: 03 kwie 2008, 09:56
a możesz przytoczyć z pamięci?
Dzięki. Wczoraj jeszcze mówił o tym p. pilot Michał Fischer, że to kwestia starego radzieckiego sprzętu. Ale szczerze mówiąc nie wiedziałem, że Ruscy latali na metry. Ciekawe...Maczek pisze:Jeśli chodzi o problemy w komunikacji kontroler - załoga (metry-stopy). Z tego co powiedzieli kontroler był przyzwyczajony do sprowadzania pilotów Su-22 gdzie w komunikacji używane są metry.
Cały czas lataja.Nawet w cywilnej przestrzeni powietrznej używaja metrów a nie stóp.Sorki za OT.Ale szczerze mówiąc nie wiedziałem, że Ruscy latali na metry. Ciekawe...
Nie lepiej napisać Rosjanie?Spitfire pisze:Ale szczerze mówiąc nie wiedziałem, że Ruscy latali na metry.
Śmiech na sali .....Wątpliwości w sprawie katastrofy CASY - Radio TOK FM dotarło do informacji, że za sterami samolotu feralnego dnia mógł siedzieć ktoś spoza załogi.
CASA C-295 M z 13. Eskadry Lotnictwa Transportowego w Krakowie rozbiła się 23 stycznia w czasie podchodzenia do lądowania w 12. Bazie Lotniczej w okolicach Mirosławca. Na jej pokładzie znajdowało się 16 wysokiej rangi oficerów Sił Powietrznych i 4 członków załogi. Wszyscy zginęli na miejscu.
Pierwsze telefony i listy w tej sprawie dotarły do radia zaraz po styczniowej katastrofie. Reporterzy czekali jednak na raport specjalnej komisji. Doszło do tego wczoraj. Z 40 stron raportu, odtajnionych zostało tylko 4.
Zdaniem radia nadal co do przyczyn istnieje wiele wątpliwości. - CASĘ próbował na murawie lotniska próbowała posadzić pilot, który nie należał do załogi, czyli jeden z oficerów będących pasażerowi tego lotu - mówi osoba zaangażowana w sprawę, która nie chce ujawniać swojej tożsamości.
Zdaniem TOK FM tezę ma potwierdzać kilka faktów: ciągle tajne rozmowy między wieżą a pilotami, podejście do lądowania z dużą nonszalancją, relacje kontrolera, który słyszał inny głos przy drugim podejściu i stosunki panujące w wojsku. - Po prostu wchodzi do kabiny pilotów wysoki oficer i informuje dowódcę załogi, że to on posadzi maszynę na lotnisku, bo widać pierwsze podejście nie powiodło się. Nie umiecie. Do widzenia - relacjonuje informator radia TOK FM.
Rzecznik sił powietrznych płk Wiesław Grzegorzewski rozwiewa wątpliwości. - Komisja bezspornie wykluczyła możliwość wykonania lotu przez osoby inne niż załoga, która została do tego przeznaczona - mówi.
TOK FM przypomina jednak, że wojsko ujawniło tylko niewielką część raportu. Szef MON Bogdan Klich zapewniał, że w pozostałej części nie ma niczego ważnego.
Wczoraj Klich ocenił, że "badanie przyczyn katastrofy samolotu CASA pokazało dużą skalę nonszalancji w polskich Siłach Powietrznych". Zapowiedział, że po ustaleniu zakresu odpowiedzialności, najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu, podejmie odpowiednie decyzje personalne. Minister ocenił również, że do katastrofy doprowadził "fatalny zbieg okoliczności".
Dodał, że odpowiedzialność spoczywa także na załodze, choćby dlatego, że nie znała tej wersji CASY i nie włączyła wszystkich dostępnych systemów nawigacyjnych.
Jak informował przewodniczący komisji badającej przyczyny tragedii płk Zbigniew Drozdowski, bezpośrednią przyczyną katastrofy było "nieświadome doprowadzenie przez załogę do nadmiernego przechylenia samolotu (...), powodujące postępujący spadek siły nośnej, co doprowadziło w końcowej fazie lotu do gwałtownego zniżania, z utratą kierunku i zderzenia samolotu z ziemią". Więcej o przyczynach katastrofy