Strona 2 z 20

: 25 wrz 2003, 08:49
autor: Anonymous
to przepis jeszcze cos. spox sa te opowiedania :D:D

: 26 wrz 2003, 17:44
autor: Wilq
jest więc i historia, która mi podobałą się najbardziej w "Powietrzu pełnym śmiechu". Tytuł jej to "Zabawa na sto dwa"
Część będę przepisywał, a część napiszę sam, ażeby było ktrócej.

Aha-blenheim to brytyjski dwusilnikowiec.

A więc jest sobie lotnik w czasie IIWŚ. Prowadzi spokojny żywot ówczesnego myśliwca :) . Poprzedniego dnia jakiś pilot zestrzelił messerchmita, a więc szykowała się impreza. Aż tu nagle, pilot owy wezwany zostaje do lotu. Ponieważ zgłosić się ma dopiero za pół godziny, za pozwoleniem komendanta bazy udaje się do mesy, pod warunkiem, że nie łyknie zni kropli. Tam zabawa jest na całego. Wszyscy piją, to i on po chwili ma już pełen kieliszek. Co chwilę ktoś stawia drinki jemu, on stawia im. I tak jeden po drugim drinki wylewane zostają pod mesowską sztuczną palmę, lub wypijana jest zimna woda z paroma kroplami herbaty, żeby wyglądało na jakiś porządny trunek. To drugie oczywiście przy wszystkich. Nikt nie zdołał go powstrzymać... "I tak lotów już nie będzie" mówił "chwiejnym" głosem. Parę osób z przerażeniem obserwowało, jak wlewa w siwebie kolejne szklanki wody z herbatą. Gdy jednak ktoś podał mu szklankę z prawdziwą whisky stwierdził, że podający ma brudne buty i powoli wszystko na nie wylał. Wygoniono go z kasyna, a nieźle wkuty dowódca obiecywał, że jutro tego pożałuje, po czym pojechał po jedynego akurat trzeźwego i zdolnego do lotu. W tym czasie ogłoszono jednak alarm i nasz wstawiony bohater chwiejnym krokiem udał się do samolotu. Nie chciano go puścić, ale zreflektowal się i rozmawiał na tyle przytomnie, że w końcu go puszczono.
Od tego miejsca przepisuję, więc będzie w pierwszej osobie.
"zaraz po starcie, zamiast ciągnąć samolt do góry zdusiłem go na tyle, że przeleciałem pół metra nad drzewami, a potem aby zniknąć z oczu tym, którzy za nim patrzyli. Musiało to zrobić na nich odpowiednie wrażenie...
Polski oficer naprowadzania nawiązał ze mną łączność
-Halo, <<pies morski>>, niebieska jedynka, <<pies morski>> niebieska jedynka, woła <<wujek>>, czy mnie słyszysz?
-a czemu miałbym cię nie słyszeć, głuptasie?-odpowiedziałem mu zdziwionym głosem.
-Halo <<pies morski>> niebieska jedynka, woła <<wujek>> czy mnie słyszysz?
-słyszę, ale nie nazywaj mnie psem morski, bo tego nie lubię. Mów mi Józiu
Po drugiej stronier zapdała cisza. Widocznie oficer naprowadzania rozważał i przeżuwał niespodziewane odpowiedzi.
-rozpoznaj boogey-przyszedł rozkaz po chwili-kurs 315
Nastawiłem na busoli kurs 315 i wziąłęm z miejsca ten kurs.
-Rozumiem cię bardzo dobrze-posłałem odpowiedź-kurs 215
-315
-Bardzo dobrze, słyszę cię doskonale. Kurs 315
Tamten musiał się pocić:
-nie dwa jeden pięć. Trzy jeden pięć, rozumiesz?
