20:33, 12.10.2010 /TVN24
"Kabina tupolewa była jak sala konferencyjna"
"ZAŁOGA NIE MOGŁA PODEJMOWAĆ RACJONALNYCH DECYZJI"
- Nagle w tej kabinie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ta kabina zamienia się w salę konferencyjną - stwierdził w programie "Kropka na i" były szef szkolenia Sił Powietrznych, płk rezerwy Piotr Łukaszewicz. W jego ocenie, załoga nie miała warunków do prawidłowego przeprowadzenia podejścia do lądowania i podejmowania racjonalnych decyzji.
- Uważam, że krytycznym momentem całego lotu, przy oczywiście całej sferze tych niedociągnięć, które zostały stwierdzone w trakcie przygotowania do lotu (…), to mimo wszystko główną przyczyną było to, co miało miejsce w samolocie, w kabinie pilotów - stwierdził Łukaszewicz.
Jak podkreślał, przede wszystkim piloci powinni zrezygnować z lądowania na wysokości decyzji - czyli 120 m, ale kluczowe znaczenie ma też proces podejmowania decyzji o lądowaniu oraz to, czy piloci mieli w kabinie odpowiednie warunki do wykonania podejścia do lądowania. - Trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, co takiego zaszło, w jakich warunkach pracowała załoga, iż czterech niewątpliwie kompetentnych ludzi, odpowiednio wyszkolonych ludzi, posiadających uprawnienie do wykonywania lotów, do przewożenia najważniejszych osób w państwie podjęło decyzję wbrew przepisom. Która była chyba nawet wbrew sztuce lotniczej, wbrew zdrowemu rozsądkowi - dodał.
"To była sala konferencyjna"
- Powinniśmy wrócić do tego, co działo się w momencie, kiedy załoga podjęła pierwsza informację o tym, że warunki atmosferyczne na lotnisku w Smoleńsku drastycznie się zmieniły - podkreślał. W jego ocenie sytuacja wyglądała tak, że w trakcie lotu załoga otrzymała informacje o tym, że warunki atmosferyczne gwałtownie się pogorszyły. Już wtedy wiedzieli, że wszystko, co będzie się dalej działo będzie pracą w krytycznych warunkach. Będzie wymagało nadzwyczajnego skupienia, uwagi, współdziałania i zgrania załogi.
- I w tym momencie zamiast skupić się na wykonywaniu swoich obowiązków, zamiast skupić się na analizie tego, co się dzieje - rozważyć wszystkie możliwe opcje i podjąć decyzje zgodnie z kompetencjami - nagle w tej kabinie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ta kabina zamienia się w salę konferencyjną - mówił Łukaszewicz. Jak wymieniał, najpierw przyszedł ktoś, kto mówi, że mamy problem. Dowódca załogi mówi: "Jak nie wyląduję, to mnie zabiją".
Potem ktoś przychodzi i mówi, że pan prezydent nie podjął jeszcze decyzji. - W domyśle jakiej decyzji? Decyzje odnośnie lotu podejmuje pilot-dowódca załogi - zastanawiał się Łukaszewicz.
Następnie w momencie, kiedy załoga wykonywała czynności podejścia do lądowania, tę listę czytał nawigator, a nie jak powinien drugi pilot. - Nagle gdzieś w tle pojawia się głos jakiegoś kustosza muzeum, który wyjaśnia trzeciej osobie, do czego służy mechanizacja skrzydła - wymieniał Łukaszewicz - Załoga wie, do czego służy mechanizacja skrzydła.
W jego ocenie w kokpicie "zostały stworzone warunki, które uniemożliwiły załodze pracę i podejmowanie racjonalnych decyzji".
Czy Błasik pomagał?
Pytany o obecność w kabinie Tu-154M dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasika Łukaszewicz podkreślał, że miał on prawo w niej przebywać. Jego zdaniem, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego się tam pojawił. - Pierwsza rzecz, najważniejsza, to że musiał wejść wezwany do tej kabiny - nie przez kapitana, ale przez dysponenta samolotu (...), być może przez dyrektora Kazanę – podkreślał.
Zdaniem Łukaszewicza, gen. Błasik "pojawił się tam w momencie, kiedy było wiadomo, że są kłopoty". - Tylko po co? Może chciał pomóc? - zastanawiał się, ale w jego ocenie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jego obecność w kabinie pilotów była dla załogi pomocą.
http://www.tvn24.pl/-1,1677555,0,1,kabi ... omosc.html