Re: KATASTROFA BIAŁORUSKIEGO SU-27 na pokazach w Radomiu.
: 21 paź 2009, 01:46
Ok. Zastanawiałem się jak by tu odpowiedzieć najlepiej. Ani Ty (chyba mimo wszystko.. we WSOSP i później są ciekawsze rzeczy do roboty..
) ani tym bardziej ja nie jesteśmy doktorami tudzież profesorami habilitowanymi z aerodynamiki. Nie moim zamiarem bynajmniej jest przerzucanie się teoriami z tej dziedziny, rozpisywanie wzorów (których oczywiście szczegółowo na zawołanie, bez sięgnięcia do źródła nie znam). Jednak gwoli ścisłości, akurat co to jest stateczność i jak ją dzielimy wiem bez sprawdzania. Co dyktuje maksymalny kąt natarcia? Prawa fizyki jak mi się wydaje które od zarania historii awiacji pozostały takie same. Jeśli skrzydło pokonuje powietrze pod jakimś tam kątem (oczywiście w płaszczyźnie poprzecznej) do kierunku ruchu i powietrze nadal jest je w stanie opływać bez oderwania strug, będąc na granicy oderwania to tym samym mamy max kąt natarcia. Przeważnie dla wszystkich maszyn ta wartość oscyluje w okolicach 30 stopni. Oczywiście mamy tzw. skrzydła pasmowe (F-16, F-18, MiG-29, Su-27) które dzięki generowaniu wirów zapewniają lepszą stabilność na wyższych kątach ale też nie bez końca. Po oderwaniu strugi mówimy o pozakrytycznych kątach - w wyniku spadku prędkości poniżej minimalnej samolot pozbawiony zostaje jego największego argumentu, który pozwala mu latać czyli siły nośnej i zaczyna przepadać (..opadać, spadać).
Zarzuciłeś mi brak związku pomiędzy stateczność statyczną, energią, bezwładnością i grawitacją w odniesieniu do Su-27. Zwróciłem tylko uwagę na prawa fizyki (wymieniłem je) jakim w czasie lotu poddany jest samolot (Su-27 w tym przypadku). A to, że jest statycznie niestateczny, szybko traci energię to akurat fakty. Co jest ciekawe, to analizując anatomie wszystkich katastrof z udziałem Flankerów (a przynajmniej tych bardziej spektakularnych) nasuwa się jedna prawidłowość. We wszystkich przypadkach przyczynami wypadków było wejście w niekontrolowany stan lotu - czytaj przeciągnięcie. A więc musi coś w tym być.. i teraz staram się dojść i zrozumieć (może mi pomożesz) dlaczego tak się dzieje. Każdy samolot (jak już zauważyłeś) ma swoje indywidualne charakterystyki, każdy chociaż lata (i spada) wg. tych samych praw to jednak zachowuje się inaczej. Latałem i F-15 i Su-27 (tak, dobrze myślisz - w Lock On'ie).. Nie wiem czy Ty też, w realu chyba nie.. więc musisz mi uwierzyć na słowo. Jakkolwiek symulator oddaje rzeczywistość w jakiejś tam niewielkiej skali, ale zawsze. Poza tym mam porównanie. Z mojej praktyki wynika tyle. Jeśli lecąc Su (obroty 80% mil) w locie poziomym na wysokości powiedzmy 15 000 ft wykonamy gwałtowny obrót poprzez wychylenie drążka w lewo/prawo w płaszczyźnie podłużnej będąc na prędkości mniejszej niż 500km/h z wcześniej ustalonym kątem natarcia większym niż 10 stopni, to w tym momencie samolot zaczyna przepadać zgodnie z kierunkiem obrotu z tendencją do wpadania w korkociąg, a następnie w korkociąg płaski, długi czas pozostając niesterowalnym. Oczywiście wskazówka kątów natarcia momentalnie wędruje daleko za czerwony znacznik wyznaczający max a. "Wyczuwalne" drżenie. Prędkość spada do ok 200km/h - samolot w pień przeciągnięty. No i gdyby nie moje przeciwdziałanie czyli kontrreakcja sterów (co troche w istocie zajmuje) to by sobie tak spadał kręcąc się aż do ziemi. Oczywiście dla uproszczenia zapas paliwa i obciążenie powierzchni nośnej zaniedbujemy. W analogicznej sytuacji Eagle. Również szybko zaczyna łapać kąty natarcia, zaczyna się lekkie drżenie.. ale co się dzieje.. Puszczamy drążek, obrót wokół osi podłużnej zwalnia, wyczuwalna lekka oscylacja poprzeczna z tendencją do wygaszania, ale kąty zaczynają spadać.., prędkość zaczyna rosnąć. Full recovery. Wystarczyło puścić drążek. Utrata wysokości nie więcej jak 300 metrów.