-tak jest, rozumiem. Kurs Trzy siedem pięć-odpowiedziałem jak echo.
-nie ma takiego kursu!-wył w słuchawki
-dlaczego nie ma??-zapytałem poważnie i naiwnie.
To musiało go dobić. Na wszelki wypadek zostawił mnei i zajął się moim towarzyszem, nakazując mu włączenie rozpoznawczego aparatu radiowego. Po minucie zabrzmiało w jego głosie zdumienie:
-lecisz bardzo dobrze, leć tak dalej-błagał.
-pochyl glówkę na pierś białą-zaśpiewałem mu raźnie.
Dał mi spokój, ale potem przypomniał:
-uważaj, bo boogey w twojej okolicy
-pocałuj mnie w boogey.
Nie odpowiedział. Wypatrywałem uważnie wrogiego samolotu. Wreszcie dostrzegłem na horyzoncie raźnie pomykający punkcik. Władowałem wszystko co mogłem w samolot i szedłem do punkciku. Mój boczny został w tyle, bo jego silnik nie ciągnął tak dobrze jak mój. Punkcik rósł w oczach. To był dornier. Podszedłęm bliżej. W oczy wpadły mi czarne krzyże na statecznikach i błyski karabinu maszynowego.
-czy rozpoznałeś ten samolot?
-tak!-odwrzasnąłem-to Blenheim! Atakuję!
Nacisnąłem spust kilka razy, a Dornier zapalił się przepisowo z zszedł na ziemię. Uczułem satysfakcję i natychmiast podzieliłem się nią z oficerem.
-zestrzeliłem tego łobuza.
-kogoś zestrzelił?-padło pytanie słabym głosem.
-Blenheima!
Oficer nie mół już, oczywiście, ze mną rozmawiać i przekazał słuchawkę angielskiemu oficerowi naprowadzania.
-kogoś zestrzelił?-zapytał tamten z troską w głosie.
-Blenheima oczywiście, ale bądź spokojny. Ja... ja bardzo cię lubię-zaśpiewałem.
Przy dispersalu, gdzie dokołowałęm, czekała na mnie grupka ludzi.Nie, to nie byli ludzie, to byli wszystko skazańcy, nie wyłączając dowódcy dywizjonu, obu eskard, i reszty osób, wśród których nie zabrakło kucharza, księdza i meteorologa.
-czy to prawda, że zestrzelił pan Blenheima?-rozpoczął dowódca stacji
-Blenheima?! Byłem tak zdumiony jak pilot w randze podporucznika, którego po zbudzeniu ze snu poproszono o zmienienie banknotu tysiącfuntowego-o ile wiem to był Dornier.
Wszysco spojżeli po sobie. Lekarz zbadał mi puls, a dowódca kazał chuchnąć sobie w twarz, żeby sprawdzić mnie na obecność alkoholu.
-to dziwne. Ten człowiek nie miał ani kropli alkoholu w gębie...
... Lecz oto przyszedł telefon. Zestrzelony został Dornier. Przyjmowałem gratulacje z bohaterską miną. Idąc do kasyna z dowódcą rozmawiałem z nim:
-nie rozumiem, mówił pan przecież obu oficerom, że to był blenheim.
-byłęm podniecony. Może mówiłęm o blenheimie, ale myślałem o Dornierze.
-ponadto podobno śpiewał pan do oficera naprowadania, co jest niezgodne z przepisami.
-Sir-odpowiedziałem-gdyby pan był w moim wieku i gdyby zestzrzelił pan swój pierwszy bombowiec w życie, to czy by pan nie zaśpiewał?
Dowódca zastanawiał się prez chwilę, odchrząknął i powiedział:
-ma pan rację... Śpiewałbym tak samo..."


