Re: Kółko miłośników MiG-21
: 24 cze 2008, 11:48
Przypadkowo znalazłem w necie taką historię:
Od kilku lat piloci 1 dywizjonu lotniczego z Gdyni wykonywali wspólne loty nadBałtykiem oraz Morzem Północnym z pilotami 2MFG (Marinefliegergeschwader 2), zEggebek w Niemczech. Tak więc i w roku 2002 doszło do kolejnej wymiany eskadr iwspólnych lotów nad Bałtykiem.23 września zaplanowane były loty na grupową walkę powietrzną pomiędzysamolotami MiG-21 a Tornado, w strefach pilotażowych lotniska Oksywie. Zostałemwyznaczony do drugiej grupy, która ze względu na ograniczoną liczbę sprawnych Mig-ówskładała się z jednego MiG-a i dwóch Tornado. Po wykonaniu zbiórki nad lotniskiem poprowadziłem parę Tornado do strefy TSA01A (zaznaczona kolorem czerwonym na zdjęciu). Mój MiG uzbrojony był w pocisk szkolnyUZR-60 do rejestracji odpalenia rakiety i fotokarabin SSz-45 do rejestracji strzelania zdziałka pokładowego.Po dolocie do strefy rozdzieliliśmy się. Tornada odleciały na północny-wschód wrejon Górowa Iłowieckiego a ja w rejon Pasłęka. Po zajęciu miejsca w wyznaczonychrejonach na moją komendę rozpoczęliśmy lot w swoim kierunku z jednoczesnymoczekiwaniem walki. Walka powietrzna, to dla pilota myśliwskiego najbardziej pożądany lot,gdzie można wykorzystać zdobyteumiejętności i doświadczenie w pilotowaniusamolotu na krawędzi jego możliwości. Wtym wypadku dodatkową atrakcją był fakt,że miałem stoczyć ją z samolotami, którepowszechnie uważane są za lepsze odMiGów. Wiedziałem, że wynik walki wdużej mierze zależy od tego, kto pierwszywykryje cel. Załogi Tornado miały nade mną przewagę, której nie mogłem zniwelować:cztery pary oczu a ja jedną.Mimo, że do przewidywanego miejsca spotkania było ok. 2 minut lotu, od pierwszejchwili zacząłem odruchowo przeczesywać niebo w przednim sektorze. Miałem trochę lepsząsytuację taktyczną: słońce było po mojej prawej stronie, a Tornada spodziewałem się ujrzeć zlewej, poza tym na tle chmur altostratus, mój stalowo-szary samolot był trudniejszy dowykrycia wzrokowego. Aby utrudnić im wykrycie pokładowymi środkami, nie włączyłemswojej stacji radiolokacyjnej na „promieniowanie”, lecz trzymałem ją na „podgrzewie” wgotowości do włączenia. Zresztą przy tak dobrej widoczności jak tego dnia bardziej liczyłemna własny wzrok. Oczywiście nasze lotniskowe środki radiolokacyjne „nie widziały” na tejodległości i nie mogłem liczyć na żadną pomoc z zewnątrz.
Daleko na choryzoncie pojawił się jakiś czarny punkcik, który przemieszczał siępowoli (odległość oceniłem na ok. 6-8 km). Wkrótce pojawił się drugi na tej samejwysokości. Odruchowo pchnąłem obroty do przodu i rozpocząłem szybki nabór wysokościbędąc cały czas ok. 2 -3 km z boku trasy celu. Przy przewyższeniu ok. 1500-2000 m zacząłemwykonywać skręt w stronę celu, który nie zmieniał kursu (byłem pewien, że jeszcze mnie niewykryli). Gdy cel wchodził mi pod samolot, wykonałem półprzewrót i znalazłem się tuż zanimi w locie nurkowym, mając przed sobą 2 Tornada, jednego na wprost a drugiego nieco zprawej, z przodu. Byłem wręcz oszołomiony, że wszystko dzieje się tak łatwo. Włączyłemprzełącznik odpalania rakiety i po sygnale z głowicy, w odległości ok.1000 -1500 mnacisnąłem przycisk odpalenia na drążku. Pocisk szkolny zapisał odpalenie rakiety. Ponieważzależało mi na wykonaniu zdjęć z fotokarabinu z małej odległości więc zdecydowałem siękontynuować atak.Cały czas zbliżałem się do celu i abyułatwić sobie strzelanie z działka(fotokarabinu) postanowiłem ich zmusić domanewrowania. Włączyłem stację napromieniowanie i wykonałem