Moje wnioski. Niestateczność statyczna - Su-27 - po wykonaniu manewru automatyczna tendencja do niekontrolowanego przeciągnięcia-korkociągu (nawiasem mówiąc wg mnie w Radomiu przechylenie na lewe skrzydło w ostatniej fazie było początkiem właśnie wejścia w stall-spin, tym bardziej że od początku schodzenia zaraz po wywrocie w momencie wystąpienia przeciągnięcia nastąpił wyraźny ruch z rotacją w lewo) brak reakcji. F-15 po wytrąceniu z położenia równowagi sam powracał do stateczności i sterowalności. Niestateczny statycznie Su-27 nie. Su-27 do recovery potrzeba co najmniej pół minuty i 1,5 km wysokości, F-15 wychodzi z sytuacji niemal od razu, samoistnie bez ingerencji. Su-27 jest wielki.. podczas osiągania dużych kątów natarcia stwarza duże opory - hamuje tym samym tracąc energie a jego duża (z racji masy) bezwładność dodatkowo pogłębia ten stan utrudniając albo uniemożliwiając sterowanie. Notabene teraz już wiem dlaczego podobnie statycznie niestateczny F-16 (będąc 2 razy mniejszy i 2 razy lżejszy) jest limitowany przez fly-by-wire do 26 stopni i nigdy podobne historie go nie dotyczyły. Oczywiście, każdy samolot w pobliżu maksymalnych kątów zachowa się podobnie, z reguły, zacznie tonąć ..ale zanim, to jakoś będzie je musiał osiągnąć. Jak pokazał podany przeze mnie przykład w identycznej sytuacji różne samoloty mogą zachować się różnie. I to właśnie miałem na myśli mówiąc - lecę a spadam - taki sam błąd jednego i drugiego pilota dla tego pierwszego w "sprzyjających" okolicznościach (np. bliskość ziemi) mógł zakończyć się katastrofą a drugi powiedział by tylko ups.. i poleciał dalej.
No a cóż - grawitacja - ona zawsze robi swoje i nie pyta o zdanie. W tym przypadku grawitacja miała więcej argumentów niż Su-27. Sytuacja zero-jedynkowa, albo żyjesz i masz się dobrze albo nie żyjesz i w ogóle się nie masz.. stanów pośrednich ustawa nie przewiduje. Grawitacja vs.Su-27 1-0. Szkoda tylko pilotów bo mogli wysiąść..
Czy mój tok i sposób rozumowania trzyma się kupy? A jeżeli coś się nie klei to co z czym i w którym miejscu? W końcu to Ty latałeś myśliwcami, siedziałeś w tej pralce i podawałeś wirowaniu z dużym g... Ja na razie jestem tylko zapalonym pilotem symulatorów, z jakimś tam doświadczeniem w realu lecz nie w tej "wadze" w której Ty startujesz i na pewno nie z taaakim doświadczeniem, obserwatorem z ziemi, który używając swojej wyobraźni - nie małej jak sądzi zupełnie nieskromnie, próbuje jedynie na podstawie poszlak jakoś ten "bajzel" ogarnąć i poskładać w miarę logiczną całość. Na ile mu się udało - tego dowiemy się w następnym odcinku pt. "CSI AS Radom" albo nigdy.. co było do przewidzenia.