Blee.... sorry, za wsie literówki, ale już mi się tego nie chce sprawdzać... Mam nadzieję, że chociaż dobrze się przy tym ubawiliście... Napiszcie, czy tak, czy nie.

Jest jednak jeden feler. Bardzo mi przykro, ale historia ta nie jest prawdziwa, choć mogłaby... A szkoda... :cry:

: 27 wrz 2003, 21:34
autor: marcin1323
prawdziwa czy nie , ale jest przednia :)

((!))

: 10 paź 2003, 12:05
autor: Kaspar
Może znacie , moze nie ... te ostatnio w ręce mi wpadły:

Jadącego na wózku beznogiego spotyka młody facet i pyta:
- Kupisz pan tenisówki?
- No coś pan, nie widzisz, że nie mam nóg?
Zasmuconego beznogiego spotyka znajomy i pyta:
- Dlaczego jesteś taki przygnębiony?
- A jakiś facet naigrywał się ze mnie i proponował tenisówki.
- Ja to bym takiego na twoim miejscu w dupę kopnął.
Jeszcze bardziej zasmucony beznogi spotyka następnego kumpla.
- Coś taki zasmucony?
- A wiesz jeden proponuje mi trampki drugi każe kopać go w dupę... jak tu nie być smutnym?
- Nie martw się stary i strzel sobie kielonka... to cię postawi na nogi...

Trener złości się na zawodnika:
- Ile razy mam ci powtarzać, że konkurencja, w której startujesz nazywa się trójskok. To znaczy, że odległość 17 metrów masz pokonywać trzema skokami, a nie jednym.

W kinie trwa seans filmowy. Ciemno...
Nagle rozlega się oburzony męski głos:
- Panie, weź pan stąd tą rękę! To nie spódnica tylko sutanna!!!

Idą sobie dwie zakonnice ulicą i spotykają dwóch metali. Jedna do drugiej ze zgrozą:
- Ojej, oni chyba w życiu nie widzieli prysznica!
Zakonnice poszły, a metale między sobą:
- Ty, co to jest prysznic?
- Nie wiem, jestem niewierzący.

Na polowaniu.
- Uważaj!
- Co się stało?!
- Przed chwilą wpakowałeś mojej żonie cały ładunek śrutu w dupę!
- Och, przepraszam... Ale o tam, proszę, stoi moja żona!

Był rok 1943. Spory konwój przemierzał wody północnego Atlantyku w drodze do Murmańska. Była jasna księżycowa noc. Na mostku polskiego statku, kapitan wzywa bosmana i rzecze:
" Widzicie bosmanie ten ślad trzy mile na prawej burcie? Właśnie U-boot strzelił torpedę. Idziemy w ciasnym szyku bez możliwości manewru. Według moich obliczeń, torpeda ta trafi nas za pięć minut. Zejdźcie do załogi i przygotujcie marynarzy do opuszczenia statku. Nie ma dla nas ratunku."
Bosman nie dyskutując czym prędzej ruszył w głąb parowca by wykonać rozkaz. Ale że był osobnikiem nie pozbawionym humoru, a przy tym chłop jak niedźwiedź postanowił obrócić całą sprawę w żart. Wszedł do pomieszczeń załogi, zebrał marynarzy i rzecze:
" Widzicie chłopcy ten stołek tutaj? Jak zaraz pier....ne w niego członkiem to cały statek w drobiazgi pójdzie."
Marynarze, acz doskonale wiedzieli o mitycznej wręcz sile bosmana, tym razem wybuchnęli śmiechem, kiwając głowami z niedowierzaniem. Rozeźlił się bosman okrutnie i jak nie wrzaśnie:
" to się załóżcie, gnojki jedne jak żeście tacy pewni, a w międzyczasie zakładać kamizelki ratunkowe."
Rozweseleni marynarze zaczęli zbierać pule zakładu, zakładając przy okazji kapoki. Bosman odczekał chwilę, spojrzał na zegarek, nonszalanckim ruchem wyciągnął 'narzędzie', spojrzał pogardliwie wokoło i WHAAAAAAM!
Statek poszedł w drzazgi! Pośród rozbitków, którzy uszli z życiem, był bosman i kapitan. W pewnym momencie podpływa do bosmana kapitan, cały szary z przerażenia.
" Na Boga, bosmanie, co się stało? Torpeda minęła statek za rufą!!!"

Wchodzi facet z karabinem do autobusu i mówi:
- Gdzie jest Zenek?
Wszyscy pasażerowie wskazują na jednego i mówią o..to ten. Po czym dyskretnie odsuwają się od niego, a facet z karabinem mówi:
- Zenek kryj się! - ...i puszcza serię po pasażerach.