przechwyceniecelu stacją radiolokacyjną. Oczywiście celzareagował tak jak tego oczekiwałem. Powłączeniu stacji przeze mnie w ich kabinachrozległ się sygnał alarmu z pokładowegourządzenia ostrzegającego RWR (RadarWarning Receiver) i piloci Tornadarozpoczęli manewr obronny. Mój cel, tenbliższy, wykonał ostry zakręt w lewo i wszedłmi w celownik na odległości 400-300 m. Pooddaniu serii wykonałem zakręt w stronędrugiego Tornada, które starało się wejść mina ogon. Gdybym kontynuował atak zacelem, wszedłbym temu drugiemu idealnie wcelownik, a tak wykonałem manewr na niegoi wszedłem do wnętrza jego zakrętu. Dziękitemu uniemożliwiłem mu prowadzenie ognia.Ten etap walki uznałem za zakończony izarządziłem przerwę i ponowny powrót nawyznaczone pozycje.Po zajęciu pozycji rozpoczęliśmy lot w swoim kierunku, aby stoczyć kolejną walkę.Tym razem nie poszło już tak łatwo. Prawdopodobnie wykryliśmy się w tej samej chwili,gdyż rozpoczęliśmy prawie jednocześnie ten sam manewr – nabór wysokości. Gdy już byłowidoczne, że mamy podobne zamiary, zdecydowałem się uniemożliwić im zajęcie dogodnejpozycji i użycie uzbrojenia: wykonywałem lot na spotkanie mając cały czas w polu widzeniapełną sylwetkę Tornado, będącego w wirażu. Wiedziałem, że będą dążyli do walki kołowej,w której mają przewagę. Po minięciu się w odległości ok. 200 m z prowadzącym pary ( drugitrzymał się nieco z tyłu ok. 300m), Tornada rozpoczęły głęboki wiraż, aby wyjść mi na ogon.Ja natomiast włączyłem minimalne dopalanie i wykonałem przewrót z tym, że cały czaszmieniałem tor lotu, aby nadążyć za Tornadami będącymi w wirażu. Starałem się przejść jaknajszybciej położenie pionowe, gdyż w tym czasie straciłem z pola widzenia cel. Adrenalinanie pozwoliła mi odczuć siły przeciążenia, dopiero ze wskaźnika odczytałem ok. 7,5.
Po przejściu pozycji pionowej rozpocząłem poszukiwanie celu, a po odnalezieniu mogłemodetchnąć, miałem przed sobą ich pełne sylwetki ok. 1,5-2 km, 1000 m wyżej, byli w trakciegłębokiego wirażu. Na pełnym dopalaniu dobrałem wysokości i starałem się przeprowadzićstrzelanie z działka. Napisałem starałem się, ponieważ ujrzałem w celowniku pełną sylwetkęTornado zwróconą kabiną do mnie (byłem wewnątrz ich zakrętu), jednak przy ataku zprzedniej półsfery zbliżanie jest tak błyskawiczne, że zrezygnowałem z oddania serii azająłem się bezpiecznym przejściem przez ich ugrupowanie. Nie miałem pewności czy mniewidzą i jaki wykonają manewr. Tym razem minęliśmy się w odległości określanej jako„wzrokowo”. Ponownie zdecydowałem się wykonać manewr pionowy, aby nadążyć za ichciasnym wirażem i uniemożliwić im zajęcie pozycji do otwarcia ognia. Z powodukończącego się u mnie paliwa musieliśmy przerwać walkę i wracać na lotnisko.Później, już na ziemi, kiedy omawialiśmy przebieg całej walki, załogi Tornado nieukrywały zaskoczenia jej wynikiem. Nie przypuszczali, że jeden MiG-21bis może być taktrudnym przeciwnikiem a nawet zyskać nad nimi przewagę. Jednak najbardziej zdruzgotanibyli, gdy powiedziałem im, że włączyłem stację radiolokacyjną tylko po to, aby zmusić ich domanewru, takiego jak oczekiwałem, a oni nieświadomie spełnili moje oczekiwania. Drugiestarcie również zaliczyli na moją korzyść, ponieważ ani razu nie mieli nawet możliwościprowadzenia ognia. Nie muszę chyba dodawać, że ta jedna walka dostarczyła mi wielesatysfakcji i dumy. MiG-21 pomimo swojego wieku, i niezbyt nowoczesnego wyposażeniaokazał się doskonałym przeciwnikiem, trudnym do zwalczenia i zdolnym do wykonaniaskrytego podejścia.
Kmdr ppor.pil. WOJCIECH ŁAGÓDKA




