Oto, co znalazłem na stronie Gazety Wyborczej
http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,4871829.html
"Poznaniak zginął w katastrofie CASY
Lech Bojarski 2008-01-25, ostatnia aktualizacja 2008-01-25 21:21
Porucznik Michał Smyczyński, drugi pilot podczas feralnego lotu samolotu CASA, był poznaniakiem z Grunwaldu. Absolwent "Marcinka" uczył się latać w Aeroklubie Poznańskim. Miał 32 lata, zostawił żonę Olę i pięcioletnią córkę Basię.
Smyczyński był absolwentem "Marcinka", uczył się latać w Aeroklubie Poznańskim. Miał 32 lata, zostawił żonę Olę i pięcioletnią córkę Basię.
Na portalu nasza-klasa.pl na stronie Michała wpisy:
"Michale, brak Ciebie to dla nas ogromna strata. W naszej pamięci zostaniesz na zawsze, bo o wspaniałych ludziach nigdy się nie zapomina".
"Niech dane będzie Ci latać z aniołami...".
"KOLEGO ze szkolnej ławy, na zawsze będziesz w moich myślach i wspomnieniach... Już jako dzieciak chciałeś latać i spełniło się Twoje marzenie. A teraz trudno uwierzyć w to, co się stało".
"Smyku, za wcześnie od nas odszedłeś".
W środę 23 stycznia Michał leciał jako drugi pilot samolotem wojskowym CASA, który rozbił się przed lotniskiem w Mirosławcu. Na trasie z Warszawy do Krakowa przez Powidz, Krzesiny, Mirosławiec i Świdwin leciało 40 uczestników konferencji poświęconej bezpieczeństwu w lotnictwie. Ocaleli tylko ci, którzy wysiedli w Powidzu i Krzesinach. Zginęło 16 pasażerów i 4 członków załogi.
- Ciągle nie mogę w to uwierzyć - mówi Andrzej Smyczyński, brat Michała. - Najbardziej boli to, że Michał latał w różne rejony świata i bezpiecznie lądował w różnych niebezpiecznych miejscach, a tu...
Michał musiał być pilotem. Od dziecka nie marzył o niczym innym. - Mieszkałem z nim 19 lat w jednym pokoju. Ciągle było klejenie modeli samolotów, należał zresztą do kółka modelarskiego działającego w Zamku - opowiada pan Andrzej.
Zanim na serio zaczął realizować swoje marzenia, chodził do klasy o profilu biologiczno-chemicznym w I LO im. Karola Marcinkowskiego. Jaki był w szkole? Liliana Kłobuchowska, wychowawca: - Nie mówił za dużo, tyle ile było potrzeba. Był bardzo precyzyjny w swoich wypowiedziach, konkretny. Ale nie był ponury, wręcz przeciwnie - miał duże poczucie humoru, był dowcipny, lubiany, niekonfliktowy, otwarty, szanowany. Po prostu: był dobrym kolegą, dobrym człowiekiem.
W "Marcinku" w gablotach powieszono wczoraj symboliczne nekrologi.
W 1994 r. Michał zaczął latać szybowcami w Aeroklubie Poznańskim. - Dobry uczeń. W ubiegłym roku spotkałem go w Zakopanem. Ja go nawet nie rozpoznałem, bo już tyle twarzy się przewinęło przez lata szkolenia. Ale on sam do mnie podszedł porozmawiać - wspomina Hieronim Kowalski, instruktor Michała.
O wymarzoną Wyższą Szkołę Oficerską Sił Powietrznych w Dęblinie "Smyku" musiał jednak powalczyć. Pierwsze podejście nie wypaliło, nie przeszedł testów zdrowotnych. Ale nie poddał się i choć zaczął studiować fizykę na UAM, to po roku spróbował drugi raz i się udało.
Po promocji w 2000 r. trafił do 7. Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Powidzu. Latał samolotami Su-22. Początek 2004 r., rozkaz przenosin - Kraków, 13. Eskadra Lotnictwa Transportowego. I przesiadka za stery samolotu CASA, zaliczanego do najbezpieczniejszych maszyn...
Latał w różne części świata. Ostatnio głównie do Iraku i Afganistanu. Na
www.nasza-klasa.pl 19 stycznia wrzucił nowe fotki z ostatniego lotu do Afganistanu (publikujemy je za zgodą rodziny).
Spokojny - tak najczęściej wspominają Michała znajomi. - Małomówny. Niesamowicie odpowiedzialny. Człowiek, któremu można zaufać i którego po prostu się pamięta - mówił przedwczoraj "Gazecie" kolega por. Smyczyńskiego, Mieszko Czarnecki. - Bardzo koleżeński, nigdy nie odmawiał nikomu pomocy - wspomina brata Andrzej Smyczyński.
Michał mieszkał z żoną i córką w Krakowie. W środę wieczorem rodzina tam, i tu w Poznaniu wiedziała, że stało się coś niedobrego, że zginęli piloci. - Mieliśmy kontakt telefoniczny. Wszyscy oglądaliśmy TVN24 - opowiada Andrzej Smyczyński. Wszelkie nadzieje i wątpliwości rozwiały się około północy, gdy do drzwi mieszkania w Krakowie zapukali wojskowi...
Rodzina nie zdecydowała jeszcze, gdzie i kiedy odbędzie się pogrzeb porucznika pilota Michała Smyczyńskiego."
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta osoba jest dla mnie w jakiś sposób bliska, nie tylko dlatego, że jest Poznaniakiem... Ojciec Michała - prof. dr hab. Tadeusz Smyczyński - jest pracownikiem naukowym Instytutu Nauk Prawnych PAN oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pamiętam go doskonale, bo miałem zaszczyt mieć z Nim zajęcia, które wspominam bardzo dobrze. Wielka wiedza, którą w profesjonalny i kulturalny sposób umiał przekazać swoim studentom.
Wyrazy głębokiego żalu i współczucia Panie Profesorze!
Bernard Gust