: 10 paź 2003, 19:01
autor: Wilq
:D hehe, dobre Kaspar


Zima. Legowisko niedźwiedzi. Mały niedźwiadek budzi starego siwego misia:
- Dziadku! Dziadku, opowiedz mi bajkę!
- Śpij... - mruczy dziadek - ...nie czas na bajki...
- Ale dziadku! No to pokaż teatrzyk! Ja chcę teatrzyk! - krzyczy mały.
- No dooobrze... - sapie dziadek gramoląc się pod łóżko i wyciągając stamtąd dwie ludzkie czaszki. Wkłada w nie łapy i wyciągając je przed siebie mówi:
- Docencie Nowak, co tak hałasuje w zaroślach?
- To na pewno świstaki panie profesorze...


Autokar wiozący grupę parlamentarzystów wypadł z jezdni i rozbił się na drzewie. Miejscowy rolnik, na którego polu doszło do tragedii, pogrzebał ofiary wypadku, a potem zadzwonił po policję. Policjanci po przyjeździe na miejsce zdarzenia zaczęli przesłuchiwać rolnika:
- Czy na pewno wszyscy już byli martwi?
- Niektórzy twierdzili, że nie, ale wie pan jak politycy kłamią...


- Tato, co to jest POLITYKA?
Ojciec odpowiada:
- Zobacz, ja przynoszę pieniądze do domu, więc jestem KAPITALISTĄ, Twoja mama rządzi tymi pieniędzmi, więc jest RZĄDEM, dziadek uważa, żeby wszystko było na swoim miejscu, więc jest ZWIĄZKIEM ZAWODOWYM, nasz pokojówka jest KLASĄ ROBOTNICZĄ, a wszyscy mamy jeden cel, aby się Tobie lepiej wiodło! Ty jesteś LUDEM, a Twój młodszy brat, który leży jeszcze w pieluchach jest PRZYSZŁOŚCIĄ!!! Zrozumiałeś synku???
Chłopiec zastanawia się i mówi, że musi się z tym wszystkim jeszcze przespać. W nocy budzi chłopca płacz młodszego brata, który narobił w pieluchy i drze się wniebogłosy. A, że chłopiec nie wiedział co ma zrobić, poszedł do pokoju rodziców. W pokoju była tylko mama, ale spała tak mocno, że nie mógł jej dobudzić, więc poszedł do pokoju pokojówki, gdzie akurat zabawiał się z nią ojciec, a dziadek podglądał ich przez okno. Wszyscy byli tak sobą zajęci, że nie zauważyli, że chłopiec jest w pokoju. Malec postanowił więc, że pójdzie spać i o wszystkim zapomni. Rano ojciec pyta go:
- Synku, możesz mi powiedzieć własnymi słowami co to jest POLITYKA??
- TAK!!! - odpowiada syn. - KAPITALIZM wykorzystuje KLASĘ ROBOTNICZĄ, ZWIĄZKI ZAWODOWE się temu przyglądają, podczas gdy RZĄD śpi, LUD jest całkowicie ignorowany, a PRZYSZŁOŚĆ leży w gównie!!! TO JEST POLITYKA!!!


Indianie złapali białego, przywiązali do pala męczarni, postawili strażnika i poszli się naradzić, co z nim zrobić. Siedzi sobie biedak przy palu i myśli:
- Co tu zrobić? Niestety, mam przerąbane. Mam najbardziej przerąbane jak tylko można to sobie wyobrazić.
Nagle w chmurach zrobił się niewielki otwór, a przez ten otwór spłynęło na nieszczęśnika jasne, ale nieoślepiające światło i usłyszał głos potężny, który rzekł:
- Nie obawiaj się synu, potrząśnij rękami.
Potrząsnął. Ku jego zdumieniu więzy opadły.
- Podejdź do strażnika - mówi dalej głos.
Podszedł lekko przestraszony.
- Nie obawiaj się, strażnik śpi - kontynuował głos.
- A teraz wyrwij strażnikowi tomahawk i uderz. To syn wodza.
Wyrwał i uderzył. Zabił syna wodza i czeka, co dalej. Wtedy głos z lekkim rozbawieniem:
- Teraz to masz dopiero przerąbane...



