marcin1323 pisze:Dla mnie on nadal ma duuużo naciąganych historii.
Ale oprócz nieuzasadnionej twym zdaniem winy krl coś jeszcze?
marcin1323 pisze:- ostateczną decyzję i odpowiedzialność za nią bierze na siebie dowódca statku powietrznego. kontroler winny jest tylko wtedy gdy poda niezgodne ze stanem faktycznym informacje, ewentualnie popełni błędy proceduralne. dla mnie prośba o potwierdzenie kontaktu wzrokowego z drogą startową nie było takim błędem.
A jednak kontroler był winny. Jeśli dobrze rozumiem raport, było tak:
– kontroler nie korygował w ogóle wysokości statku, który znajdował się bardzo wysoko nad ścieżką schodzenia (tak za pierwszym jak i drugim podejściem);
– co gorsze podawał błędną informację, że znajdują się na właściwej wysokości: "na ślizgu dobrze";
– nie skorygował też właściwej wartości ciśnienia (znów wprowadzając załogę w błąd co do faktycznej wysokości statku);
– w kluczowym momencie nie tylko znów nie skorygował wysokości statku, ale odwrócił uwagę załogi od przyrządów pokładowych pytając o widzialność oświetlenia pasa (niezgodnie z zasadami podejścia IFR jak rozumiem);
– załoga będąc zbyt wysoko nad pasem (niedopilnowanie kontrolera) prawdopodobnie tym bardziej nie mogła dostrzec świateł DS; zwrócenie więc ich uwagi na to było ich pogrążeniem – ten punkt to już mój domysł;
– kontroler nie uwzględnił poprawki na wiatr i co chwila korygował kurs podchodzącego statku zwracając na to uwagę załogi; sama katastrofa była zaś jak pamiętasz zpowodowana pochyleniem związanym ze zbyt mocnym korygowaniem kursu statku, być może także w połączeniu z momentem wywołanym wyłączeniem autopilota.
Pominąłem jeszcze inne okoliczności związane z różnymi miarami wysokości, złymi danymi meteo (aktualna podstawa chmur) czy sposobem nawigacji statku (minima lotniska).
Jak z powyższego wynika wina kontrolera jest ewidentna. Jest ona nawet, można myślę rzec, kluczowa.
Co nie zmienia smutnego faktu, że załoga jest także bardzo poważnie obciążona licznymi błędami i to ona bezpośrednio doprowadziła do katastrofy.