Nie ważne, myślę że możemy sobie nawzajem pogratulować.. Jak by nie było sprowokowałem Cię do komentarza, a to bezcenne.
Za wszystko inne zapłacisz.. visą.
Piloci i tak swój pomnik ze stosownym napisem mieć będą, ponieważ o tym że zostali bohaterami wiadomo było już 5 minut po zdarzeniu. I dobrze.. każdemu poległemu lotnikowi należy się pamięć i cześć. A to jak i dlaczego to już chyba 3-rzędna sprawa.. w końcu.
(...)
The most beautiful girl,
That I did ever see,
I dreampt that one day I would get inside her,
I finally got my way,
I ride her every day,
She's the only one for me
And she's a
http://www.youtube.com/watch?v=pBNVrfNvFHk
Zarzuciłeś mi brak związku pomiędzy stateczność statyczną, energią, bezwładnością i grawitacją w odniesieniu do Su-27. Zwróciłem tylko uwagę na prawa fizyki (wymieniłem je) jakim w czasie lotu poddany jest samolot (Su-27 w tym przypadku). A to, że jest statycznie niestateczny, szybko traci energię to akurat fakty. Co jest ciekawe, to analizując anatomie wszystkich katastrof z udziałem Flankerów (a przynajmniej tych bardziej spektakularnych) nasuwa się jedna prawidłowość. We wszystkich przypadkach przyczynami wypadków było wejście w niekontrolowany stan lotu - czytaj przeciągnięcie. A więc musi coś w tym być.. i teraz staram się dojść i zrozumieć (może mi pomożesz) dlaczego tak się dzieje. Każdy samolot (jak już zauważyłeś) ma swoje indywidualne charakterystyki, każdy chociaż lata (i spada) wg. tych samych praw to jednak zachowuje się inaczej. Latałem i F-15 i Su-27 (tak, dobrze myślisz - w Lock On'ie).. Nie wiem czy Ty też, w realu chyba nie.. więc musisz mi uwierzyć na słowo. Jakkolwiek symulator oddaje rzeczywistość w jakiejś tam niewielkiej skali, ale zawsze. Poza tym mam porównanie. Z mojej praktyki wynika tyle. Jeśli lecąc Su (obroty 80% mil) w locie poziomym na wysokości powiedzmy 15 000 ft wykonamy gwałtowny obrót poprzez wychylenie drążka w lewo/prawo w płaszczyźnie podłużnej będąc na prędkości mniejszej niż 500km/h z wcześniej ustalonym kątem natarcia większym niż 10 stopni, to w tym momencie samolot zaczyna przepadać zgodnie z kierunkiem obrotu z tendencją do wpadania w korkociąg, a następnie w korkociąg płaski, długi czas pozostając niesterowalnym. Oczywiście wskazówka kątów natarcia momentalnie wędruje daleko za czerwony znacznik wyznaczający max a. "Wyczuwalne" drżenie. Prędkość spada do ok 200km/h - samolot w pień przeciągnięty. No i gdyby nie moje przeciwdziałanie czyli kontrreakcja sterów (co troche w istocie zajmuje) to by sobie tak spadał kręcąc się aż do ziemi. Oczywiście dla uproszczenia zapas paliwa i obciążenie powierzchni nośnej zaniedbujemy. W analogicznej sytuacji Eagle. Również szybko zaczyna łapać kąty natarcia, zaczyna się lekkie drżenie.. ale co się dzieje.. Puszczamy drążek, obrót wokół osi podłużnej zwalnia, wyczuwalna lekka oscylacja poprzeczna z tendencją do wygaszania, ale kąty zaczynają spadać.., prędkość zaczyna rosnąć. Full recovery. Wystarczyło puścić drążek. Utrata wysokości nie więcej jak 300 metrów.