Małżeństwo zaplanowało sobie wieczorne wyjście. Włączyli nocne oświetlenie, ustawili automatyczną sekretarkę, przykryli klatkę z papugą i zamknęli kotkę w piwnicy. Następnie zadzwonili po taksówkę. Para postanowiła poczekać na taksówkę przed domem. Otworzyli drzwi by wyjść z domu. Tymczasem kotka wylazła z piwnicy przez uchylone okno i tylko czekała na otwarcie drzwi, by wśliznąć się do mieszkania. Nie chcąc, by kotka buszowała po domu, gdyż zawsze wtedy próbowała zjeść ptaka, mąż rad nierad wrócił do środka. Zwierzak wbiegł po schodach na górę, mężczyzna pobiegł za nim. Kobieta wsiadła do taksówki, która właśnie nadjechała. Nie chcąc, by kierowca domyślił się, że dom będzie pusty, wyjaśniła, że mąż właśnie mówi "dobranoc" jej matce i za chwilę zejdzie. Kilka minut później mąż wsiadł i kierowca przekręcił kluczyk w stacyjce. Tymczasem mąż zaczął się usprawiedliwiać:
- Przepraszam, że zajęło mi to tyle czasu, ale ta wredna suka najpierw schowała się pod łóżkiem. Szturchałem ją parę minut wieszakiem i wreszcie wylazła! Potem zawinąłem ją w koc, żeby mnie nie podrapała. Zwlokłem jej tłusty tyłek po schodach i wrzuciłem z powrotem do piwnicy!

: 02 gru 2003, 19:51
autor: marcin1323
do tramwaju wchodzi przypakowany skinhead w glanach i rozgląda się buńczucznie po autobusie. nagle wstaje z miejsca leciwa staruszka ustępując pajacowi miejsca, ten siada oczywista, nie protestując. babcia nachyle się do sąsiadki siedzącej kilka miejsc dalej i z żalem w głosie wyznaje:
- patrz Mania, nieszczęśliwe dziecko. nie dość, że po chemioterapii, to jeszcze obuwie ortopedyczne musi nosić
na to odparowuje sąsiadka
- no tak, ale jaki cały napuchnięty :cry:

jamnik i rotweiler na spacerze ze swymi opiekunami. widząc hart ducha jamnika i jego zajadłość, właściciel psa mordercy odpina go ze smyczy, poklepując po grzbiecie mówi
-tobie też należy się jakiś hotdog
doszlo do "konfrontacji". gdy tumany kurzu opadły, rotweiler, ledwo zipiąc przyczłapuje do właściciela, jamnik w najlepsze odchodzi do swego pana. szpaner z psem mordercą składa ofertę kupna "mięczakowi":
-daje ci pięćdziesiąt tysięcy od ręki
-zapomnij on nie jest na sprzedaż
-jak to wszystko jest na sprzedaż ! irytuje się "twardziel"
-sto! to moje ostatnie słowo!!!
-synek-nieco poirytowanym głosem przemawia pan jamnika- stuwę, to ja musiał dać za krokodyla w zoo! następne dwie kosztowała mnie operacja plastyczna!

: 02 gru 2003, 21:01
autor: Wilq
Dave wchodząc do baru zauważył Johna siedzącego przy stoliku uśmiechniętego od ucha do ucha.
- John, coś ty taki zadowolony?
- Wczoraj woskowałem łódź, tylko woskowałem... i nagle podeszła do mnie ruda piękność... mówię Ci, stary... z taaakim biustem. Stanęła i spytała: "Mogę popływać z Tobą łodzią?" Powiedziałem: "Pewnie, że możesz." Wziąłem ją więc ze sobą, Dave. Odpłynęliśmy dość sporo od brzegu. Wyłączyłem silnik i mówię do niej: "Albo sex, albo płyniesz do brzegu wpław." I wiesz co, stary? Ona nie umiała pływać, Dave. Rozumiesz? Nie umiała pływać!
Nazajutrz Dave wchodzi do baru i widzi Johna jeszcze bardziej zadowolonego niż wczoraj.
- Widzę, że humor Cię nie opuszcza...
- Ech, stary... muszę Ci opowiedzieć... woskowałem wczoraj łódź, tylko woskowałem... i podeszła superblondyna, z ... no wiesz... z taaakim biustem... Spytała, czy może popływać ze mną łodzią. "Jasne" - mówię. Odpłynąłem jeszcze dalej niż ostatnio. Wyłączyłem silnik i mówię do niej: "Albo sex, albo płyniesz do brzegu wpław." Stary... nie umiała pływać, ta też nie umiała pływać!!
Parę dni później w znanym już nam barze Dave znowu spotyka Johna, tym razem jednak widzi, że John sączy piwko i popłakuje.
- Hej, John, coś Ty dzisiaj dla odmiany taki smutny?
- Ech, Dave, wczoraj znowu woskowałem swoją łódź, wiesz, tylko woskowałem... i nagle staje przede mną ponętna brunetka... piersi... stary! Taaakie miała. No i pyta, czy może popływać ze mną łodzią. Więc jej mówię: "Jasne, że możesz." Popłynęliśmy daleko, jeszcze dalej niż poprzednio... Wyłączyłem silnik, popatrzyłem na jej biust i powiedziałem: "Albo sex, albo płyniesz wpław do brzegu." Ona ściągnęła figi... Dave!!! Ona miała członka! Miała ogromnego członka, stary! A ja... ja nie umiem pływać. Rozumiesz? Nie umiem pływać!!!



