest to "specjalistyczna" publikacja, a "Pamięci lotników wojskowych 1945 - 2003" wydawnictwo Bellona, dostępne było w wielu księgarniach.
Przedstawia ono wszystkie zdarzenia lotnicze, w których poległ ktoś z załogi. W owych "suchych zdaniach" podaje liczbę zabitych i rannych osób postronnych dokładnie tą samą do jakiej dotarł po wielu trudach, jak sam pisze, autorzyna.
Wielce sensacyjny wydaje się autorowi fakt, że jednostka była "zwiadowcza", tak na marginesie zwiad mamy w piechocie, w lotnictwie jest rozpoznanie, różnica może niewielka, ale znacząca. Drugim "super faktem" jest dowódca jednostki Rosjanin, gdyby pismak poświęcił trochę swojego czasu to bez trudu dowiedziałby się, że w tamtym czasie w wielu polskich jednostkach dowodzili Rosjanie, 1952 to okres największego stalinizmu.
Samolot dowodzony przez 20-letniego chor. Zdzisława Larę, mającego niewielkie doświadczenie bo jedynie 110 godzin, wykonywał lot po tzw. trasie prostokątnej nad lotniskiem (wg ówczesnego nazewnictwa). Nawigatorem był dwudziestodwuletni letni chor. Stanisław Kuć.
Za przyczynę, wielce prawdopodobną, podaje się błąd pilota, polegający na wykonaniu czwartego zakrętu w niewłaściwym miejscu i na zbyt małej wysokości.
Ni jak ma się to do wprowadzenia reglamentacji słodyczy dla dzieci, ale dla autorzyny tego artukuliku istnieje pomiędzy tym nierozerwalny związek.
Cóż dla niektórych własna ignorancja i niedoinformowanie połączone z dostępem do mediów wywołuje sensację. Jednym słowem autor powinien bardziej przyłożyć się do zbierania materiałów, a nie robić ludzi w konia.
Można to nazwać zwykłym tępactwem.
Tak na koniec, niby w jakim celu wojsko miałoby archiwizować nazwiska postronnych ofiar? Własnych ludzi i owszem, choćby poprzez to że zostali "zdjęci z ewidencji".
Pismactwo i ignoranctwo to jedna z najgorszych rzeczy.