A Ty znowu z tymi indianami

No dobra, skoro chcesz...
Weźmy na przykład takich Azteków - gdy chcieli przebłagać bożka odpowiedzialnego za plony, Tlaloka, "składali mu ofiary z dzieci - topili je. Starano się przy tym, by dzieci obficie płakały, gdyż - jak wierzono - im większy będzie ich płacz, tym większy deszcz ześle bożek. Aby osiągnąć spodziewany efekt, wyrywali dzieciom paznokcie. Im bardziej małoletnie ofiary krzyczały i wiły się z bólu, tym bardziej aztecki lud radował się na myśl o obfitych zbiorach." Nie będę tu nikogo zamęczał przytaczaniem kolejnych opisów tego, jak ci mili indianie zadawalali pozostałe swoje bóstwa. W naszej dyspucie Aztekowie są o tyle dobrym przykładem, że oni również stworzyli państwo rozbójnicze, które wyrzynało w pień okoliczne plemiona. W tej sytuacji trudno się dziwić bogobojnym Hiszpanom, że postanowili położyć kres temu barbarzyństwu. Historię cywilizowania Ameryki Północnej znam słabiej, mogę się jednak spodziewać, że protestanccy kolonizatorzy trafiali na podobne atrakcje.
Piszę o tych nieszczęsnych indianach, bo ich przypadek dobrze ilustruje jak łatwo ulegamy różnym ideologicznym kalkom, opieramy się na powierzchownych opiniach nie wchodząc w głąb tematu. Kto np. słyszał o tym, że w czasie gdy świeckie autorytety moralno-naukowe z Oxfordu i Salamanki głosiły, że „Indianie nie są istotami w pełni ludzkimi i dlatego nie posiadają praw naturalnych przyznawanych zazwyczaj ludziom", papież Paweł III (1531 r.) zarządził badania z antropologii porównawczej i w ich wyniku ogłosił Encyklikę Pastorale officium stwierdzającą m.in.: „Indianie ci, chociaż żyją poza łonem Kościoła, nie są i nie mogą być pozbawieni wolności i prawa do posiadania własności, ponieważ są istotami ludzkimi i w konsekwencji mogą wierzyć i uzyskać zbawienie". Uważam zatem misjonarskie poczynania chrześcijańskiej Europy na nowych kontynentach za niezwykle cenne, zarówno dla Europy jak i dla pozostałych kontynentów. Jeśli chcesz mi jeszcze wytoczyć działo w postaci wypraw krzyżowych czy inkwizycji również chętnie o tym podyskutuje, bo to dziedzictwo do którego przyznaję się równie chętnie jak do chrystianizacji Ameryki. Ufff, ale się podłożyłem...
Teraz idźmy dalej.
Różnica między Niemcami a Rosją jest dla mnie oczywista. Ci pierwsi (czy czuję do nich sympatię to odmienna kwestia) rozliczyli się ze swojej przeszłości, ci drudzy nie. Ponadto naród niemiecki tak samo był ofiarą nazizmu jak rosyjski komunizmu. Sprawcą i ofiarą zarazem.
Co do żony Rosjanki

, jeśli tak jest, to gratuluję. Znam wielu miłych Rosjan, nie mówimy tu jednak o relacjach uczuciowych tylko, mimo wszystko - o historii i polityce.
Co do deprecjonowania Rosji - wystarczy, że deprecjonuje się sama. Na nic moje zabiegi
Na zakończenie - są Rosjanie, których bardzo cenię. Pierwszy z brzegu - Dostojewski, jeden z moich ulubionych pisarzy. Mimo, że antypolski...