Muhammed był znanym ekspertem od dywanów. Jego przyjaciel poprosił go raz, aby mu wycenił starożytne dywany w jego sklepie. Za każdy dywan będzie fundował Muhammedowi wódkę. Muhammed dotyka pierwszego dywanu, zamyka oczy i mówi:
- Perski, XVI wiek, 4000 dolarów - po czym wypija wódkę.
Dotyka drugiego dywanu:
- Syjamski, rzadki okaz, V wiek, 12000 dolarów...
Na drugi dzień budzi się Muhammed w domu - cały poobijany, z podpuchniętym okiem i pyta żony:
- Kochanie, co się wczoraj ze mną stało?
Na to żona:
- To, że wczoraj wróciłeś do domu pijany jak wieprz - w porządku, to, że zapaskudziłeś cały przedpokój - w porządku, to, że załatwiłeś się do umywalki - jeszcze ok, ale kiedy się koło mnie położyłeś, dotknąłeś moich pośladków i wymamrotałeś "stara mata kokosowa, 5 centów" - to już nie wytrzymałam...


a ten, to według mnie prawdziwy debeściak-wprost wirtuozeria :) :

Trzech wampirów gra w karty, jednemu zachciało się jeść i mówi:
- Ale jestem głodny.
- Hmmm... no to idź. Tam, niedaleko widziałem wioskę, to sobie coś zjesz - mówi drugi.
- No dobra - i poszedł...
Wraca cały zakrwawiony i mówi:
- Ale się najadłem, ale wioski już nie ma.
Po jakimś czasie mówi drugi:
- No, teraz ja jestem głodny.
- To idź. Za wioską była taka mała osada, tam sobie coś zjesz - rzekł drugi wampir.
Ten poszedł, a kiedy wrócił cały we krwi, powiedział:
- AAAle się najadłem, ale tej osady już nie ma.
Grają dalej... W końcu odzywa się trzeci:
- Teraz ja zgłodniałem...
- No... to może idź gdzieś, może coś znajdziesz - radzi mu kolega.
I poszedł... Po 3 sekundach wraca z twarzą całą we krwi.
- Już, tak szybko??? - pytają zdziwieni gracze.
- Nie, na schodach się wywaliłem...

: 03 gru 2003, 00:17
autor: Combat
Ja moze opowiem kawal, znany ale mi sie on podoba, otoz:
maz z zona kloca sie kto jest wazniejszy? Kobieta czy mazczyzna?
Maz oczywiscie twierdzi ze mezczyzna, a zona ze kobieta.
Nie moga rozwiazac tego problemu, wiec kieruja sie z prosba do guru o pomoc.
Gdzy juz do niego przychodza, maz pyta: guru, kto jest wazniejszy? Kobieta czy mezczyzna?
Guru natychmiast odpowiada: oczywiscie mezczyzna jest najwazniejsza istota. Nagle maz zapytuje: A kobieta?
Guru odpowiada: walczy z lodowka o siodme miejsce :D

: 03 gru 2003, 16:11
autor: cougar
Czynności w razie nadepnięcia na minę przeciwpiechotną.
Należy:
a) wyskoczyć dziesięć metrów wzwyż, a następnie
b) rozrzucić się po terenie w możliwie najrozleglejszym promieniu.