Moje wnioski. Niestateczność statyczna - Su-27 - po wykonaniu manewru automatyczna tendencja do niekontrolowanego przeciągnięcia-korkociągu (nawiasem mówiąc wg mnie w Radomiu przechylenie na lewe skrzydło w ostatniej fazie było początkiem właśnie wejścia w stall-spin, tym bardziej że od początku schodzenia zaraz po wywrocie w momencie wystąpienia przeciągnięcia nastąpił wyraźny ruch z rotacją w lewo) brak reakcji. F-15 po wytrąceniu z położenia równowagi sam powracał do stateczności i sterowalności. Niestateczny statycznie Su-27 nie. Su-27 do recovery potrzeba co najmniej pół minuty i 1,5 km wysokości, F-15 wychodzi z sytuacji niemal od razu, samoistnie bez ingerencji. Su-27 jest wielki.. podczas osiągania dużych kątów natarcia stwarza duże opory - hamuje tym samym tracąc energie a jego duża (z racji masy) bezwładność dodatkowo pogłębia ten stan utrudniając albo uniemożliwiając sterowanie. Notabene teraz już wiem dlaczego podobnie statycznie niestateczny F-16 (będąc 2 razy mniejszy i 2 razy lżejszy) jest limitowany przez fly-by-wire do 26 stopni i nigdy podobne historie go nie dotyczyły. Oczywiście, każdy samolot w pobliżu maksymalnych kątów zachowa się podobnie, z reguły, zacznie tonąć ..ale zanim, to jakoś będzie je musiał osiągnąć. Jak pokazał podany przeze mnie przykład w identycznej sytuacji różne samoloty mogą zachować się różnie. I to właśnie miałem na myśli mówiąc - lecę a spadam - taki sam błąd jednego i drugiego pilota dla tego pierwszego w "sprzyjających" okolicznościach (np. bliskość ziemi) mógł zakończyć się katastrofą a drugi powiedział by tylko ups.. i poleciał dalej.
No a cóż - grawitacja - ona zawsze robi swoje i nie pyta o zdanie. W tym przypadku grawitacja miała więcej argumentów niż Su-27. Sytuacja zero-jedynkowa, albo żyjesz i masz się dobrze albo nie żyjesz i w ogóle się nie masz.. stanów pośrednich ustawa nie przewiduje. Grawitacja vs.Su-27 1-0. Szkoda tylko pilotów bo mogli wysiąść..
Czy mój tok i sposób rozumowania trzyma się kupy? A jeżeli coś się nie klei to co z czym i w którym miejscu? W końcu to Ty latałeś myśliwcami, siedziałeś w tej pralce i podawałeś wirowaniu z dużym g... Ja na razie jestem tylko zapalonym pilotem symulatorów, z jakimś tam doświadczeniem w realu lecz nie w tej "wadze" w której Ty startujesz i na pewno nie z taaakim doświadczeniem, obserwatorem z ziemi, który używając swojej wyobraźni - nie małej jak sądzi zupełnie nieskromnie, próbuje jedynie na podstawie poszlak jakoś ten "bajzel" ogarnąć i poskładać w miarę logiczną całość. Na ile mu się udało - tego dowiemy się w następnym odcinku pt. "CSI AS Radom" albo nigdy.. co było do przewidzenia.
Nie ważne, myślę że możemy sobie nawzajem pogratulować.. Jak by nie było sprowokowałem Cię do komentarza, a to bezcenne.
Piloci i tak swój pomnik ze stosownym napisem mieć będą, ponieważ o tym że zostali bohaterami wiadomo było już 5 minut po zdarzeniu. I dobrze.. każdemu poległemu lotnikowi należy się pamięć i cześć. A to jak i dlaczego to już chyba 3-rzędna sprawa.. w końcu.
Zgadzamy się jak nigdy. Mogę tylko sobie dośpiewać..Toyo pisze: Na koniec na zgodę,![]()
Cockpit is like beautiful girl, at the begining is difficult to get inside, but if you do it you can feel only pleasure.
Moje słowa na temat kabiny F-16 podczas SWF w Łasku
(...)
The most beautiful girl,
That I did ever see,
I dreampt that one day I would get inside her,
I finally got my way,
I ride her every day,
She's the only one for me
And she's a
http://www.youtube.com/watch?v=pBNVrfNvFHk