Kowalski! Powiedzcie, co będzie, jeśli kula odstrzeli wam ucho?
- Będę gorzej słyszał, obywatelu sierżancie!
- Dobrze. A co będzie, jeśli kula odstrzeli wam drugie ucho?
- Nie będę nic widział, bo mi hełm na oczy spadnie!


Szeregowiec, kapral i sierżant znaleźli tajemniczą starą lampę.
Zaczeli wycierać ja z kurzu, a wtedy z lampy wynurzył sie dżinn i mówi:
-Spełnię po jednym życzeniu każdego z was !
-Ja chcę płynąć motorówką po Morzu Śródziemnym w towarzystwie
pięknej blondynki bez stanika!- woła szeregowiec.
Dżinn pstryknął palcami i szeregowiec zniknął.
-A ja - mówi kapral - chcę siedzieć w paryskim nocnym klubie w otoczeniu
striptizerek i mieć pełno szampana!
Pstryk! i kapral zniknął.
-A ja - mowi sierżant - chcę ich tu obu natychmist z powrotem!


- Tu radio BBC, nadajemy wiadomości wieczorne:
- Dziś rano wojska chińskie zaatakowały ogniem z moździerzy i ckm-ów
pracujący spokojnie w polu radziecki traktor. Traktor odpowiedział
ogniem rakietowym i odleciał w kierunku Moskwy..."

: 03 gru 2003, 21:45
autor: Wilq
no to teraz się trzymajcie. Ostatnio na pewnym forum usłyszałem wiązankę jednych z najlepszych kawałów, jaki słyszałem.

(tylko do niektórych trzeba znań angielski Combat-myślę, że je docenisz :) )

Three men, an Italian, a Croat and a French went for a job interview ii England. Before the interview, they were told that they must compose a sentence in English with three main words: green, pink and yellow.

The Italian was first: "I wake up in the morning. I see the yellow sun. I see the green grass and I think to myself, I hope it will be a pink day."

The Croat was next: "I wake up in the morning, I eat a yellow banana, a green pepper and in the evening I watch the pink panther on TV."

Last was the French: "I wake up in the morning, I hear the phone "green...green...", I pink up the phone and I say "Yellow?"...



'What do you call a deer without an eye?'
'No idea'
'What do you call a deer without legs?'
'Still no idea'




An Italian, an Irishman and a Chinese fellow are hired at a construction site. The foreman points to a huge pile of sand and says to the Italian guy, "You're in charge of sweeping." To the Irishman he says, "You're in charge of shovelling." To the Chinese guy, "You're in charge of supplies." He then says, "Now, I have to leave for a little while. I expect you guys to make a dent in that there pile."

So the foreman goes away for a couple hours, but when he returns the pile of sand is untouched.

He says to the Italian: "Why didn't you sweep any of it?" The Italian replies in a heavy accent, "I no gotta broom, an' you tella me dat de Chinese'a guy supposa bringa da supplies, but he disappear and I no finda him."

Then the foreman turns to the Irishman and asks why he didn't shovel. The Irishman replies in his heavy brogue, "Aye, ye did lad, but I counna get meself a shovel. Ye left the Chinese guy in charge of supplies, but I counna fin' him."

The foreman is really angry now, and storms off toward the pile of sand looking for the Chinese guy. Just then, the Chinese guy springs out from behind the pile of sand and yells...

"Supplies!"





Grupa rosyjskich turystów przyjeżdza do Wielkiej Brytanii. Gdy mają wyruszyc zwiedzać miasto przewodnik ich uprzedza: "Bądźcie ostrożni w żadnym wypadku nie oddzielajcie sie od grupy. Tutaj wszędzie sutenerzy stoją. Jeśli się zgubicie szukajcie rosyjskiego konsulatu."

Jak to zwykle na wycieczkach zawsze ktoś musi się zgubić. Do takiego właśnie zgubionego podchodzi jakiś mężczyzna:

- Do you want a white woman?
- No, no! - krzyczy mężczyzna
- Do you want a black woman?
- No!
- Do you want a man?!
- No!!!
- Do you want an animal?!!
- NO!!! I WANT RUSSIAN CONSUL!
- Possible, but very expensive.


(a do tego to i niemiecki i angielski :) )

During the II WW, two german spies were sent to England. After their mission, they go to a pub to celebrate. They drink a few beers, and then want to buy something special. One of them goes to the bartender.
- Hey, bartender! Two martini, please!
- Dry?
- Nein, zwei!


jak czegoś nie kapujecie, to walcie śmiało, wszystko wytłumaczę :)

Re: ((!))

: 15 gru 2003, 21:13
autor: Gość
Kaspar pisze:Może znacie , moze nie ... te ostatnio w ręce mi wpadły:

Jadącego na wózku beznogiego spotyka młody facet i pyta:
- Kupisz pan tenisówki?
- No coś pan, nie widzisz, że nie mam nóg?
Zasmuconego beznogiego spotyka znajomy i pyta:
- Dlaczego jesteś taki przygnębiony?
- A jakiś facet naigrywał się ze mnie i proponował tenisówki.
- Ja to bym takiego na twoim miejscu w dupę kopnął.
Jeszcze bardziej zasmucony beznogi spotyka następnego kumpla.
- Coś taki zasmucony?
- A wiesz jeden proponuje mi trampki drugi każe kopać go w dupę... jak tu nie być smutnym?
- Nie martw się stary i strzel sobie kielonka... to cię postawi na nogi...
Kaspar zapomniałes jeszcze dodac końcówke!
Posłuchajcie:

Wkurzony przycszedł do domu i pokłócił sie z zoną.Spakował walizki i powiedział:
-więcej tu moja noga nie postanie!

: 16 gru 2003, 02:12
autor: Combat
Na pewno znacie to, bo jest stare, ale jedyne co znam z dowcipow wojskowych:
Do dowodcy kompani nadeszla depesza, ze sierzantowi Kowalskiemu umarl ojciec. Zdumiony chorazy, pyta sie podwladnego, zeby w jakis lagodny sposob przekazal Kowalskiemu ta wiadomosc.
Na zbiorce zebrala sie cala kompania, no i jeden z chorazych rozkazuje:
-Ci co maja ojca- Wystap!!!!!
Wraz z wieloma zolnierzami krok wprzod robi oczywiscie Kowalski,
Chorazy, zauwazajac ta wykrzykuje:
-A ty Kowalski to k...a gdzie!!!????

Moze i nie jest to takie smieszne, ale zawsze jest,

teraz kawal nie lotniczy:

Czerwony kapturek postanowil wybrac sie do lasu nazbierac poziomki i jagody,
nagle z daleka zauwaza, ze cos sie rusza w krzakach, podchodzi blizej i zauwaza wilka (oczywiscie nie naszego forumowego :wink: ),
gdy jest juz bardzo blisko pyta:
-Wilku, dlaczego masz takie duze oczy.......
Na to zly wilk odpowiada:
-Spie....aj, nie widzisz, ze "sram" :D

: 18 gru 2003, 19:18
autor: Gość
Pyta rusek polaka:
-gawarisz pa ruski?
-nie, nie gotuje parówki!

Powiedzcie sobie to nagłos, to zobaczycie, ze fonetycznie to brzmi śmiesznie!

: 18 gru 2003, 21:49
autor: Combat
Przychodzi Polak do sklep w Paryzu i pyta sie sprzedawczyni:
-chleb prosze
ona na to:
-que'ce se?
-nie chce kiszki , tylko chleb
-que'ce se?
-pocaluj mnie w d..e
Sprzedawczyni na to:
-aaaa...... du pain!!!!!!
I dala mu chleb,

tez radze samemu na glos przeczytac :D

: 20 gru 2003, 22:47
autor: Nostromo
no cóż, a co powiecie na to (z całym szacunkiem dla wszystkich pilotów itd, mam nadzieje ze u nas czegoś takiego nie ma ;)
...podobno autentyczne
Obrazek